ostatnio dodane

Habent sua fata libelli pro capite lectoria [1]

Terentianus Maurus

Przerwanie ciągłości to zagadnienie wciąż przemilczane. Problem ten (jakże widoczny w dzisiejszych czasach!) zwykły człowiek lubi uzasadniać bliżej nieokreślonym "systemem". Nie ma odwagi bądź podstawowej wiedzy, by stwierdzić, że to zwykły bałagan, który nastąpił po wyrżnięciu polskich elit intelektualnych przez Niemców i Rosjan w połowie XX wieku. Co gorsza, stało się to już nie pierwszy raz. Dlaczego człowiek potrafi bez skrupułów zarżnąć sąsiada?

Poczucie bezradności wtłaczane ludziom do głowy przez media i przeróżne instytucje polega współcześnie na nagłaśnianiu bezskutecznej walki z przeróżnymi "problemami". Kto dzisiaj potrafi popatrzeć na to z dystansem i stwierdzić, że to w większości zagadnienia sztucznie wytworzone? Czasami może się wydawać, że jesteśmy na to odporni. Drwimy z tego. Jednak prawdziwy sprawdzian, uświadamiający nam czy daliśmy się w to wciągnąć, można przeprowadzić odpowiadając na pytanie, czy nigdy nie czuliśmy czystego zażenowania bądź zdenerwowania z powodu nachalnie imputowanych poglądów i forsowanych metod na życie. Tym, którym te niemiłe uczucia są obce, a karmią się tą masą dezinformacji można tylko pogratulować ignorancji. Jak głęboko dosięga nas inżynieria społeczna tak widoczna choćby w środkach masowego przekazu?

Powoli spełnia się wizja totalnego rozprężenia społeczeństwa. Przemienia się ono w bezideową masę, której wrażliwość budzi się tylko na widok pieniądza. Mało kto zastanawia się jak zmienić tę rzeczywistość, przy czym większości po prostu szkoda na to czasu. Czyż nie ma ważniejszych spraw niż "jakieś tam" dobro wspólne?

Powyższe łączy się z agresywnym zacieraniem polskiej tożsamości na korzyść chociażby tej "europejskiej". Owy wykwit kosmopolityzmu, jakże dobrze znany już historii, to farsa, która kolejny już raz zaczyna się popularyzować, nabierając rangi ekskluzywności. Co to oznacza?

Jakże trudnym zagadnieniem i mocno przemilczanym w swej ciemnej stronie jest kapitał anonimowy. Na przełomie XVI i XVII wieku okazało się, że szybki rozwój gospodarczy nie ma miejsca bez instytucji udzielających kredytu. Osoba, która miała nadwyżki kapitału mogła trudzić się pożyczaniem odpowiednich środków (oczywiście z odpowiednią stopą zwrotu). Póki kapitał potrafił na siebie zarobić, wszyscy byli zadowoleni. Gdy inwestycja nie wychodziła, tracił bankier, który popisał się nieodpowiedzialnością oraz ludzie, którzy mu zaufali. Dziś już każdy wie, że banki są spółkami akcyjnymi, a ich właścicielami instytucje prowadzone przez zwykłych spekulantów. Świat byłby piękny, gdyby było to jedyne wcielenie kapitału anonimowego. Demoralizowałby tylko polityków. System bankowy zaś w obecnym kształcie horrendalnie zwiększa obrót kapitałów na rynku. Nie tylko odbija się to na cenach ale i na ludziach, którzy tym samym zostają obdarci z marzenia prowadzenia spokojnego życia. Już dziś widać, że narzucone tempo pożera człowieka nie tylko psychicznie - a dostrzec to potrafi każdy, o ile tylko opanował w szkole "magiczne" umiejętności liczenia procentu...

Jakkolwiek niepoważnie by to brzmiało, w pewnym momencie stanie się jasne dla wszystkich, że ciągłe życie na kredyt sprowadza społeczeństwa do roli zwykłych niewolników (Polska, jako pakiet długów na sprzedaż?). Nie każdy z kolei wie, że państwo polskie oficjalnie jest tak samo zadłużone jak gospodarstwa domowe prywatnie. O ile deficyt budżetowy wcale nikogo nie dziwi, to poziom zadłużenia zwykłych ludzi musi przerażać. Czy ktoś się zastanawiał, czemu reklamy w telewizji przedstawiają leki naprzemian z czystą lichwą (tzw. kredytem gotówkowym)? Czemu prawo w "państwie opiekuńczym" nie chroni przed tym szkodliwym zjawiskiem zwykłego człowieka, a wręcz pakuje go w te kłopoty? Ludzie chcą mieć więcej niż mają, a ktoś się tym bawi. Gdzie Ci, którzy posiadają wolę etyczną, potrafiący oczyścić życie publiczne z ludzkich śmieci?

Faktem jest, że odstawiono dzisiaj abstrakt ideału do lamusa, jednak "to właśnie ideały łączą szczegółowe czyny człowieka w szereg logiczny i moralny zdolny zadowolić jego głębsze potrzeby umysłu i serca. Tylko ideały jednoczą ludzi ze sobą w jeden racjonalnie działający ustrój społeczny. Tylko one przyświecają ludzkości na drodze dziejów jako jasno pojmowane cele postępu. Życie praktyczne bez przewodnich ideałów przedstawiałoby chaos osobniczych dążności i czynów pozbawionych prawdziwej doniosłości" [2]...

Co zatem z postępem? Jeżeli chodzi o sprawy publiczne, powinno tłumaczyć się go coraz lepszym wykorzystaniem narzędzi (instytucji) już znanych i sprawdzonych. Znaczenia w życiu prywatnym nabiera zaś, gdy polega na naśladowaniu jednostek wybitnych. Prawo, które dzisiaj na ogół nie wynika z etyki, a ustalane jest apriorycznie, staje się barierą w działaniu dla większości zwykłych ludzi [3]. Ustawodawcy od 1989 roku pilnie pracują nad tym, aby skracać możliwości ekonomiczne Polaków, ucinać głowę każdej ludzkiej inicjatywie, która mogłaby wyciągnąć człowieka z dołka finansowego. Wszystko to pod pretekstem bezpieczeństwa, wygody człowieka. Jednoczesna skuteczność i głupkowatość tych pozorów ma prawo załamywać każdego, kto kiedykolwiek użył w swoim życiu daru myślenia. Broni się tych słabszych i biedniejszych przed wzbogaceniem się we własnym kraju. Czemu oni nie mogą swobodnie gromadzić kapitału?

Innym ciekawym zjawiskiem jest fakt, że jesteśmy spadkobiercami autonomii stanów o bardzo skąpym ustawodawstwie, opartym zawsze o prawo zwyczajowe. Ustawodawcy dzisiaj jednak nie myślą w ten sposób. Zbadanie w pierwszej kolejności, jakie są stosunki między ludźmi, już nie wchodzi w rachubę. Wiedzą oni natomiast najlepiej, czego ludziom do szczęścia potrzeba. Nie bierze się już pod uwagę tego, że rozmaitość życia sprawia, że to samo może być raz słuszne, a drugim razem niesłuszne, chociaż przy tej samej kodyfikacji. Kto dziś pamięta o takim starym wynalazku jak sumienie? Czy można nazwać postępem zjawisko, gdzie człowiek nie musi się już wahać, namyślać, tylko zagląda do kodeksu i ma wszystko czarno na białym [4]?

Jednym ze skutków sztucznego narzucania prawa może być zmiana społeczeństwa pełnego rozmaitości w jednostajną (zawsze krótko trzymaną) gromadę. To sprzyja z kolei emancypacji silniejszych jednostek, które potrafią znakomicie (bezkarnie) to prawo obejść, bądź umiejętnie wykorzystać w swym interesie. Co z tą częścią społeczeństwa, która nie ma wystarczającej "siły", aby działać wbrew własnemu sumieniu nakazującemu prawo szanować, albo nie wykorzystywać go, gdy słuszność im na to nie pozwala? Poza tym nie od dziś wiadomo, że im więcej praw, tym więcej bezprawia! Kto ma dziś odwagę mówić wprost, że prawo, które nie służy moralności, nie powinno być przestrzegane? Kto rzeczywiście nie stosuje się do niego pomijając oczywiście tych szkodników, którzy to prawo bezczelnie "konstruują"? [5]. Gdzie szukać dobrego przykładu, z którego mogłaby powstać prawdziwa elita narodu?

Żaden normalny człowiek nie potrafi stać i patrzeć, jak świat wokół niego po cichutku umiera, w przeciwieństwie do tego przeciętnego, który, cokolwiek by nie było, zacznie udowadniać, że wszystko jest w porządku, póki jego potrzeby materialne są zaspokojone. Niestety nie działa tu nic innego poza filozofią pełnego żołądka. Moda na "własne zdanie" dolewa oliwy do ognia i przebicie się z poważnymi poglądami graniczy z cudem.

Śmiałe tezy i trudne pytania to rzeczy, jakie każdy normalny człowiek powinien umieć stawiać. Lecz postawić niestety nie wystarczy. Tylko głupiec waży się z krytyką teorii względności nie mając pojęcia o matematyce wyższej, fizyce czy astronomii, tymczasem większość z tych, którzy czytają gazety, z naiwną bezczelnością debatuje i krytykuje polityczne czynności i poglądy, niewiele wiedząc więcej o teorii zjawisk politycznych niż wyższej matematyce. Skąd w ludziach tyle pewności siebie, że wszystko umieją i że wszytko mogą krytykować [6]? Najprawdopodobniej zwykłemu człowiekowi nie wystarcza już ideał perfekcjonizmu. Marzy się mu arystokratyzm intelektualny. A może po prostu ludzie mają tak "rozwiniętą" wyobraźnię, że ich rozum za nią nie jest w stanie nadążyć?

W świecie, który wydaje się dnem, trudno dostrzec sens poruszanych powyżej zagadnień - jakże zresztą bezczelnie górnolotnych - toteż, jeśli kogoś to nie porusza, niech nie ma do siebie żadnych pretensji. Spędzenie czasu przy wgłębianiu się w ciekawą literaturę nie tylko o znakomitej treści ale i formie to też dobry pretekst, by zostać tu trochę dłużej.

Jacek Zieliński