Czyny dowolne

Obecnie zamierzamy pomówić o czynach dowolnych. Czyn dowolny jest wynikiem tej samej potrzeby biologicznej zachowania bytu co odruch i instynkt; stanowi bowiem tak samo oddziaływanie ruchowe na podniety, oddziaływanie, kierowane tą samą potrzebą. Cała różnica pomiędzy czynem instynktowym i dowolnym polega na tym, że ten ostatni powstaje przy udziale wyższej funkcji psychicznej. Mówiliśmy już w poprzednim rozdziale, że odruch stanowi przejście bezpośrednie podrażnienia z neuronu czuciowego na ruchowy; to samo możemy powiedzieć o instynktach, gdyż instynkt, jak już wiemy jest tylko złożonym skombinowanym odruchem.

Przy dowolnym zaś czynie, podrażnienie nie przechodzi bezpośrednio na neuron ruchowy, lecz krąży przede wszystkim po neuronach ubocznych, pośredniczących, aż ostatecznie znajdzie w o ujście w jakimkolwiek neuronie ruchowym. Otóż to krążenie podrażnienia po rozmaitych drogach pośredniczących, stanowi fizjologiczny odpowiednik tzw. świadomego myślenia owej wspomnianej przez nas wyższej funkcji psychicznej.

Nie jest naszym zamiarem rozpatrywać tu szczegółowo owo myślenie pośredniczące, zaznaczymy tylko zwięźle, że polega o im na zestawianiu i porównywaniu wrażeń lub wyobrażeń obecnych z wrażeniami i wyobrażeniami dawniej otrzymanymi, a zachowaniami w pamięci. Pamięć jest koniecznym warunkiem każdego myślenia, to też wyższa funkcja psychiczna, owo myślenie, ujawnia się w kolejnym rozwoju dopiero wtedy, kiedy występuje zdolność zachowywania i odtwarzania w umyśle minionych wrażeń. Następnie, dodać musimy jeszcze i to, że zestawianie i porównywanie wrażeń i wyobrażeń obecnych z minionymi prowadzi do przewidywania, a na przewidywaniu opieramy wybór oddziaływania ruchowego.

Jak widzimy z powyższego myślenie stanowi ogniwo pośrednie, włączone pomiędzy działaniem podniety i wywołanym przez nie oddziaływaniem ruchowym. Wiąże się więc ono ściśle z wrażeniami i ruchami. Nawet czyste myślenie poznawcze nie stanowi tu wyjątku, operuje bowiem wyobrażeniami, zaczerpniętymi z pamięci, które nie są niczym innym, jak odtworzeniem wrażeń poprzednio doznanych, oraz prowadzi do kolejnego ruchu myśli, opartego na wyborze. W zjawiskach myślenia możemy odróżnić: wrażenia i wyobrażenia, ich ton uczuciowy i na koniec popędy prowadzące do czynu. Na tym odróżnianiu polega uznawany od dawna w psychologii podział zjawisk na poznanie, uczucie i wolę. Podziału tego jednak nie należy pojmować w tym znaczeniu, jakoby istniały trzy powyższe, odrębne władze duchowe lub trzy szeregi odrębnych, niezależnych od siebie zjawisk; zjawiska te bowiem są ze sobą ściśle powiązane, stanowią w rzeczy samej jedną, nierozdzielną całość. Tylko badanie naukowe, posługujące się abstrakcją, odróżnia w tej całości czystą treść wrażeń i wyobrażeń, ich ton uczuciowy oraz wynikające z nich popędy, dążności ruchowe.

W obecnej pracy interesują nas głównie popędy, to też pominiemy tu analizę jakości wrażeń i wyobrażeń, ich czystej treść a zajmiemy się wyłącznie rozbiorem dwóch pozostałych pierwiastków, mianowicie uczuć i popędów. Psychologia już od dawna ustaliła fakt, że wrażeniom i wyobrażeniom towarzyszy zawsze uczucie, czyli wyrażając się obrazowo, wrażenia i wyobrażenia są zawsze zabarwione uczuciowo, posiadają pewien ton uczuciowy Nie ma więc wrażeń lub skupienia wrażeń bez uczucia i nie ma uczucia bez wrażeń. Może się tylko zdarzyć, że jeden z tych elementów: albo uczucie, albo treść wrażenia przeważa, ale jedno bez drugiego istnieć nie może.

Stanowczą przewagę uczucia nad treścią wrażeń spotykamy w tak zwanych czuciach organicznych, wyrażających zdrowie, niedomaganie, zmęczenie itp. Człowiek młody, zdrowy, budzi się rano po dobrze przespanej nocy z ogólnym uczuciem organicznego dobrobytu, czuje lekkość w członkach, siłę w mięśniach, żywość w swojej myśli itp.; z tego wszystkiego wynika ogólne, przyjemne uczucie dobrobytu fizycznego. Człowiek taki nieraz nie umie określić treści swych wrażeń, wrażenia te usuwają się na daleki plan, pozostaje tylko wyraźnie uświadomione, ogólne uczucie przyjemności. Zdawałoby się, że mamy w tym przypadku do czynienia z czystym uczuciem, pozbawionym treści wrażeniowej, a jednak tak nie jest. Z rozmaitych narządów naszego ciała, z mięśni, płuc, serca, wątroby itp., dopływają do mózgu stale podniety, które są inne, jeżeli narządy te funkcjonują prawidłowo i mają dostateczny zapas energii, a inne, jeżeli funkcja tych narządów jest zmieniona, jeżeli energia ich czynnościowa jest wyczerpana. Jakości tych podniet wewnętrznych i wywołanych przez nie wrażeń organicznych nie uświadamiamy sobie w dostatecznym stopniu; do naszej świadomości dochodzą tylko wyraźnie ich tony uczuciowe, z których połączenia powstaje ogólne uczucie przyjemno zdrowia, dobrobytu organicznego. W podobny sposób powstają ogólne uczucia niedomagania, przygnębienia, zmęczenia, osłabienia itp.

Ton uczuciowy przeważa również w tzw. afektach, wzruszeniach jak gniew, radość, strach, zmartwienie itp. I tu także nie możemy twierdzić, że mamy do czynienia z czystymi uczuciami, gdyż ani gniew, ani radość, ani strach nie powstają bez powodu, bez pewnych wrażeń. Nasze afekty towarzyszą właściwie tym wrażeniom i giną, ustępują, gdy te ostatnie usuwają się z pola świadomości.

Jak w czuciach organicznych i afektach przeważa uczucie nad treścią wrażeń, tak również są inne stany świadomości, gdzie treść wrażeń i złożonych z nich wyobrażeń przeważa nad tonem uczuciowym. Jeżeli idę ulicą i wymijam liczne osoby nieznajome, to wyobrażenia spostrzegawcze tych osób nie budzą we mnie żadnego uczucia, są mi obojętne. To samo powtarza się, jeżeli siedzę w moim pokoju i słyszę głuchy hałas uliczny lub uderzenia wahadła w zegarze gabinetowym: wrażenia, te nie zdają się budzić we mnie jakiegokolwiek uczucia. Obojętnymi zdają się również wyobrażenia spostrzegawcze rozmaitych przedmiotów, które w danej chwili nie są mi potrzebne. Jako pozbawione zabarwienia uczuciowego moglibyśmy także uważać wszystkie pojęcia naukowe. We wszystkich tych przypadkach mamy wyraźną świadomość treści wyobrażeń i pojęć, ale treść ta nie budzi w nas od czynu uczuciowego. Uważna jednak obserwacja dowodzi, że tak nie jest, że wszystkie powyżej wzmiankowane treści posiadają, odpowiednie zabarwienie uczuciowe. Przekonać się o tym możemy łatwo, jeżeli w jakikolwiek sposób te obojętne wrażenia lub wyobrażenia usuwają się z naszej świadomości. Gdybym wyszedł na ulicę i nie spotkał tam przechodzących osób, to ten brak, ta pustka uliczna wywołałaby we mnie bardzo wyraźne przykro uczucie. W sposób przykry odczuwałbym również siedząc w moim pokoju, brak oddalonego hałasu ulicznego lub podwórzowego brak ruchu zegara. Tak samo wartość uczuciową pojęć naukowych ocenić możemy wyraźnie dopiero wobec ich braku przy orientacji naukowej. Wskutek ciągłego powtarzania i przyzwyczajenia tony uczuciowe wszystkich tych wrażeń i wyobrażeń słabną i usuwają się na dalszy plan; to też zdaje nam się, że ich tam wcale niema. Są to więc pozory, w rzeczy zaś samej niema żadnej treści świadomości, której by nie towarzyszył mniej łub więcej wyraźny ton uczuciowy.

Każda więc treść świadomości jest zespolona z uczuciem. Posiadają je w stopniu mniej lub więcej wyraźnym wszystkie nasze wrażenia. Odczuwamy przyjemnie światło, przykro zaś na nas działa brak światła, ciemność. Nawet wrażenia barw posiadają swój odpowiedni, nieraz bardzo wyraźny ton uczuciowy. Badania w tym względzie były już dokonywane przez Goethego. Wrażenia tonów muzycznych posiadają bardzo wyraźne zabarwienie uczuciowe, mianowicie tony niskie wywołują uczucie powagi, smutku, tony zaś wysokie uczucie wesołości. Tonom zaś bardzo, wysokim towarzyszy zwykle uczucie przykre. Wrażeniom dotykowym miękkości i gładkości towarzyszy ton uczuciowy przyjemny, przeciwnie zaś twardość i chropowatość odczuwamy w sposób przykry. Smak słodyczy jest dla nas przyjemny, goryczy zaś przykry. Wrażenia węchowe tak są ściśle związane z uczuciem, że wszystkie zapachy dzielimy zwykle na przyjemne i przykre.

Nie tylko pojedyncze wrażenia łączą się z uczuciami, również ustosunkowaniu i kombinacjom wrażeń towarzyszą swoiste uczucia. Melodia, która, stanowi kombinacje tonów wywołuje inne uczucie, aniżeli składające ją pojedyncze tony. Uczucie to nie da się sprowadzić do połączenia uczuć, towarzyszących pojedynczym tonom, lecz stanowi nierozkładalne swoiste zabarwienie uczuciowe. Tak samo kombinacja barw w dywanach, tapetach, polichromii ściennej wywołuje uczucie odmienne, nie odpowiadająco bynajmniej połączeniu tonów uczuciowych pojedynczych barw. Również kombinacja form, jaką spotykamy w budownictwie daje w całości przy oglądaniu inne uczucie, aniżeli każda z tych form oddzielnie wzięta. Każdy chaos, nieporządek w układzie odczuwamy w sposób przykry, chociażby przedmioty, stanowiące ten chaos, budziły same przez się uczucia przyjemne. Przeciwnie symetria wywołuje zawsze uczucie przyjemne bez względu na przedmioty, które wchodzą do układu symetrycznego.

Jak widzimy z powyższego, jakości uczuciowych jest ilość wielka, ale psychologowie już od dawna wszystkie te różnice jakościowe sprowadzają do dwóch pierwiastkowych, zasadniczych uczuć: przyjemności i przykrości. W spółczesnej psychologii ujawnia się tylko pewna różnica zdań co do pojmowania tych zasadniczych uczuć: jedni (Wundt)[1] upatrują w przyjemności i przykrości ostateczne kierunki działania rozmaitych jakościowo uczuć, inni zaś Ribot, Kulpe, Ebbinghaus, Hoffding i inni) widzą w nich zasadnicze pierwiastki, które mieszczą się w każdym tonie uczuciowym, towarzyszącym treści naszej świadomości. Pierwiastki te stanowią główną istotę uczuć i rozmaite odcienie jakościowe, w jakich uczucia występują, zależą najpierw od natężenia tych zasadniczych pierwiastków, a następnie od samej treści wrażeń i wyobrażeń. Mówiliśmy już bowiem, że uczucia nie występują nigdy w czystej postaci, lecz zawsze w połączeniu pewną treścią; otóż obecność tej treści nadaje im pewien odcień odrębnej jakości. Przyjemność smaku słodyczy jest inną, aniżeli przyjemność estetyczna, odczuwana przez nas przy rozpatrywaniu pięknego krajobrazu lub jakiegokolwiek dzieła sztuki. Ta inność jednak przyjemności nie leży w samym charakterze uczucia, lecz w towarzyszącej mu nierozłącznie treści.

Dalsze uwagi o powstawaniu uczuć przyjemności i przykrości oraz o ich znaczeniu dla ustroju biologicznego odkładamy na później. Obecnie zaś zająć się musimy warunkami ich ujawniania się i ich zmian, gdyż poznanie tych warunków prowadzi w prostej linii do poznania znaczenia i roli, jaką uczucia odgrywają, w naszym życiu.

Uczucia, towarzyszące wszystkim treściom naszej świadomości, są w wysokim stopniu zmienne. Zmiany ich zależą od licznych warunków, które tutaj kolejno rozpatrzymy. Przede wszystkim wyraźny wpływ na zmianę uczuć okazuje natężenie wrażeń, zależne od siły działającej podniety. W miarę wzrostu siły podniety, rośnie równolegle z natężeniem wrażenia, natężenie uczucia. Ta równoległość ma jednak pewną granicę, poza którą, przechodząc, otrzymujemy zamiast równoległej zmiany w natężeniu zmianę w jakości uczucia. Przyjemność, towarzysząca światłu, wzrasta w miarę natężenia oświetlenia, ale jeżeli natężenie to jest bardzo silne, to następuje zmiana jakościowa uczucia, mianowicie uczucie przykre. To samo stwierdzić możemy eksperymentalnie, dodając ciągle nowe ilości cukru do płynu, którego smak próbujemy. Przyjemność, jaką odczuwamy w smakowaniu słodyczy, początkowo w tym przypadku wzrasta do pewnej granicy, poza którą ujawnia się uczucie przykre nadmiaru słodyczy. W podobny sposób wypada doświadczenie z substancjami gorzkimi, słonymi i kwaśnymi. Mała ich ilość, dodana do potrawy sprawia uczucie przyjemne, nad miar zaś przeciwnie wywołuje uczucie przykrości. To sarno mutatis mutandis możemy powiedzieć o uczuciach ciepła, zimna itp.

W wielu przypadkach wraz z wzrostem natężenia podniety występuje ból. Ból należy ściśle odróżniać od uczucia przykrości. Niewątpliwie bólowi towarzyszy zawsze uczucie przykrości, ale me należy z tego wnioskować, że ból jest spotęgowaną przykrością. Ból właściwie nie jest czystym uczuciem, lecz swoistym wrażeniem, któremu towarzyszy natężenie przykrości. Badania Freya, Joteykówny[2] i Stefanowskiej[3], dokonanie w ostatnim czasie, dowiodły, że istnieją odrębne nerwy bólowe tak samo, jak są odrębne nerwy dla odczuwania i przewodnictwa wrażeń dotyku, ciepła i chłodu. Zakończenia tych nerwów są wrażliwe tylko na działania silniejszych podniet, na które reagują i zawsze swoistym wrażeniem bólu. Ból więc jest tak samo wrażeniu, jak wrażenia dotyku, ciepła, chłodu, światła, barwy itp.; różni się zaś od nich tym, że towarzyszy, mu zawsze tylko uczucie przykrości; niema wcale bólu przyjemnego, kiedy przeciwnie pewien stopień natężenia dotyku, ciepła, światła wywołuje przyjemność. To też jeżeli przy mocnym natężeniu podniety występuje ból obok innego wrażenia, to ta okoliczność nie dowodzi bynajmniej, to przykrość, wynikająca z nadmiernego natężenia wrażenia, spotęgowała się aż do stopnia bólu, jak dawniej sądzono, lecz powstało nowe wrażenie wskutek podrażnienia przez silną podnietą, swoistych nerwów bólowych.

Drugim warunkiem zmienności uczuć jest uwaga. Uwaga, skierowana na wrażenia lub wyobrażenia, na ich treść, powoduje zawsze większą ich wyrazistość i żywość, innymi słowy można rzec, że uwaga wzmaga wrażenia i powstające z ich skupienia i wyobrażenia. Wobec tego i ton uczuciowy, który im towarzyszy, powinien także ulec wzmożeniu. Tak też jest w rzeczy samej. Smakosz, który przy spożywaniu obiadu zwraca szczególną uwagę smak potraw, doznaje większej przyjemności, aniżeli osobnik, ten sam obiad spożywa w roztargnieniu. Uważne rozpatrywanie jakiegokolwiek pięknego krajobrazu lub dzieła sztuki dostarcza większego estetycznego zadowolenia, aniżeli ta sama czynność dokonywana z pośpiechem, przy braku należytej uwagi. Znany jest również powszechnie fakt, że chorzy neurastenicy, zwracający stale uwagę na swoje niemoralne wrażenia, potęgują doznawane uczucie przykrości w stopniu wielokrotnym. Przeciwnie, jeżeli potrafimy odwrócić uwagę od naszych wrażeń, to ich ton uczuciowy bardzo wyraźnie słabnie. Ten sam neurastenik, jeżeli znajdzie dość siły woli, aby oprzeć się pokusie rozmyślania nad swoimi wrażeniami, przestaje odczuwać swoje dolegliwości.

Dodać tu musimy, że uwaga wtedy tylko potęguje ton uczuciowy, jeżeli ześrodkowuje się na treści wrażeń lub wyobrażeń. Przeciwnie zaś uwaga, zwrócona na samo uczucie, towarzyszące wrażeniom lub wyobrażeniom, zmniejsza jego natężenie. Najłatwiej ten bezpośredni wpływ uwagi na uczucia sprawdzić można na afektach, gdyż pojedyncze wrażenia łączą się tak ściśle z tonem uczuciowym, że jest rzeczą bardzo trudną zwracać uwagę wyłącznie na uczucia, pomijając treść wrażenia. A więc, jeżeli np. podczas afektu gniewu zwrócimy uwagę wyłącznie na samo uczucie gniewu, to uczucie to wyraźnie słabnie; kiedy przeciwnie, jeżeli w tym samym wzruszeniu uwaga nasza jest skierowana na przedmiot i okoliczności, które gniew wywołały, uczucie gniewu potęguje się. Tak samo żołnierz, który ucieka z placu boju, powiększa swoje uczucie strachu przez myśl o ścigającym go nieprzyjacielu, o niebezpieczeństwie, stamtąd mu grożącym; gdy jednak dowódca potrafi zwrócić jego uwagę na samo uczucie strachu, niegodne żołnierza, przynoszące mu wstyd to opamiętuje się i strach jego przemija.

Ten różny wpływ uwagi na uczucia, stosownie do tego, czy uwaga jest skierowana na treść świadomości, czy też bezpośrednio na jej ton uczuciowy, da się wytłumaczyć w sposób następujący. Jeżeli zwracamy uwagę wyłącznie na uczucie, to przez to samo odwracamy ją od treści świadomości, od wrażeń, od przedmiotu uczucia. Takie odwrócenie uwagi, jak już wiemy, zmniejsza natężenie wrażeń i powoduje osłabienie towarzyszącego im tonu uczuciowego. Tłumaczenie to zgadza się dość dobrze z przeważającym w spółczesnej psychologii pojmowaniem uwagi, jako czynnika, powstrzymującego dostęp rozmaitych ubocznych wrażeń i wyobrażeń, cisnących się do jasnego pola świadomości.

Trzecim warunkiem, powodującym w znacznym stopniu zmiany w uczuciach, jest przyzwyczajenie. Wiadomo powszechnie, że uczucie przyjemności, które towarzyszy w sposób wybitny jakiemukolwiek wrażeniu, słabnie w miarę, jak wrażenie to często się powtarza. Piękna, melodia, która przy pierwszym słyszeniu wywołuje w nas zachwyt i sprawia nam wielką przyjemność, przy częstym jej powtarzaniu przez wszystkie katarynki uliczne traci swój pierwotny urok, a nawet może się stać przykrą, nieznośną. To samo możemy powiedzieć o uczuciu przykrości. Student medycyny, gdy po raz pierwszy widzi trupa w sali sekcyjnej, doznaje bardzo przykrego uczucia; uczucie to w miarę przyzwyczajenia, przy dalszych studiach anatomicznych słabnie. Przykry ton uczuciowy, jaki towarzyszy pierwszemu wypalonemu cygaru lub papierosowi, przy dalszym powtarzaniu u nawykowych palaczy przekształca się w wielką przyjemność. Z powyższych przykładów widzimy, że przy powtarzaniu się uczucie kolejno najpierw słabnie, a następnie może nawet przejść w uczucie przeciwne. Czy ta ostatnia zmiana jakościowa zależy wyłącznie od przyzwyczajenia, czy też, jak twierdzi Kulpe, od innych jeszcze okoliczności, tego tu rozstrzygać nie będziemy.

Przechodzimy obecnie do czwartego, najważniejszego bodaj warunku zmienności uczuć, mianowicie do kojarzenia. Każde wyobrażenie, bądź spostrzegawcze, bądź odtwórcze, wywołuje zwykle w naszej świadomości szereg innych wyobrażeń odtwórczych, na mocy ich wzajemnego podobieństwa, lub styczności w przestrzeni i czasie postrzegania. Otóż przy powyższym kojarzeniu, które stanowi istotę myślenia fantazyjnego i odgrywa, także pewną, rolę w myśleniu poznawczym, ton uczuciowy wyobrażeń ulega zawsze wyraźnej zmianie. Zmiana polega na tym, że tony uczuciowe skojarzonych wyobrażeń łączą się z tonem uczuciowym wyobrażenia pierwotnego i stosownie do swej jakości, zmniejszają lub zwiększają jego natężenie. Jeżeli zabarwienie uczuciowe wyobrażenia pierwotnego oraz wyobrażeń skojarzonych jest jednoimienne, tj. wyłącznie przykre lub wyłącznie przyjemne, to następuje zawsze zwiększenie jego natężenia. Jeżeli zaś przeciwnie, towarzyszą im uczucia różnoimienne, np. pierwotnemu w wyobrażeniu uczucie przyjemne, skojarzonym zaś przykre lub odwrotnie, to następuje albo osłabienie tonu uczuciowego pierwotnego wyobrażenia, albo nawet jego zmiana jakościowa. Zmiana jakościowa zależeć będzie od przewagi tonów uczuciowych wyobrażeń skojarzonych; wtedy np. silne uczucie przykre towarzyszące skojarzonym wyobrażeniom, przeważa nad słabszym uczuciem, przyjemności, należącym do wyobrażenia pierwotnego i wyobrażenie to, na skutek kojarzenia, będzie posiadało nie dodatnie, przyjemne, lecz ujemne, przykre zabarwienie uczuciowe. Kulpe[4] nie bez pewnej słuszności porównuje powyższe stosunki do dodawania algebraicznego. Jak w dodawaniu algebraicznym 2 i 3 daje w sumie 5, a + 2 i - 3 daje w sumie - 1, tak również jednoimienne stany uczuciowe przy kojarzeniu wzmagają się, a różnoimienne zmniejszają się, odejmują, przy czym w sumie otrzymujemy ten stan uczuciowy, który w skojarzonych wyobrażeniach przeważa.

Na mocy powyższych uwag możemy wytłumaczyć wiele zagadkowych faktów w naszym życiu uczuciowym. Dlaczego np. rozlana krew budzi w nas uczucie nieraz bardzo przykre, aż do zemdlenia, a rozlany sok wiśniowy, tej samej barwy, uczucia takiego nie wywołuje? Oto dlatego, że w pierwszym przypadku widok krwi kojarzy się natychmiast z wyobrażeniami rany, choroby (krwotoku), morderstwa itp., które posiadają bardzo, przykre zabarwienie uczuciowe; w drugim zaś przypadku takiego kojarzenia niema. Dlaczego również szary, dżdżysty i zimny dzień listopadowy wywołuje w nas o wiele przykrzejsze uczucie, aniżeli taki sam dzień kwietniowy? Dlatego, że w pierwszym przypadku kojarzenie i przewidywanie nasuwa nam wyobrażenie bliskiej zimy ze wszystkimi jej przykrościami, a w drugim wyobrażenie zbliżającej się wiosny z jej przyjemnościami.

Z kojarzenia uczuć wynika inne jeszcze ciekawe a pokrewne zjawisko, mianowicie tzw. promieniowanie stanów uczuciowych. Różnica pomiędzy kojarzeniem promieniowaniem (irradiacją) stanów uczuciowych polega na tym, że w pierwszym przypadku tony uczuciowe wyobrażeń skojarzonych przenoszą się na wyobrażenie pierwotne, w drugim zaś ton uczuciowy wyobrażenia pierwotnego promieniuje, przenosi się na wyobrażenia skojarzone. Jeżeli np. w pewnym domu doznałem kiedyś wielkiej przykrości, to o przykrości tej mogę następnie zapomnieć, ale sam widok domu, w którym to zajście nastąpiło, może budzić przez długi czas uczucie przykre. Pamiętam, że kiedy zwiedzałem po wielu latach ogród publiczny w mieście, gdzie pobierałem nauki gimnazjalne, widok ogrodu tego uczynił na mnie bardzo przyjemne wrażenie. Zdziwiło mnie to, gdyż sam ogród nie był bynajmniej piękny. Przyjemność, obecnie przeżeranie doznana, była wynikiem promieniowania uczucia. W ogrodzie tym bowiem bawiliśmy się często jako dzieci i owa przyjemność zapomnianych zabaw dziecięcych przeniosła się w mojej świadomości na wyobrażenie ogrodu. Z promieniowaniem uczuć stoją w bliskim związku tzw. nastroje uczuciowe. Pod tą nazwą pojmujemy przenoszenie się pewnego tonu uczuciowego na wszystkie wrażenia i wyobrażenia, jakie przedostają się do świadomości w ciągu pewnego czasu. Od kojarzenia się uczuć i promieniowania odróżnia się nastrój uczuciowy pod tym względem, że tu uczucie przenosi się nie tylko na wyobrażenia podobne lub będące z pierwotnym wyobrażeniem w jakiejkolwiek styczności, lecz na wszystkie wyobrażenia, przedostające się do świadomości, na każdą jej treść. Nastrój uczuciowy wywołują tylko uczucia silne, najczęściej afekty. Jeżeli pewnego dnia rano otrzymałem jakąś bardzo przykrą, smutną wiadomość, to wszystkie wyrażenia lub wyobrażenia, jakie otrzymuję w ciągu tego dnia lub nawet w ciągu kilku dni z rzędu, noszą zabarwienie smutku, przykrości. Nic mnie wtedy nie cieszy, jestem w nastroju smutnym. Przeciwnie, jeżeli doznałem bardzo żywego, przyjemnego uczucia, które wstrząsnęło całym moim jestestwem, to przez długi czas jestem nastrojony radośnie; wszystko wtedy, jak to mówią, widzę w różowych barwach, nawet wrażenia i wyobrażenia, które w innym czasie budzą przykre uczucie, przedstawiają mi się w zabarwieniu uczuciowym przyjemnym.

Nastrój uczuciowy, jak już wspominaliśmy, występuje wtedy, jeżeli pierwotne wyobrażenie, będące punktem wyjścia, nastroju, posiada bardzo silny ton uczuciowy, co najczęściej się zdarza podczas afektów, jak radość, smutek, gniew itp. Jeżeli zaś uczucia nie mają tak mocnego, rozlewnego natężenia, to kolejne ich następstwo podlega prawu kontrastu. Prawo to głosi, że przy kolejnym następowaniu w czasie uczucia różnoimienne, przeciwne zmagają się, jednoimienne zaś słabną. Przyjemność czucia organicznego zdrowia nigdy nie bywa tak mocno odczuwaną, jak po chorobie. Drobna przykrość po poprzedzającej przyjemności lub drobna przyjemność po poprzedzającej przykrości są odczuwane zawsze w sposób wyraźniejszy, znaczniejszy. Przeciwnie, przyjemność, następująca po innej przyjemności, lub przykrość po innej przykrości tracą wyraźnie na sile swego natężenia. Dodać tutaj powinienem, że dzieje się tak tylko wtedy, kiedy uczucia następują po sobie w czasie, kiedy jedno uczucie występuje, gdy inne poprzedzające przebrzmiało i pozostało tylko w pamięci. W razie, gdy uczucia występują równocześnie, gdy zlewają się ze sobą, to ujawnia się inne zjawisko, mianowicie uczucia ulegają wtedy prawu, algebraicznego dodawania, o którym już poprzednio wspominałem.

Na zakończenie naszych uwag o warunkach zmienności uczuć musimy jeszcze postawić pytanie, czy możliwym jest równoczesne współistnienie dwóch przeciwnych uczuć przy tej samej treści świadomości, bez wzajemnego zlewania się i wynikającej stąd zmiany w natężeniu lub w jakości? Pytanie to nie jest w współczesnej psychologii w zupełności rozstrzygnięte. Kiedy Wundt[5] stanowczo uznaje taką możliwość i ustanowią, pojęcie tzw. uczuć mieszanych, inni psychologowie, jak Kulpe[6], wyrażają w tym względzie wyraźną wątpliwość. Na korzyść swojego poglądu Wundt przytacza uczucie łechtania, które, jego zdaniem, ma być uczuciem mieszanym, złożonym z przyjemności i przykrości. Można jednak ten sam fakt tłomaczyć w inny sposób. Łechtanie jest przyjemne tylko przy nieznacznym stopniu natężenia, przy wyższym zaś natężeniu lub dłuższym jego trwaniu, kiedy odruchowo występuje skurcz mięśni, łechtanie sprawia wyłącznie przykrość. Inni autorzy powołują się także na niektóre afekty; rozrzewnienie np. zawiera zarówno stany uczuciowe przykre jak przyjemne. Tutaj jednak można by zarzucić, że stany te w rozrzewnieniu nie występują równocześnie, lecz kolejno po sobie w szybkim tempie. A zatem fakty te dowodzą tylko, że mogą być uczucia w swym przebiegu złożone z rozmaitych, w różnym czasie występujących uczuć, ale nie dowodzą bezwzględnie istnienia uczuć mieszanych.

Do spraw uczuciowych złożonych należą także tzw. afekty albo wzruszenia, o których już kilkakrotnie wspominaliśmy. Jest rzeczą bardzo trudną podać ogólne i zarazem dostateczne określenie afektu. Afektem, mówi Wundt[7], nazywamy następstwo w czasie wielu uczuć, powiązanych ze sobą w pewną całość, która odróżnia się wybitnie od poprzedzających i następujących stanów świadomości i wywiera na osobniku o wiele silniejsze działanie, aniżeli pojedyncze uczucie". Określenie powyższe nie wyróżnia dostatecznie wzruszeń pośród innych złożonych uczuć. To też słuszniejszym wydaje mi się pogląd Kulpego, który wzruszeniem, afektem nazywa połączenie bardzo silnego uczucia z odpowiednimi wrażeniami organicznymi, przez nie wywołanymi. Silne bowiem uczucie wywołuje ogólny wstrząs ustroju, wyrażający się w zmianach oddychania, krążenia krwi, rozmaitych funkcji wydzielniczych oraz w ruchach mięśni, występujących odruchowo, mimo woli. Przyjrzyjmy się tylko człowiekowi, znajdującemu się w afekcie gniewu: twarz ma poczerwienioną, żyły na skroniach nabiegnięte krwią, oddech ciężki, nieprawidłowy, głos ochrypły, z trudnością wydobywający się, tętno szybkie, czoło zmarszczone, zęby wyszczerzone, pięści zaciśnięte itp. Człowiek opanowany przez strach przedstawia inny obraz: jest blady, oczy ma szeroko rozwarte, drży na całym ciele, zimny pot oblewa go, jego tętno jest nikłe, przerywane, oddech szybki i powierzchowny, głosu nie może zupełnie wydobyć. Tak samo różny jest wygląd człowieka cieszącego się, opanowanego przez wielką radość, smutnego itd.

Wszystkie te tak rozmaite, a przy tym tak właściwe dla każdego afektu objawy, stanowią mimowolne oddziaływanie ruchowe ustroju na pierwotne, bardzo silne uczucie, towarzyszące jakiemukolwiek wrażeniu lub wyobrażeniu. Objawy zaburzenia funkcji ustrojowych wywołują ze swej strony wrażenia organiczne, które dochodzą do naszej świadomości, mieszają się z pierwotnym uczuciem i tworzą razem to, co nazywamy afektem, wzruszeniem. Swoistość objawów rozmaitych wzruszeń była powodem, że niektórzy psychologowie, jak wspominamy już przez nas James oraz Lange, upatrywali w nich całą istotę afektów. Według teorii tych autorów jakiekolwiek silne wrażenie wywołuje przede wszystkim odruchowo cały szereg odpowiednich zaburzeń naczynioworuchowych, zaburzeń w funkcjach krążenia, oddychania, w czynnościach wydzielniczych gruczołów itd. Wrażenia, wywołane przez te zaburzenia, dochodzą do naszej świadomości, zlewają się tam i tworzą ogólny obraz psychiczny gniewu, radości, smutku i tym podobnych wzruszeń. Mocny ton uczuciowy, towarzyszący afektom, nie jest wiec ich źródłem, lecz poniekąd tylko następstwem. Nie dlatego płaczemy, mówi James, że jesteśmy smutni lecz dlatego jesteśmy smutni, że płaczemy.

Na poparcie swej teorii wspomniani autorzy przytaczają następujące fakty. Niektóre zatrucia powodują wyraźne objawy afektów: zatrucie np. alkoholem wywołuje wesołość, zatrucie muchomorami - wszystkie objawy wściekłego gniewu itp. Z drugiej strony jest znaną powszechnie rzeczą, że można opanować wzruszenie, jeżeli wstrzymamy jego objawy lub dowolnie wywołamy inne, wręcz tamtym przeciwnie. Jeżeli np. pogrążeni w smutku, wypogodzimy siłą woli oblicze, zaczniemy śmiać się, klaskać w dłonie, szybko, i żywo się poruszać, słowem naśladować wszystkie objawy radości, to nasz smutek powoli zaczyna się rozpraszać i wkrótce znika.

Teoria Jamesa i Langego wywołała ożywioną wymianę zdań[9]. Miała ona niewątpliwie tę dobrą stronę, że zwróciła powszechną uwagę na objawy ustrojowe afektów i na ważną ich rolę w powstawaniu rzeczywistości i przeinaczała naturalny porządek zjawisk. Podług tej teorii wrażenie lub spostrzeżenie wywołuje przede wszystkim objawy ustrojowe, te zaś, dochodząc do świadomości, powodują uczuciową treść afektu. Tymczasem słusznie zwracano uwagę, że czysta treść wyobrażenia lub wrażenia nie jest w stanie wywołać ruchowych objawów ustrojowych, że takie objawy mogą powstać tylko przy współudziale stanu lub stanów uczuciowych, towarzyszących pierwotnemu wrażeniu. A zatem objawy ustrojowe nie mogą być uważane za przyczynę stanu uczuciowego afektu, lecz za jego następstwo. Uczucie, które powoduje objawy ustrojowe, nie jest pomimo swej znacznej siły afektem. Afekt w całości powstaje wtedy, kiedy do pierwotnego silnego uczucia przykrości lub przyjemności przyłącza się wrażenie organiczne, wywołane przez objawy ustrojowe. Ostatecznie afekty dadzą się wyjaśnić w następujący sposób. Jakiekolwiek wrażenie lub spostrzeżenie przybiera z jakichkolwiek powodów w naszej świadomości bardzo mocny ton uczuciowy przyjemny lub przykry. Stan ten uczuciowy wywołuje wstrząs ustroju w postaci objawów organicznych; następnie, wyrażenia wywołane przez to objawy, mieszają się z pierwotnym uczuciem przyjemności lub przykrości i tworzą razem to, co nazywamy afektem, stanem wzruszeniowym. Bez wrażeń organicznych nie byłoby radości lub smutku, lecz odczuwalibyśmy mocną przyjemność, albo przykrość; ale zarazem bez pierwotnego uczucia przyjemności lub przykrości nie byłoby także radości ani smutku, gdyż nie byłoby objawów ustrojowych i odpowiadających im wrażeń organicznych.

Powstaje obecnie pytanie, czym są rozpatrywane przez nas uczucia przyjemności i przykrości i jaką rolę spełniają one w ustroju? Na pierwszą część powyższego pytania odpowiedzieć nie jesteśmy w stanie, gdyż w ogóle nie znamy istoty świadomości, ani wszelkich jej stanów. Teorie fizjologiczne uczuć, podawane przez Meynerta, Solliera i innych autorów, nie rozstrzygają bynajmniej tej sprawy i nie dają na nią żadnej odpowiedzi, gdyż stanowią właściwie próby przedstawiona warunków fizjologicznych uczuć, ale nie dotyczą ich istoty. Nie kusząc się więc o wytłumaczenie uczuć, z tego stanowiska, które zresztą nie jest stanowiskiem naukowym, lecz metafizycznym, zajmiemy się drugą częścią postawionego przez nas pytania, mianowicie: jaką rolę spełniają w naszym życiu uczucia?

Już bardzo dawno, bo od czasów Platona i Arystotelesa, zwracano uwagę, że uczucie przyjemności towarzyszy zawsze temu, co jest korzystne, uczucie zaś przykrości odpowiada temu, co jest szkodliwe dla ustroju. Przyjemnym więc jest dla nas spożywanie pokarmu w czasie odczuwania głodu, umiarkowane ciepło otaczającego środowiska, czyste powietrze, którym oddychamy, powodzenie w poszukiwaniu pożywienia, odpoczynek po ciężkiej pracy i znużeniu itp.; przykrymi zaś ból, głód, pragnienie, zimno dotkliwe, zanieczyszczone szkodliwe powietrze, znużenie itp. Współczesna ewolucyjna teoria utrwaliła jeszcze ten pogląd. Uczucie, podług tej teorii, jest odczynem naszej świadomości nadchodzące do niej wrażenia i skupienia wrażeń, odczynem, który ukształtował się w kolejnym filogenetycznym rozwoju na drodze doboru naturalnego. Przez dobór naturalny wytworzyła się taka organizacja naszej świadomości, że czynniki korzystne dla ustroju Odczuwamy inaczej, aniżeli czynniki dla jego bytu szkodliwe. A zatem w uczuciach mamy pewną miarę, pewien probierz wrodzony, przy pomocy którego możemy odróżniać, co jest dla nas korzystne, co zaś szkodliwe, co zabezpiecza nasz byt, a co mu zagraża. Ponieważ przy tym w uczuciach przyjemności i przykrości, o czym jeszcze później mówić będziemy, mieszczą się również dążności, popędy do odpowiedniego działania, mianowicie w uczuciu przyjemności zawarta jest nieokreślona dążność do działania, w kierunku utrzymania, zawładnięcia czynnikiem, który sprawia przyjemność, a w uczuciu przykrości - dążność odwrotna, unikająca, odpychająca wszystko to, co sprawia przykrość, przeto jasnym się staje, że uczucia odgrywają wielką, niczym nie zastąpioną rolę w życiu istot organizowanych. Dlatego też uczucia nie są wyłącznie własnością człowieka, lecz prawdopodobnie występują także u zwierząt nawet stojących na dość niskim szczeblu rozwoju organizacyjnego.

Zapewne wrodzony probierz uczuciowy nie jest doskonały, zawsze nieomylny. Nie zawsze to, co jest przyjemne, jest dla nas, dla naszego bytu korzystne, a to, co jest przykre, jest szkodliwe. Niejedna przyjemność okazuje się w swym ostatecznym wyniku szkodliwą dla naszego ustroju, a to, co jest przykre, może w przyszłości stanowić wielką korzyść. Są lekarstwa gorzkie i wstrętne i odwrotnie, są trucizny bardzo przyjemne w smaku. Wyjątki te jednak w niczym nie zmieniają zasadniczej wartości probierza uczuciowego. Probierz ten stanowi rodzaj instynktu, a wszystkie instynkty są tylko przystosowane do pewnych najstarszych lub najczęściej powtarzających się okoliczności. W takim ciaśniejszym zakresie są one nieomylne, poza nim muszą być korygowane w odpowiedni sposób przez doświadczenie.

Wspominaliśmy poprzednio, że uczucia są odczynem naszej świadomości wobec dopływających do niej wrażeń. Stanowią one coś, co nie mieści się w samych wrażeniach, lecz co zostaje do nich dodane przez odczuwającą świadomość; wyrażają więc stosunek podmiotu, naszej centralnej jaźni, do otoczenia. Taki stosunek nosi nazwę wartościowania. A zatem przez uczucia nasza świadomość, nasza jaźń określa wartość, jaką dla niej mają wszystkie wrażenia oraz wszystkie ich kombinacje i ustosunkowania. Stosownie do tego, czy wartościowaniu ulega sama treść wrażeń lub wyobrażeń, czy też rozmaite możliwe ich stosunki, powstają rozmaite wartości, jako to: przyjemność i przykrość, prawda i błąd, piękno i brzydota, dobro i zło. Widzimy z powyższego, że wartości występują zawsze w postaci przeciwieństw, w postaci dodatniej i ujemnej. Zasadniczemu zaś wartościami są owe pierwotne uczucia przyjemności i przykrości, które stanowią główny pierwiastek wszelkich innych wartości. Zarówno w prawdzie i pięknie, jak w pojęciu wartości dobra mieści się pierwiastek przyjemności i na odwrót, w wartościach ujemnych błędu, brzydoty lub zła ujawnia się wyraźnie pierwiastek przykrości.

Rola jednak uczuć nie polega wyłącznie na wartościowaniu, mają one również bardzo ważne znaczenie w oddziaływaniu ruchowym, w czynach. Jak poprzednio wspominałem, w uczuciach pierwotnych przyjemności i przykrości mieszczą, się popędy, dążenia do ruchu (les tendences motrices, jak je nazywa, Ribot) [10]. Już Arystoteles nauczał, że "sama myśl niczego nie zmienia i nie porusza"; pogląd ten okazał się prawdziwym i jest dziś przez większość psychologów uznany. To, co działa, co porusza mieści się naszych uczuciach, w owym tonie uczuciowym, który towarzyszy wszystkim naszym wrażeniom i złożonym z nich wyobrażeniom. Co więcej, możemy powiedzieć, że popędy nie stanowią jakiejś odrębnej składowej części uczuć, lecz są samymi uczuciami przyjemności i przykrości, rozpatrywanymi wyłącznie ze stanowiska oddziaływania ruchowego, czynu. Ów ton uczuciowy wrażeń i wyobrażeń, jeżeli go rozpatrywać będziemy ze strony wewnętrznej, od strony odczuwającej świadomości, przedstawia się jako przyjemność i przykrość w rozmaitym stopniu nałożenia, jeżeli zaś rozpatrujemy go ze strony zewnętrznej, od ,trony czynu, wyraża się jako mniej lub więcej silny, mniej lub więcej określony popęd do oddziaływania ruchowego.

W świadomości naszej niema ani samoistnych wyobrażeń, ani samoistnych uczuć, ani takich samych odrębnych popędów, lecz wszystko to razem występuje jako całość, w której dopiero przy pomocy abstrakcji odróżniamy wyobrażenia, uczucia i popędy. Jeżeli całość rozpatrujemy wyłącznie ze względu na jej treść, to mówimy o wyobrażeniu; jeżeli rozważamy ze stanowiska podmiotu, odczuwającej świadomości, to całość ta przedstawia się nam w postaci uczucia; jeżeli na koniec nasze rozpatrywanie uwzględnia jako punkt wyjścia czyn, to całość ujawni się w postaci popędu. Od ogólnych więc poglądów i kierunków w psychologii zależeć będzie, na którą stronę tej całości główny nacisk położymy. Psychologia intelektualistyczna kładzie główny nacisk na treść naszej świadomości, to też wszystkie jej stany przedstawia, tylko wrażenia i wyobrażenia, którym stale towarzyszą uczucia i popędy; psychologia zaś woluntarystyczna przypisuje główną, zasadniczą rolę popędom, a w uczuciach i wyobrażeniach upatruje , skutki, następstwa popędów. Zarówno psychologia intelektualistyczna jak woluntarystyczna grzeszą pod tym względem, że wyobrażeniom lub popędom nadają byt niezależny i upatrują w nich zasadnicze pierwiastki, z których wyprowadzają wszelkie inne objawy życia psychicznego jako skutki. Główny np. przedstawiciel psychologii intelektualistycznej, Herbart upatruje podstawę życia psychicznego w wyobrażeniach, uczucia zaś i popędy wyprowadza z wzajemnego ustosunkowania się wyobrażeń. Zdecydowany zaś i konsekwentny zwolennik psychologii woluntarystycznej, Alfred Fouillee[11] taką samą rolę przypisuje popędom, a w uczuciach i wyobrażeniach widzi tylko ich uboczne skutki. Tymczasem, jak sądzimy, ani wyobrażenia, ani popędy nie są zasadniczymi pierwiastkami, lecz rozmaitymi stronami, rozmaitymi obliczami życia psychicznego. Stąd uczucia nie są skutkiem wyobrażeń, lecz ich stroną subiektywną, obliczem, w jakiem się nam przedstawiają wyobrażenia i popędy, rozpatrywane ze strony odczuwającej świadomości. Tak samo wyobrażenia i popędy są tylko obiektywną, bądź statyczną (wyobrażenia), bądź dynamiczną (popędy) stroną tegoż samego życia psychicznego.

Jeżeli więc mówiliśmy, że uczucia stale towarzyszą wyobrażeniom, to nie wyrażamy przez to, że uczucia stanowią stan świadomości, odrębny od wyobrażeń i przyłączający się do nich, lecz ich charakter, ich zabarwienie subiektywne, nierozłącznie związane z treścią wyobrażeń. Tak samo, jeżeli mówimy, że popędy mieszczą się w uczuciach, to bynajmniej nie sądzimy, że popędy stanowią coś odrębnego od uczuć. Przeciwnie, uznajemy w tych sprawach jedność; to, co jest uczuciem, jest również popędem, a każdy popęd ma swoją stronę uczuciową. Ponieważ strona popędowa życia psychicznego ujawnia się najwcześniej, spotykamy ją bowiem już na najniższych szczeblach życia zwierzęcego, przeto, ostatecznie możemy się zgodzić z Ebbinghausem[12], gdy ten twierdzi, że całe nasze życie psychiczne jest złożone z bardzo licznych popędów, w których dopiero przez abstrakcję wyróżniamy rozmaite części składowe, jako wyobrażenia, uczucia i akty woli.

Przeciwko powyżej wyłożonemu poglądowi, wyjaśniającemu związek uczuć z popędami w sposób monistyczny, można by przytoczyć argumenty, jakie podawali niektórzy psychologowie, zaprzeczający stałej zależności popędów od uczuć. Jako argumenty przytaczano pewne fakty w odpowiedniej interpretacji. Przede wszystkim powoływano się na fakty, że istnieją stany uczuciowe o bardzo silnym natężeniu, pozbawione popędów do działania. Tutaj zaliczyć należy smutek i radość. Człowiek smutny pomimo bardzo mocnego przykrego uczucia, wstrząsającego calem jego jestestwem, pozostaje najczęściej biernym wobec przyczyny swego smutku, nie przedsiębierze nic, co by mogło przyczynę tę usunąć. Czy z tego jednak wynika, że jego mocny stan uczuciowy nie zawiera wcale popędów? Radecki[13], który tej sprawie poświęca wiele szczegółowych, uwag[14] tak ją ostatecznie decyduje: "Smutek i radość charakteryzuje mniemanie smutnego i uradowanego, iż przyczyna jego uczucia jest niezmienna, nieosiągalna, to też pozostaje on wobec niej biernym. Czy znaczy to, że nie odczuwa on wówczas popędów? Oczywiście nie, tylko wobec przeświadczenia o bezowocności, wysiłków, by zmienić na lepsze lub na jeszcze lepsze niezależną od jego woli przyczynę smutku lub radości, nie umie nadać popędowi celu; popędy zostają wówczas nie odreagowanego, lecz przez to samo tym intensywniejsze". Popędy nie odreagowane wywołują tarcie wewnętrzne, niepokój, zaburzają równowagę psychiczną i doprowadzają pierwotne uczucie przykre do stanu wzruszenia, afektu. A zatem fakt istnienia uczuć biernych, nie odreagowanych przez odpowiednie działanie, nie świadczy bynajmniej, że niema w nich popędów.

Jako dalszy dowód niezależności popędów od uczuć niektórzy psychologowie przytaczają jeszcze fakty, w których stwierdzamy wyraźnie popędy do czynu, ale nie możemy stwierdzić towarzyszącego im uczucia. Do takich faktów mają należeć: czyny, wynikające z chorobowych natrętnych wyobrażeń (tzw. idees fixes), z hipnotycznej lub poza hipnotycznej sugestii, z naśladownictwa, z przyzwyczajenia, oraz czyny, stanowiące pośrednie, przejściowe środki do osiągnięcia oddalonego celu. We wszystkich tych przypadkach popędowi do czynu, nieraz bardzo mocnemu, nie towarzyszy żadne wyraźne uczucie. Człowiek, opanowany ideą natrętną samobójstwa, odczuwa bardzo silny, chorobliwy popęd do tego czynu, nie można jednak powiedzieć, że popęd ten jest następstwem lub towarzyszy jakiemuś uczuciu przykrości lub przyjemności.

Tak samo poddane podczas snu hipnotycznego polecenie spełnienia jakiego czynu, np. napisania listu, przestawienia przedmiotu z miejsca na miejsce o pewnej porze po obudzeniu, jest wykonywane ściśle bez udziału jakiegokolwiek stanu uczuciowego. Podobne okoliczności zachodzą w czynach, wynikających z naśladownictwa lub z przyzwyczajenia. Na podstawie powyższych i innych podobnych faktów psychologowie dochodzą do przekonania, że oprócz czynów, aktów woli pochodzenia uczuciowego, gdzie popędy do czynu wiążą się ściśle z uczuciami lub z nich wynikają, istnieją jeszcze akty woli pochodzenia czysto ideowego, które powstają bez udziału uczuć. Pierwsze nazwano aktami woli patogenicznemu, drugie ideogenicznymi. Co więcej, James nawet twierdzi, że wszystkie akty woli, wszystkie popędy można sprowadzić do ideogenicznych, tj. powstających wskutek przewagi, wskutek górowania w świadomości wyobrażeń celu. Każde wyobrażenie celu, zdaniem tego autora, które wypełnia naszą świadomość, zyskuje w niej przewagę, okazuje popęd do przejścia w czyn bez względu na to, czy towarzyszy mu wyraźne uczucie lub ,też nie; zabarwienie uczuciowe sprawia tylko, że wyobrażenie celu staje się w naszej świadomości przeważającym, górującym i tym tylko pośrednim sposobem wpływa na popęd do czynu.

Pogląd powyższy ma tylko pozory słuszności; miesza on przede wszystkim czyny dowolne, wynikające z własnego postanowienia osobnika, że jego czynami przymusowymi, narzuconymi mu z zewnątrz. W tym ostatnim przypadku wyobrażenie celu zostaje nam narzucone wraz z popędem, stanowi coś dla nas obcego i nie wynika z naszej własnej czynności psychicznej. Nic więc dziwnego, że w tego rodzaju czynach nie spotykamy źródła uczuciowego, albo przynajmniej źródło to nie występuje w sposób wyraźny.

Tak się dzieje, jeżeli spełniamy czyn z rozkazu, z poddawania hipnotycznego lub nawet z naśladownictwa. Z tego jednak nie wynika, że tak się dziać może w czynach dowolnych, powstających z własnego naszego postanowienia. Następnie fakt wyobrażeń chorobliwych, natrętnych, bynajmniej nie przemawia za tym, że wyobrażenie górujące, przeważające w świadomości, musi się już przez to samo urzeczywistnić w czynie. Gdyby tak było, chorzy spełnialiby czyn zaraz po ujawnieniu się w ich umyśle wyobrażenia natrętnego, gdyż ono od razu zajmuje górujące stanowisko w ich świadomości. Tymczasem, wiemy, że chorzy zwykle przez dłuższy czas walczą, ze swoimi ideami natrętnymi i ulegają im dopiero wtedy, kiedy ta wewnętrzna walka sprawia im przykrość nie do zniesienia, od której przez spełnienie czynu starają się uwolnić. Na koniec czyny z przyzwyczajenia są czynami częściowo automatycznemu ich źródło kryje się w głębiach czynności psychicznych podświadomych; ujawniają się one tylko w ostatecznych swych wynikach, z których nie możemy nic wnosić o ich pochodzeniu. Każdy taki czyn, wykonany pierwotnie, mógł powstać z wyraźnych, świadomych popędów uczuciowych; w miarę jednak powtarzania się, przyzwyczajenia, jego początkowe stadium usuwa się z pola jasnej świadomości i mamy wtedy tylko świadomość urzeczywistniającego się czynu bez podłoża uczuciowego, które mu pierwotnie towarzyszyło.

Ostatecznie na mocy powyższych uwag krytycznych, które tutaj możliwie ograniczamy, aby nie zabierać zbyt wiele miejsca, dochodzimy do przekonania, że niema żadnego niewątpliwego dowodu czysto ideogenicznych popędów i że wobec tego wszystkie nasze akty woli, wszystkie dowolne, nieprzymusowe czyny musimy uważać za patogeniczne, tj. powstające z popędów, związanych w sposób bezpośredni z uczuciami. Pogląd ten stanowczo przeważa w spółczesnej psychologii, pomimo różnicy zdań co do jakości stosunku pomiędzy popędami i uczuciami. Można rozmaicie tłumaczyć związek uczuć z popędami, ale pozostaje niewątpliwym, faktem, że stany te stale sobie towarzyszą, stale ze ,sobą współistniejąc. "Niezależnie od tego, mówi cytowany już przez nas Radecki[14], czy będziemy uważali uczucia za skutek popędów, za ich źródło lub cel, czy też uznamy uczucia i popędy za niezależne, odrębne stany psychiczne, zasada stałego ich współistnienia staje się regułą bez wyjątku".

Popędy i uczucia nie tylko stale ze sobą współistnieją, ale zarazem okazują stały związek w swej jakości. Mianowicie, jak już wspominaliśmy, uczucie przyjemności jest powiązane ściśle z popędem skierowanym ku utrzymaniu przedmiotu lub stanu, budzącego przyjemność i odwrotnie, uczuciu przykrości towarzyszy zawsze popęd przeciwny, dążący do usunięcia przedmiotu lub stanu przykrego.

Jest to fakt, ogólnie przez wszystkich psychologów uznany; faktowi temu Ehrenfels nadał nawet znaczenie prawa, które głosi, że kierunek popędu jest zawsze kierunkiem od stanu przykrego do przyjemnego, albo od więcej przykrego do mniej przykrego. Prawo to, nazwane przez Ehrenfelsa, prawem względnego przyrostu szczęścia, jest słuszne wyłącznie dla elementarnych popędów, niema jednak znaczenia dla złożonych aktów woli, o których później mówić będziemy i które są wynikiem współzawodnictwa wielu różnokierunkowych popędów. Wtedy nieraz zdarzyć się może, że wybierany czyn sprawiający nam przykrość, jeżeli tylko przez czyn ten osiągamy dalszy cel, dla nas wartościowy.

Zarówno stałe współistnienie, jak powyżej wskazany związek jakościowy pomiędzy uczuciami i popędami, w każdym razie wyraźnie przemawia za bliskim ich pokrewieństwem, jeżeli nie za zupełną identycznością. Prawdopodobnie popędy i uczucia są zabytkami instynktów, które odgrywają tak ważną rolę w życiu istot żywych, stojących na niższych szczeblach rozwoju. Kolejny rozwój instynktów podczas filogenetycznej ewolucji odbywał się w ten sposób, że w miarę wzmożenia się pośredniczącej wyższej funkcji psychicznej, instynkty stawały się coraz mniej zdeterminowane, wyznaczone w swych szczegółach, aż pozostały po nich tylko popędy o pewnym kierunku działania, ale bez wyznaczenia sposobu reakcji. Sposób reakcji zależy tu całkowicie od pamięci poprzedzających doświadczeń i odbywa się już przy udziale myślenia poznawczego.

A więc popęd odpowiada instynktowi niezupełnie wyznaczonemu: jest on tak samo wrodzony i ma swe źródło w organizacji, w układzie neuronów. Można rzec, że pierwotne życie psychiczne składa się z instynktów, które ulegają odpowiednim uzupełnieniom i modyfikacjom przez doświadczenie. Popęd, towarzyszący naszym wrażeniom, jest nieokreślony, jest to nieokreślona, w szczegółach nie wyznaczona dążność ruchowa. Jeżeli małemu, kilkumiesięcznemu dziecku pokażemy jakiś przedmiot błyszczący, to zauważyć możemy u niego cały szereg niezbornych ruchów; dziecko próbuje wyciągnąć ręce w kierunku widzianego przedmiotu, porusza przy tym nogami, jego tułów drga, słowem cały jego organizm, jest w ruchu. W tych rozległych i licznych ruchach widzimy przejaw pierwotnego popędu ruchowego, skierowanego ku objęciu w posiadanie przedmiotu, budzącego w umyśle dziecka uczucie przyjemności. W popędzie tym niema jeszcze wyraźnej świadomości celu, nie ma także zdolności wykonywania odpowiednich do osiągnięcia celu ruchów, jest tylko instynktowych, ogólny popęd ruchowy, który rozlewa się po wszystkich drogach odśrodkowych. Przez doświadczenie dopiero dziecko uczy się powoli koordynować ruchy, czynić w nich wybór, dochodzi do świadomości celu - uchwycenia zabawki w ręce, oraz środków - ruchów, prowadzących do tego celu. Tutaj pierwotny popęd staje się już określony, przez wyraźną świadomość celu oraz środków, i przechodzi w prosty akt woli.

Dodać tutaj powinienem, że niektórzy psychologowie ten pierwotny, nieokreślony, instynktowy popęd nazywają dążnością, parciem, żądzą, miano zaś popędu stosują do czynnika ruchowego, określonego wyraźnie przez świadomość celu. Hoffding[15] popędem nazywa "parcie, które się stało świadomym swego celu". Sądzę jednak, że lepiej uczynimy, jeżeli idąc za przykładem Ebbinghausa, nazwę popęd (niem. Trieb, łac. impulsus) pozostawimy dla pierwotnych czynników mchowych, a w kombinacji popędu ze świadomością celu i środków upatrywać będziemy najniższy stopień aktu woli i nazwiemy ją zamiarem.

Z powyższych uwag wynika, że najprostszy czyn dowolny, najprostszy akt woli powstaje z pierwotnych popędów na drodze doświadczenia, przez wyraźne wyznaczenie celu oraz środków, do niego wiodących. Ażeby więc powstał prosty czyn dowolny, musi być obecny w naszym umyśle następujący szereg czynników: najpierw wrażenie lub wyobrażenie spostrzegawcze lub odtwórcze zaczerpnięte z pamięci wraz z towarzyszącym mu uczuciem, przyjemności lub przykrości i odpowiednim do tonu uczuciowego popędem; następnie musi być także obecne wyobrażenie celu, i w końcu wyobrażenie samej czynności ruchowej. To ostatnie wyobrażenie wywołuje odpowiednie ruchy, urzeczywistnia się i tym sposobem powstaje czyn dowolny.

Wyjaśnijmy układ czynników prostego czynu dowolnego na jakimkolwiek przykładzie konkretnym. Przypuśćmy, że na mojej ręce usiadła mucha. Widzę ją, czuję dotykowo jej obecność oraz odczuwam ból od ukąszenia. Doznaję więc wrażeń, posiadających ton uczuciowy przykry dość znacznego natężenia. W moim uczuciu przykrości mieści się zarazem popęd do jej pozbycia się. Z doświadczenia poprzedzającego wiem, że pozbyć się tej przykrości mogę przez spędzenie muchy i że cel ten uskutecznić mogę przez ruch spłaszający, wykonany ręką. Powstaje więc w moim umyśle wyobrażenie tego ruchu, złożone z reprodukcji pamięciowych odpowiednich wrażeń mięśniowych, stawowych, ścięgnistych. Wyobrażenie to, pobudzane przez pierwotny popęd, urzeczywistnia się, tj. przejawia się w rzeczywistych skurczach mięśni, w odpowiednim kolejnym ich następstwie, z czego ostatecznie powstaje czyn dowolny spędzenia muchy.

Tak powstają owe proste czyny dowolne, które wielokrotnie wykonywamy w naszym życiu codzienne. Z szeregu prostych czynów dowolnych powstaje tzw. działanie. W działaniu stawiamy sobie przede wszystkim cel dalszy, który może być osiągnięty przez wykonanie kolejne czynów prostych. Każdy z tych czynów prostych ma swój najbliższy cel i wyobrażenie odpowiedniego ruchu; cel ten osiągnięty stanowi środek dla osiągnięcia dalszego celu itd. Jeżeli np. mam zamiar wyjść na przechadzkę, to muszę dokonać następującego szeregu prostych czynów: włożyć palto i kapelusz, wziąć do ręki laskę, otworzyć i zamknąć drzwi wejściowe mieszkania itp.

Z prostym czynem dowolnym mamy wtedy do czynienia, gdy w naszej świadomości występuje tylko jeden popęd. Zdarzyć się jednak może i w rzeczy samej zdarza się bardzo często, że popędy komplikują się. Jedno jakiekolwiek wyobrażenie lub wrzenie, występujące w polu naszej świadomości, budzi natychmiast na drodze kojarzenia cały szereg innych wyobrażeń. Każde z tych kojarzonych wyobrażeń ma swój właściwy ton uczuciowy i ewentualnie swój właściwy popęd; stąd w naszej świadomości ujawnia się cała komplikacja różnych popędów. W komplikacji tej zajść mogą dwa wypadki: 1) albo skojarzone ze sobą wyobrażenia, mają jednoimienny ton uczuciowy i jednokierunkowe popędy, 2) albo przeciwnie, ton ich uczuciowy jest rozmaity i popędy z nimi związane są różnokierunkowe.

W pierwszym przypadku następuje wzmożenie tonu uczuciowego i odpowiedniego popędu na mocy znanego nam już prawa sumowania się uczuć przy kojarzeniu wyobrażeń. Jeżeli wychodzę na przechadzkę po kilkugodzinnym, nużącym siedzeniu przy biurku, to mój czyn może być następstwem sumowania się kilku jednokierunkowych popędów. Najpierw odczuwam potrzebę przyjemnego dla mnie ruchu po długotrwałej siedzącej pracy; następnie czynnymi tu także mogą być popędy do zaczerpnięcia świeżego powietrza, do rozerwania znużonego umysłu przy pomocy nowych wrażeń, jakie mieć będę na przechadzce; na koniec kojarzenie nasuwa mi także możliwość spotkania, się z moim znajomym p. X., z którym lubię pogawędzić itd. Słowem, na mój czyn złożyły się tu liczne popędy; wszystkie te popędy są jednokierunkowe, składają się na jeden zamiar i dlatego mój pierwotny popęd do wyjścia na przechadzkę nabiera wielkiej mocy. Gdyby tu był obecny jeden tylko popęd, mianowicie potrzeba ruchu, to popęd ten mógłby nie wywołać mojego czynu. Może poprzestałbym wtedy na używaniu ruchu w pokoju. Ale ten popęd pierwotny został wzmocniony przez kojarzenie z innymi wyobrażeniami i towarzyszącymi im popędami i stał się przez to tak mocnym, że że musi się ujawnić w odpowiednim czynie.

W drugim przypadku, tj. kiedy kojarzymy wyobrażenia o tonach uczuciowych, resp. popędach przeciwnych, popęd, towarzyszy pierwotnemu wyobrażeniu, wyraźnie słabnie. Chcę np. wyjść na przechadzkę. Chęć moja jest uwarunkowana wszystkim poprzednio wspomnianymi popędami, ale spoglądam w okno i widzę, że pada deszcz rzęsisty. Wyobrażeniu deszczu podczas przechadzki towarzyszy ton uczuciowy przykry w takim stopniu, że popęd, z niego wynikający, może przeciwważyć wszystkim poprzednim popędom i pozostaję w domu.

W powyższym przykładzie jeden z dwóch przeciwnych popędów, wynikających ze skojarzenia wyobrażeń, jest wyraźnie mocniejszy i bez trudności przeważa nad swoim antagonistą. Zdarzyć się jednak może, że oba przeciwne popędy są prawie jednakowej siły, jednakowego natężenia; wtedy przewaga po jednej stronie może się ujawnić i następuje mniej lub więcej długo trwałe wahanie. Podobne wahanie ujawnia się także, kiedy występują nie przeciwne, lecz jednoimienne popędy jednakowej siły przyporządkowane tylko ku rozmaitym celom. Przypuśćmy np., że pewnego dnia, otrzymuję zaproszenie na wieczór do dobrego znajomego i miłego mi domu i równocześnie, tegoż samego dnia wystawiona jest, w teatrze interesująca sztuka, którą bardzo pragnąłbym poznać. Zarówno wyobrażenie spędzenia wieczoru w gronie znajomych, jak wyobrażenie spędzenia go w teatrze posiadają, dla mnie jednakowo przyjemny ton uczuciowy. Popędy więc są w danym przypadku jednoimienne, wynikają bowiem z dwóch jednakowo przyjemnych tonów uczuciowych, ale krzyżują się w swoich ostatecznych celach i nie dadzą się ze sobą pogodzić. Stąd też i w tym razie powstaje wahanie.

Brak przewagi pomiędzy dwoma przeciwnymi lub nawet w jakości swej jednoimiennymi, lecz dążącymi do różnych celów popędami wywołuje, jak już powiedziano, stan świadomości wahający się, któremu zwykle towarzyszy ton uczuciowy przykry o dość mocnym natężeniu. Każdy bowiem popęd dąży do przejścia w czyn, jeżeli więc z jakichkolwiek względów nie można mu zadość uczynić, powstaje uczucie przykrości. To uczucie przykrości stanowi nowy popęd, który nas zmusza do wyjścia z zaczarowanego koła wahania i do ostatecznej decyzji. Rozpatrujemy więc uważnie oba przewidywane cele, porównujemy ich ton uczuciowy, uwzględniamy na drodze przewidywania różne okoliczności, różne wyobrażenia wywołane w pamięci itp. Kojarząc w ten sposób rozmaite wyobrażenia o rozmaitym tonie uczuciowym zmieniamy natężenie pierwotnych popędów i ostatecznie dochodzimy do tego, że jeden z nich uzyskuje wyraźną przewagę i przechyla szalę naszej decyzji na swoją stronę. Cały ten powyżej opisany proces nosi nazwę namysłu i stanowi także rodzaj czynu, który różni się od czynów tzw. zewnętrznych tym tylko, że odbywa się w myśli, że powoduje celowy ruch myśli.

Czyn, wynikający z namysłu stanowi wyższą formę czynu dowolnego. Występuje on tylko przy wysoko rozwiniętym życiu psychicznym, przy bogactwie wyobrażeń i częstej możliwości ścierania się popędów. Wyróżniając ten rodzaj czynów dowolnych nazywamy ostateczną w nich decyzję postanowieniem, a okoliczności, rozważane podczas namysłu, pobudkami albo motywami. Tym sposobem wśród popędów do czynu odróżniamy trzy rodzaje: 1) popęd pierwotny, wrodzony, nieokreślony, bez świadomości celu; 2) zamiar, który stanowi popęd ze świadomością celu i środków do niego wiodących i 3) postanowienie, które jest zamiarem wynikającym z namysłu.

Namyślamy, zastanawiamy się nie tylko wtedy, kiedy ścierają się popędy niejednakowej siły, lecz także, gdy popędy są nierównej wartości. Mówiliśmy już, że uczucia są probierzem wartości, ze uczucie przyjemne oznacza wartość dodatnią, uczucie zaś przykre wartość ujemną. Wspominaliśmy także, że to samorzutne instynktowe wartościowanie nie jest w swych dalszych następstwach nieomylne, że czyn wynikający z popędu, wyrażonego przez uczucie przyjemności, może mieć dla nas w dalszych następstwach wartość ujemną, może być dla naszego bytu szkodliwym; i odwrotnie, czyn, który powstaje z popędu, wyrażonego przez uczucie przykrości, może mieć dla nas wartość, dodatnią, może być w przyszłości korzystnym. Stąd wynika potrzeba korektury naszego pierwotnego samorzutnego wartościowania. Probierzem dla, tej korektury jest nasze poprzedzające doświadczenie i oparte na nim przewidywanie następstw, czyli, mówiąc zwięźle, nasze poznanie. Otóż tutaj właśnie znajdujemy teren, na którym, poznanie wkracza w dziedzinę naszej woli i okazuje wyraźny wpływ na jej przejawy. Przejawy woli są wyłącznym następstwem naszego życia uczuciowego, tj. naszych uczuć i zawartych w nich popędów; czysta treść myśli, pozbawiona zupełnie tonu uczuciowego nie byłaby w stanie wywołać żadnego czynu. Jest to pogląd uznany przez większość psychologów. Z tego jednak nie wynika, że poznanie nie ma żadnego wpływu na przejawy woli; owszem wpływ taki uznać musimy, ale jest on zawsze tylko pośrednim. Przez czynność poznawczą możemy zmienić natężenie uczuć, i popędów i tym sposobem możemy wpłynąć na ostateczny ich wynik, na czyn.

Ten wpływ czynności poznawczej na uczucia wyraża się właśnie przez namysł, przez zastanawianie się. Poprzednio wyłuszczono ważną rolę czynności poznawczej, w tym przypadku gdzie do konkurencji występują przeciwne popędy jednakowej siły lub jednoimienne o różnych kierunkach działania. Obecnie pomówić musimy o wpływie poznania na popędy przeciwne różnego stopnia natężenia. Wspomniałem już, że takie popędy bez udziału czynności poznawczej prowadzą zawsze do czynu w kierunku wskazanym przez popęd silniejszy. Zastanowienie, namysł może zmienić ten stosunek i dać przewagę popędowi pierwotnie słabszemu. Dzieje się tak wtedy, gdy doświadczenia poprzedzające wskazują nam, że popęd słabszy ma dla nas większą wartość, że czyn, z niego wynikający, jest dla nas korzystniejszy.

Wyjaśnijmy tę sprawę na jakimkolwiek przykładzie konkretnym. Przypuśćmy, że mnie ktoś obraził i wskutek tego opanowany zostałem afektem gniewu. Silne uczucie, które leży w podstawie tego wzruszenia, stanowi bardzo mocny popęd do natychmiastowego, prawie odruchowego oddziaływania, mianowicie do uderzenia osoby obrażającej. Popęd ten panuje nad całą moją świadomością i znajduje tylko słabą przeciwwagę w budzących się na drodze kojarzenia pojęciach o dobrem wychowaniu, o powściągliwości, wszczepionych mi od dzieciństwa. Powyższe pojęcia jednak posiadają tak słaby ton uczuciowy, że same przez się nie są w stanie przezwyciężyć popędu, wynikającego z mojego wzruszenia. Gdy jednak potrafię zastanowić się nad zamierzonym postępkiem, gdy, powstrzymując natychmiastowe ujawnienie się w czynie mocnego popędu, jestem w stanie zastosować tu poznawczą analizę, okoliczności radykalnie się zmieniają. Powstaje wtedy w moim umyśle przewidywanie skutku; obraz bójki, udzielanych razów, obraz, który posiada dla mnie mocny ton uczuciowy przykry, budzi we mnie wstręt, obrzydzenie. Następnie powstaje zaraz inne przewidywanie, że na tej drodze nie osiągnę satysfakcji, że do przykrości, jaką mi sprawia obraza, dołączę tylko nową przykrość, spowodowaną przez udział w burdzie ulicznej itp. Słowem, namysł co do następstw zamierzonego czynu wzmaga w wysokim stopniu natężenie tonu uczuciowego, jaki towarzyszy przeciwstawiającemu się pojęciu dobrego wychowania. Popęd, stąd wynikający, nabiera większej siły i ostatecznie przezwycięża pierwotny popęd gniewu.

Ten rodzaj namysłu nosi nazwę rozwagi i stanowi źródło najwyższych czynów dowolnych. Tutaj oprócz motywów, wynikających bezpośrednio lub pośrednio ze zdarzenia, przyjmuje jeszcze udział jako motyw ideał powściągliwości, panowania nad sobą. Motyw ten, który nosi nazwę siły woli, powstrzymuje natychmiastowe urzeczywistnienie się przeważających popędów i daje możność zastosowania rozwagi. W rozwadze czynność poznawcza wykonuje większą pracę, aniżeli w poprzednio wspomnianych postaciach czynów namysłowych. Tam przy równowadze przeciwnych popędów dość było dorzucić niewielki ciężarek na jedną lub drugą szalę, aby przechylić decyzję, tutaj zaś trzeba obciążyć znacznym ciężarem szalę przeważoną, ażeby ta nie tylko zrównoważyła swojego silnego antagonistę, ale także zyskała nad nim przewagę. Toteż praca rozwagi jest intensywniejszą, aniżeli praca namysłu, zastanowienia; towarzyszy jej zawsze uczucie większego, nieraz bardzo wyczerpującego wysiłku; czemu się dziwić nie będziemy, jeżeli uwzględnimy, że wykonanie czynności poznawczej jest także czynem, ruchem z tą tylko różnicą, że ruch tutaj ujawnia się nie na zewnątrz lecz tylko wewnątrz świadomości, w biegu myśli.

Na tym kończymy nasze uwagi nad psychologią czynów dowolnych. Dziwnym się zdawać może, że pomiędzy wyliczonymi czynnikami powodującymi czyny dowolne (uczucia resp. Popędy oraz rozmaite ich kombinacje kojarzeniowe i przewidujące v. poznawcze), nie znajdujemy woli, która pozornie nadaje tym czynom właściwe piętno. Otóż dzieje się tak dlatego, że wola z psychologicznego punktu widzenia nie jest czynnikiem, lecz zjawiskiem. Wola nie stanowi odrębnej władzy psychicznej, lecz zjawisko przejścia od naszych wrażeń i wyobrażeń do oddziaływania ruchowego. Niektórzy psychologowie zacieśniają pojęcie woli i redukują je tylko do godzenia się lub nie godzenia się naszej świadomości, na wysuwające się motywy. Tym sposobem z zakresu tego pojęcia wyłączony zostaje cały proces motywacji, a czynność woli, ogranicza się tylko do owego "fiat'' i "veto", jakie nasza świadomość dołącza do motywów. Inni za przykładem Lotzego[16] przyznają woli funkcję wyboru pomiędzy przeciwstawiającymi się motywami. W takim razie gdzie niema konkurencji motywów, tam niema również zjawiska woli. Stąd z zakresu tego wynika wyłączone zostają wszelkie proste akty, wszelkie zamiary, powstające z pojedynczego motywu. Nie sądzę jednak, aby pomysły te, zmierzające do ścisłego określenia, pojęcia woli, były słuszne; zacieśniają one zanadto z jednej strony treść tego pojęcia, z drugiej zaś jego zakres. Nie pozostaje więc nic innego, niż zgodzić się na podane przez nas poprzednio określenie, orzekające, że wola stanowi zjawisko przejścia od naszych wrażeń i wyobrażeń do oddziaływania ruchowego. Odróżniamy na mocy tego określenia czyny dowolne od przymusowych i mimowolnych, inaczej instynktowych. Dowolność czynu oznacza, że czyn jest wynikiem, własnych wrażeń i wyobrażeń, oraz towarzyszących im popędów. Jeżeli zaś wyobrażenie celu wraz z towarzyszącym mu popędem do czynu zostaje nam narzucone z zewnątrz przez rozkaz, poddawanie itp., to taki czyn nazywamy przymusowym. Czyn jest mimowolnym, instynktowym, jeżeli powstaje bez wyobrażenia celu i bez konkurencji popędów, na mocy samej tylko organizacji biologicznej.