Dwa szeregi pojęć naczelnych

Rozmaitość urządzeń ludzkich pochodzi z różnic myśli ludzkiej. W sprawach życia zbiorowego grupują się one według pewnych stałych cech występujących dwoisto, jakby w dwóch szeregach, przeciwstawiających się sobie. Każda metoda ustroju życia zbiorowego powstaje z ustosunkowania się do tej dwoistości naczelnych pojęć.

Historią rządzą abstrakty. Na pierwszym miejscu staje problem stosunku człowieka do Boga. Bywa osobisty lub gromadny. Aż do XVI wieku całe chrześcijaństwo uznawało stosunek osobisty. Każdy chrześcijanin jest osobiście przed Panem odpowiedzialny, osobiście doznaje Jego łask lub kar, jako pewna jednostka, bez względu na swe stanowisko, pochodzenie etniczne, przynależność stanową itp., co obciąża specjalnymi obowiązkami, lecz nie stanowi istoty jego duszy. W tym pojmowaniu stosunku człowieka do Boga geneza personalizmu.

Wręcz przeciwnie sądzili o tym Żydzi. Żyd ściśle prawowierny, nie modli się do Jehowy jako odrębna jednostka ludzka, lecz jako Żyd, jako członek zrzeszenia mającego kontrakt z Jehową, jako członek narodu wybranego. Jest to stosunek gromadny, w przeciwieństwie do personalizmu występuje gromadność.

Gdy nastała rejudaizacja w protestantyzmie, wtargnęła też do Europy gromadność. Najdobitniej zaznaczyło się to w kalwinizmie, głoszącym gromadną predestynację. W genewskim państwie Kalwina nie było miejsca dla personalizmu wobec surowych strychulców jednostajności.

Każde zjawisko życia zbiorowego pojmuje się i odczuwa albo personalistycznie, albo gromadnościowo. Wyłaniają się obok tego dwie metody myślenia: aposterioryczna lub aprioryczna. Tamta snuje wnioski indukcyjne, zaczynając od krytycznego roztrząsania doświadczeń przeszłości, ta zaś o doświadczenie i fakty się nie troszczy, lecz metodą medytacyjną dochodzi do formuł, do których nagina następnie życie rzeczywiste, choćby wypadło je złamać. Aposterioryzm jest indukcyjny, aprioryzm wyłącznie dedukcyjny. Aprioryzm lubi eksperymentować na wielkich zrzeszeniach, chcąc wytworzyć wszystko według powziętych z góry pojęć, gdy tymczasem aposterioryzm wytwarza pojęcie według doświadczenia. Stosownie do tego działalność publiczna włącza się w szereg personalistyczny lub gromadnościowy.

Nie byłby człowiek prymitywny doszedł do żadnego rozwoju, gdyby każde pokolenie zaczynało ab ovo. Rozwój możliwym jest tylko przez korzystanie z doświadczenia poprzedników. Tradycja jest kością pacierzową wszelkiej cywilizacji. Nie brak jej nigdy i nigdzie w naturalnym rozwoju zrzeszeń. O zarzuceniu jej pomyślano dopiero na wysokim szczeblu rozwoju, gdy postanowiono wyprodukować homunkulusa, wywołując sztucznie nowotwory na życiu zbiorowym. Trudno! Człowiek obdarzony jest wolną wolą, może więc psuć do woli wszystko koło siebie.

Szczytem tradycji wykształconej jest historyzm. Zawiązki jego są wrodzone zrzeszeniom ludzkim. Im bardziej podnosi się jakieś plemię, tym więcej uwagi poświęca genealogiom. Chińczycy uprawiają kult przodków jakby religijny, chociaż nie mają jeszcze pojęcia o historii i historyczności. Historyzm jest zarazem szczytem pożytku, jaki człowiek robi z pojęcia czasu. Nie ma historyzmu publicznego bez chronologii i ery. Pomostem od historyzmu prywatnego do publicznego są nazwiska dziedziczne. Olbrzymia większość ludów Ziemi nie zna nazwisk dotychczas.

Personalizm może doprowadzić do historyzmu i również wzajemnie: gdziekolwiek powstaje skłonność do opierania się na historyzmie, wytwarza się podłoże personalistyczne. Gromadność nie zna historyzmu; tak przynajmniej poucza indukcja historyczna.

Zrzeszenia oparte na personalizmie stanowią organizm, oparte na gromadności są mechanizmami. Cechą ich jest jednostajność, organizm zaś żyje rozmaitością. Organizm składa się z rozmaitych odrębności, które atoli przejęte są poczuciem jedności. Organizm tworzy się ze świadomej woli zrzeszonych dobrowolnie do celów, wynikających z zapatrywań i dążności ogółu, z porozumienia się. Z klęsk podnosi się organizm własnymi siłami, sam leczy się z usterek i własną siłą doskonali się. Lecz mechanizm wymaga pomocy z zewnątrz i dlatego w razie klęsk staje się nieuleczalnym.

Gromadność zmierza do jednostajności, toteż członkowie takiego zrzeszenia pragną jak najmniej różnić się między sobą. Nie przypuszczają, żeby jedność mogła istnieć bez jednostajności, rozmaitość wydaje im się rozłamem. Wobec tego gromadność nie sprzyja rozwojowi inicjatywy. Z jednostajnością łączy się po pewnym czasie bierność, obojętność na sprawy publiczne, w końcu wytwarza się stagnacja. Zrzeszenia ujednostajnione pozbawione są pędu wzwyż, do doskonalenia się. Jednostajność przeciwna jest naturze ludzkiej, toteż zrzeszenia takie oparte są na przymusie. Stosunki życia ludzkiego nie układają się same z siebie w mechanizm; to wymaga działań sztucznych, apriorycznie "planowych". Gdyby jednak cały świat zamienić na mechanizm, musiałby z czasem nastąpić powszechny zastój, w końcu rozkład. Groziłby zanik wszelkiej zdolności twórczej. Twórczość jest przymiotem stanowczo personalistycznym.

Zwolenników mechanizowanego życia oburza irracjonalizm. Rozpościera się on po świecie, począwszy od poprzedników Platona, a zajmuje w stosunkach człowieka do człowieka bez porównania więcej miejsca niż technika. W wiekach średnich istniał kierunek filozoficzny, wierzący w jedną tylko realność: idei. Obecnie, od dłuższego czasu mnożą się oznaki, że irracjonalizm zrywa się do nowego lotu i to nader śmiałego. Widać jak abstrakty rządzą historią, a na czele kroczą ludy posiadające więcej abstraktów i pozostawiają daleko za sobą innych, w abstrakty uboższych. Abstrakty wiodą nas w górę. Ci, którzy pragną ograniczyć ich wolę w umysłowości ludzkiej, kroczą ku przepaści. Czyż nawet przybytek dóbr materialnych nie poczyna się często od abstraktów? Ponieważ zaś abstrakty mnożą się łatwiej w organizmie, więc organizm posiada więcej żywotności.

Formowanie się zrzeszeń ludzkich dokonuje się tedy na tle walk pomiędzy organizmem a mechanizmem, pomiędzy aposterioryzmem a aprioryzmem, historyzmem a medytacyjną improwizacją, pomiędzy jednostajnością a jednością w rozmaitości. Ostatecznie dochodząc do samej głębi rzeczy, powiedzmy: pomiędzy personalizmem a gromadnością. Konsekwencją zaś personalizmu jest dualizm prawny, monizm zaś stanowi następstwo gromadności. Nowoczesny zaś monizm prawa publicznego to nic innego, jak państwo totalne; przeciwnie, dualizm wyraża się w dążeniach samorządowych.

Cała historia mieści się w oscylacji pomiędzy dwoma szeregami pojęć zasadniczych, jakie tu roztrząsaliśmy. W personalistycznym szeregu mieści się wolność, a w gromadnościowym przymus przemocy. W tym drugim jest też mniej miejsca na rozwój etyki. Ostatecznie rozgrywa się w tej oscylacji walka o najwyższą supremację w sprawach rodzaju ludzkiego; o supremację sił fizycznych, czy też duchowych.

Rodzaj cywilizacji zależy tedy od norm trójprawa, od stosunku do pięciu kategorii bytu, od stosunku prawa prywatnego a publicznego (tudzież społeczeństwa a państwa), od poddawania życia publicznego etyce lub od zwolnienia go od etyki, wreszcie od tego, któremu rodzajowi sił przyznaje się supremację, siłom materii czy ducha - a co wszystko zawiera się w jednym z dwóch naczelnych szeregów pojęć. Na tym rusztowaniu osadzone są cywilizacje.

Te dwa naczelne szeregi dostarczają dowodu, że współmierność stanowi zasadnicze prawo dziejowe, albowiem każdy z nich stanowi jak najściślejszy przykład współmierności we wszystkich swych członkach.

Drugim, najogólniejszym prawem dziejowym jest nierówność.

Obydwa te prawa są integralnymi, gdyż znajdują się również w przyrodzie.