Kolejność rozwojowa

Jakże rozwija się zrzeszenie, żeby od prymitywów dojść aż do szczebla... bomby atomowej? Zawsze, od najdalszej starożytności bywały równocześnie zrzeszenia wysoko cywilizowane i prymitywne; zawsze byli tacy, którzy zatrzymawszy się na pewnym szczeblu, nie brali udziału w dalszym rozwoju.

Na szczeblu najprymitywniejszym ugrzęzły ludy, u których ogień nie stał się jeszcze własnością powszechną. Zachowały się też do dni naszych plemiona koczownicze, podążające za wędrówkami zwierząt (ażeby ssać bezpośrednio samice). Koczownicy wyjątkowo kiedy przemieniają się w osiadłych; są natomiast zrzeszenia osiadłe od samego początku, których przodkowie nigdy nie koczowali. Wśród osiadłych kwiatem ludzkości byli troglodyci, tj. mieszkańcy pieczar. Osadnictwo pieczarowe rozwijało się w Azji dalej w wiekach średnich, a w Indiach istnieje jeszcze dotychczas. Równocześnie rozwijało się osadnictwo naziemne i podziemne.

Ogniska przynęcały ludzi i w tym zawiązek najstarszej władzy. Przynęcały również niektóre zwierzęta, w czym zawiązek hodowli zwierząt domowych. Nie posiadający ich pozostali w tyle; nie uczestniczyli w dalszym rozwoju. Od zwierząt uczy się człowiek użytku mleka, soli (pramacierz kapitalizmu) i traw mącznych. Zanim jednak doszło się do mąki, minęły tysiące lat. Nie zachodzi też wcale jakiś stały i nieuchronny związek pomiędzy hodowlą bydła rogatego a rolnictwem. Pomyłką również okazała się tzw. trychotomia ekonomiczna, jakoby wszędzie następowały po sobie łowiectwo, pasterstwo, a w końcu rolnictwo. Są ludy, które dotychczas nie porzuciły łowów, jako wyłącznego swego zajęcia; i są takie, u których one od początku miały znaczenie tylko dodatkowe.

Nie było nigdzie "stadności", ani też matriarchatu, ni najmniejszego śladu komunizmu. Wykluczonym było wypieranie się ojcostwa, gdyż dzieci stanowiły największy majątek. Początkiem własności jest własność na własnych dzieciach.

Musiała atoli z początku istnieć rodzina swoista. Ażeby z nią zerwać, obmyślono specjalne organizacje (nazwałem je "odrębnymi"), którym nie przysługuje ius connubii pomiędzy sobą. U wielu ludów istnieją one również obecnie. Ludy, które nie zwalczały rodziny swoistej, istnieją zaledwie w szczupłych resztkach, a zadziwiają swą ogólną najprymitywniejszą niezdatnością.

Pierwotnie musiała być monogamia, bo przyroda nie daje nadmiaru niewiast. Niektóre ludy stały się następnie poligamicznymi, inne zaś nie przestały nigdy być monogamistyczne (np. poligamista nie mógł być nigdy obywatelem rzymskim).

Wielożeństwo możliwe stało się dopiero z nastaniem egzogamii, gdy zaczęto pojmować żony z obcych rodów, gdy tedy wytwarzały się już plemiona. W stosunkach pokojowych kupowało się żonę w ościennym rodzie; w razie wojny porywało się brankę, którą można było uczynić małżonką lub tylko nałożnicą. Każda pomyślna wyprawa wojenna zwiększała egzogamię.

Ustrój plemienny stanowi początek społeczności. Społeczność jest to zrzeszenie, uznające interesy ponadrodowe.

Z wodzów wojennych wytwarzają się książęta plemienni; wytwarzają się zawiązki państwa. Na dalsze szczeble rozwoju posunęły się tylko plemiona jednożenne. Następnym, a jak najtrudniejszym warunkiem rozwoju jest porzucenie ustroju rodowego, a zamienianie go w rodzinowy, co zwiemy emancypacją rodziny. Na to nie zdobyło się dotychczas żadne zrzeszenie poligamiczne. Jest to ciężki przewrót społeczny, choćby tylko z powodu ustanowienia pełnoletności i pełnoprawności syna za życia ojca. Łączą się z tym gruntowne zmiany w prawie majątkowym i spadkowym. Walka o emancypację rodziny zamienia się nieraz w krwawą rewolucję.

Równocześnie zwiększała się rozmaitość sposobów walki o byt (zajęć warstw społecznych) w tych społecznościach, które zdołały rozradzać się bardziej i zajmować znaczniejsze przestrzenie. Zamieniały się w społeczeństwa. Społeczeństwo jest to społeczność zróżniczkowana rozmaitością warstw społecznych. "Jednoklasowość" można obserwować tylko u jak najprymitywniejszych. Im więcej warstw, tym łatwiejszy i bezpieczniejszy rozwój społeczeństwa. Zazwyczaj towarzyszył temu rozwojowi rozrost urządzeń państwowych. Związki państwa tkwią atoli jeszcze w społecznościach. Państwo jest tedy starsze od społeczeństwa.

Szczeble dalsze wymagają dwukierunkowości rozwoju równocześnie w państwie i w społeczeństwie. Wszystko zależy od stosunku tych dwojakich zrzeszeń. Różnicowanie według odmian trójprawa starczy na różnicowanie cywilizacyjne tylko na szczeblach niższych, osiągnięcie zaś wyższych zależy od tego, czy zrzeszenie rozwinęło się na tyle, iż mu prawo prywatne samo już nie wystarcza, lecz dalszy rozwój życia zbiorowego wymaga prawa publicznego. Nie zawsze bywa ono odrębnym od prywatnego. U większości ludów ziemi prawo publiczne opiera się na prywatnym, w ten sposób mianowicie, że prawo prywatne panującego rozrasta się tak dalece, iż uznaje go się właścicielem wszystkich i wszystkiego w państwie.

Wyolbrzymia się państwowe stosowanie prawa prywatnego; publiczne staje się jakościowo tylko szczególnym rodzajem prywatnego. Jest to monizm prawa prywatnego.

Istnieje drugi rodzaj monizmu prawnego, wręcz przeciwny. Życie prywatne stosuje się do wymagań życia publicznego, o którym decyduje głowa państwa. Społeczeństwo posiada tyle tylko wolności, ile mu jej udzieli państwo, tj. władca, jako reprezentant prawa publicznego. Jest to monizm prawa publicznego. Skutki obu monizmów takie same: niewola i niedorozwój społeczeństwa, a despocja głowy państwa.

Odrębność prawa publicznego i prywatnego pojawiła się najpierw w cywilizacji attyckiej, lecz dopiero Rzymianie rozwinęli je wszechstronnie i zrobili kamieniem węgielnym swych urządzeń. Jest to dualizm prawa, trwający przez cały okres republikański i pierwszy okres cesarstwa; w późniejszym atoli cesarstwie, przejąwszy się wpływami orientalnymi, przejęto również orientalny monizm prawny, przeważnie monizm prawa publicznego. Prawo prywatne bywało w późniejszym cesarstwie coraz bardziej utrącane przez publiczne; państwo wkraczało coraz bardziej w życie prywatne obywateli.

Monizm czy dualizm prawny - oto formuła zagadnień cywilizacyjnych w zrzeszeniach, które przeprowadziły emancypację rodziny i wytworzyły społeczeństwa zróżnicowane.

Największym zagadnieniem dalszego rozwoju stało się przyjęcie chrześcijaństwa. Wyłącznie tylko same ludy chrześcijańskie osiągnęły najwyższe szczeble w rozwoju wszystkich kategorii bytu, najwyższy rozkwit całego ąuincuxca. Kościół wytwarzał nową cywilizację łacińską, do której wcielał te pierwiastki cywilizacji rzymskiej, które dały się pogodzić z chrześcijaństwem. Oświadczył się zaś za dualizmem prawnym i za autonomią społeczeństwa wobec państwa. Nauka katolicka wymagała, żeby prawo państwowe stosowało się do religii, tj. do etyki. Papiestwo domagało się jednakowej moralności w życiu prywatnym i publicznym.

Legistom nasunęły się pierwsze wątpliwości, czy moralność da się stosować zawsze w życiu publicznym; potem zaś protestantyzm obwieścił, że to niewykonalne, że państwo i polityka zwolnione są od moralności. Tymi drogami wprowadzono na nowo monizm prawa publicznego. O ten problem walczy się dotychczas. Taki jest zrąb historii w stosunku do państwa i społeczeństwa. Obecnie zwolennicy cywilizacji łacińskiej mają obowiązek sięgający w głębiny bytu ludzkiego, żeby bronić prawa prywatnego przed pożarciem go przez prawo publiczne, żeby przywracać dualizm prawny w całej rozciągłości, zdobywając z powrotem pozycje, zagarnięte przez monizm.