Mieszanki

Każda cywilizacja póki jest żywotną, dąży do ekspansji, toteż gdziekolwiek zetkną się z sobą dwie cywilizacje żywotne, walczyć z sobą muszą. Wszelka cywilizacja żywotna, nie obumierająca, jest zaczepna. Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona.

Jeżeli cywilizacje mieszczą się obok siebie w obojętnym spokoju, widocznie obie pozbawione są sił żywotnych. Wypadek taki kończy się często kompromisem w jakiejś mieszance mechanicznej, w której nastaje obopólna stagnacja, a z niej wytworzy się z czasem istne bagnisko cywilizacyjności.

Z reguły walka cywilizacji trwa długo. Sąsiadujące cywilizacje zachodzą jedna na drugą i pierwiastki tej mogą przechodzić w tamtą, wytwarzając mieszankę cywilizacyjną w stopniu mniejszym lub większym.

Cywilizacja słabnąca przyjmuje coraz więcej składników cywilizacji o mocniejszym naporze. Jest to wprowadzenie ciała obcego we własny organizm, z czego muszą nastąpić schorzenia. Ani społeczeństwo nie może być urządzane równocześnie według rozmaitych struktur społecznych, ani państwo zaprowadzić u siebie rozmaitych państwowości.

Gdy zabraknie współmierności, upaść musi wszelkie zrzeszenie, od najdrobniejszych do największych, od rodziny aż do cywilizacji. Musi zachodzić jednolitość metody zrzeszenia; mieszanka psuje strukturę.

Świadczy a tym cała historia powszechna.

Hellenistyczna cywilizacja narażona była od początku na szereg mieszanek, aż w końcu syryjskie wymysły usadowiły się w samym Muzeum aleksandryjskim. W Rzymie zaczęły się mieszanki od drugiej wojny hannibalowej (wprowadzenie Cybeli), aż doszło do tego, że prawem miało być to, quod principi placuit, zupełnie jak w Oriencie. Imperium zamieniło się w despocję o programie... pretoriańskim. Walka pomiędzy rzymskim dualizmem prawniczym a monizmem orientalnym toczy się aż do IV w. po Chrystusie z wynikiem coraz gorszym dla Rzymian. Znać w pandektach i w "kodeksie" ścieranie się i mieszanie dwóch prądów. Nastąpiła rozbieżność państwa i społeczeństwa, co stanowi cechę Orientu. To właśnie zniszczyło cywilizację rzymską, dotarłszy do Rzymu z bogami syryjskimi. Potem cesarstwo wschodnie poddało się najzupełniej wpływom wschodnim, podczas gdy papiestwo oczyszczało resztki cywilizacji rzymskiej z nalotów orientalnych.

Silna była ekspansja cywilizacji bizantyjskiej ku Zachodowi, a najsilniejsza w Niemczech. Tam atoli nie powstają mieszanki, lecz duże cywilizacje, łacińska i bizantyńska, odcinające się od siebie stanowczo, zwalczając się wzajemnie. Obóz łaciński (papieski) broni autonomii księstw ludowych, bizantyjski zaś (cesarski) dąży do jednostajnej centralizacji. Gdy kultura bizantyńsko-niemiecka już podupadła, wzmocnił ją na nowo i podniósł wysoko Zakon Krzyżacki i wyłonione z niego księstwo, a następnie królestwo pruskie.

Mieszanka cywilizacyjna powstała we Francji, dzięki szkole legistów, w której mieszały się pojęcia prawnicze bizantyńskie z łacińskimi. Walka z autonomią prowincji czyniła we Francji zatrważające postępy i wytwarzało się stopniowo zaiste zamiłowanie do jednostajnej państwowości. Od Wielkiej Rewolucji Francuskiej szerzy się mieszanka po całej Europie i dokonuje się ogólny rozkład. Zalewa nas etatystyczny ustrój bizantyński, a olbrzymie są wpływy cywilizacji żydowskiej, w której prawo jest wszystkim. Formułki prawnicze zamiast sumienia, formułki zdane na samowolę każdorazowej władzy, toć wyraźny bizantynizm. W całej Europie zmieszały się trzy cywilizacje: łacińska, bizantyńska i żydowska. Wobec braku współmierności metoda zachodzi na metodę: jakżeż takie zrzeszenia mają wykształcić w sobie kulturę czynu, tj. zdobyć się na szereg czynów rozumnych? Każdy składnik takiej mieszanki ma odmienny kierunek, toteż zrzeszenie takie rzuca się to w tę stronę, to w ową, lecz ogólnego kierunku nie ma. Obija się o rozmaite kierunki, a jedyną skuteczną pracą w nim jest psucie tego wszystkiego, cokolwiek zrobił ktokolwiek inny.

Ilekroć zatraci się kierunek, popada się w obłęd linii kołowej, w kołobłęd. Po wielu mozołach powraca się do punktu wyjścia. Tak dzieje się podczas zamieci śnieżnej. Człowiek ranny w serce, obróci się w kółko, zanim padnie. Oślepione ptactwo kołuje koło latarni morskiej. Historia dostarcza aż nadto przykładów kołobłędów, wręcz przeraźliwych.

Stary światopogląd syryjski, oparty na magii i dowolnościach wyobraźni, i nie pragnący nigdy niczego udowadniać, przystraja się w rozmaite pozory hellenistyczności i wtenczas niszczy cały "klasyczny" dorobek Azji Mniejszej.

Istnym wirem kołobłędów były czasy nazwane przez Horacego "magnum delirium" (122-30 przed Chrystusem). Kołowało się pośród frazesów o arystokracji, demokracji, o wolności republikańskiej itp., a w rzeczywistości chodziło o to, czy zachować jedność imperium z warunkiem, że Orient będzie mieć stanowisko panujące. Cezar chciał założyć dynastię, której stolicą miała być Aleksandria. Zamordowano go, a wywołano Antoniusa, który dążył do tego samego. Vergilius doskonale pojmował bitwę pod Actium, jako rozprawę Zachodu ze Wschodem. Niebawem miano wyrzekać, że "Orontos wpada do Tybru".

Gdyby po upadku republiki imperium było się od razu rozdzieliło na zachodnie i wschodnie, nie byłaby upadła cywilizacja rzymska, a cesarstwo zachodnie byłoby się utrzymało. W okresie owym zastrzegano się przeciw samowładztwu, ale pułki zwerbowane służyły właśnie absolutyzmowi. Wszyscy zaś chcieli ratować włościan. Zwolniono chłopa od ciężarów wojskowych, ale konfiskowano mu majątek na osady "weteranów".

Potem nastała fikcja "nowego Rzymu". Sam Konstantyn W. zawłaszczał sobie władzę absolutną także w sprawach religijnych, a potem Justynian doprowadził do szczytu statolatrię. Powstała wówczas ideologia bizantyńskiego katolicyzmu: patriarcha Manes przestrzega jedności dogmatycznej z Rzymem, lecz cezaropapizm jest dla niego niemal również dogmatem, a życie publiczne nie podlega żadnej etyce. Ale też kiedy Justynian odzyskiwał orężem Italię, wielki Cassiodor oświadczył się przeciw Bizancjum, przenosząc nad nie władztwo ostrogockie.

Gdy antagonizmy egipskie i syryjskie przeciwko Bizancjum kryły się pod maską religijną wielkiej herezji, dwór cesarski raz wraz zmieniał swe sympatie, jakby goniąc na ślepo od słupa do słupa. Potem próbowano zlepić chrześcijaństwo z islamem, z czego "synteza": obrazoburstwo. Już to palono obrazy, już to malowano nowe. Z Rzymem już to zawierano unię, już to wytykano mu, że jest "najgorszą z herezji". W typowym kołobłędzie doczekano się cesarstwa łacińskiego.

Roztrząsanie spraw publicznych za pomocą dogmatyki stanowi cechę bizantyńską. Ta szkoła teologiczno-polityczna pozyskała Wiklefa w Anglii, następnie Husa w Czechach. Hus stał się przewodnikiem ruchu narodowego, antyniemieckiego; lecz co za kołobłęd! Ten sam Hus stanął na stanowisku skrajnie imperialistycznym, nie chcąc uznawać papieża, bo uważał papiestwo za dzieło cesarzy. Teza jego, że osoba piastująca urząd, a zwłaszcza kapłan popadłszy w grzech śmiertelny traci władzę, mieściła zarodek anarchii; toteż husytyzm wydał sektę adamitów. Niemcy narzuciły Czechom wojny religijne, a Czesi swoje wojny domowe przybrali też w szaty religijne. Cały czeski ruch narodowy zapadał się w bizantyńskich prądach, aż doszło się do najściślejszej łączności z kulturą bizantyńsko-niemiecką. W końcu w bitwie na Białej Górze poległy Czechy wcale nie za czeską sprawę, lecz za bizantyńsko-niemiecką.

W Anglii zupełnie po bizantyńsku wyznawano, co rząd każe, za Henryka VIII, Edwarda VI, Marii katoliczki i Elżbiety anglikańskiej. W dwa pokolenia potem znaleziono punkt zaczepienia w Starym Testamencie i z największym terrorem jęto się urządzać Anglię po starozakonnemu.

Przykry jest kołobłęd włoski. Przedsłannicy jedności idei narodowej włoskiej zjawiają się już od końca XIII w.; należał do nich także Dante. W XV w. powiązały i poplątały się w tym zawikłaniu sprawy ekonomiczne i nieodłączne od nich socjalne, tudzież najazdy i podboje cudzoziemskie, co pociągało za sobą chroniczną ex lex. Na tym tle wybujał kondotieryzm. Wmawiano w siebie, że ten lub ów ród kondotierski mógłby być powołany do zjednoczenia włoskich krajów i zezwalano mu na wszelkie zbrodnie w mniemaniu, że na zbójeckich rządach zyskuje przyszłe zjednoczenie Italii, gdy zbrodniarz będzie rozszerzać coraz bardziej granice swego panowania. Cezara Borgię opiewano, jako męża opatrznościowego do wskrzeszenia cesarstwa rzymskiego.

Książęta kondotierscy wyzyskiwali dla spraw własnych sprawę włoską, pozostając dla niej całkiem obojętnymi. Po pewnym czasie oświadcza taki Ariosto, patriota najgorętszy: "Książęta nakładają na Włochów jarzmo równie ciężkie, jak obcy barbarzyńcy. Wszystko jedno zresztą, kto nas uciska". Nowe najazdy odrąbały większą połowę Włoch - bez protestu ludności. Pojawia się zasada legitymizmu dynastów włoskich i nie włoskich, ubezpieczających się wzajemnie. Włochy stały się dla Europy pojęciem geograficznym, a w narodowość włoską nikt nic wierzył. Dzięki kondotierskiej państwowości Włochy utraciły niepodległość na całe wieki, rozdrapane przez władców obcych i "swoich".

Obok politycznych, objawiły się skutki moralne. Prawo publiczne oddziałało na prywatne. Zbyt długo rządzono we Włoszech zbrodniczo, iżby z terroru władców nie miał powstać terror zbirów prywatnych. Przez około sto lat plagą i hańbą Włoch był zorganizowany bandytyzm, istna kopia dziejów kondotierstwa; czyż pierwszymi bandytami nie byli panujący włoscy w dobie renesansu? Tysiące Włochów próbowało kondotierstwa na małą skalę, zrazu jako opryszki przydrożne, następnie jako władcy powiatowi, nakładający stałe haracze na okoliczne miasteczka i folwarki.

We Francji opinia publiczna oświadczała się coraz dobitniej za centralizmem i za podporządkowaniem społeczeństwa państwu. W końcu wielka rewolucja ścięła króla za "tyranię" i nadała tyranię parlamentaryzmowi, z czego wytworzyło się despotyczne cesarstwo. Z Rzymem zerwano, lecz Napoleona koronował papież. Przez cały wiek XIX Francja "christianissima" kuła ustawy antykatolickie. Coraz bardziej stosowano się w tym do formułek i działano apriorystycznie, nie dbając o rzeczywistość. Znać w tym wzrost wpływów cywilizacji żydowskiej; coraz więcej umysłów myślało żydowskimi metodami. Od "wielkiej rewolucji" zapada cała Europa na coraz gorsze pomieszanie cywilizacji. Oto przyczyna wszelkich kryzysów.

Niemiecki bizantynizm rozszerzył się na Rosję za Piotra W. przyczyniając się tym wielce do wydoskonalenia turańszczyzny.

Wkrótce umysłowość turańska znajdowała w filozofii niemieckiej zadatki swego przyszłego w Europie rozwoju. Fichte jest poprzednikiem bolszewizmu, a Marksa wyprzedził w niejednym o pół wieku. Zwrócił się zasadniczo przeciw personalizmowi, a w r. 1812 domagał się już państwa jednoklasowego. Z drugiej strony powstawały w Niemczech równocześnie elementy poczucia narodowego. Był to wtręt cywilizacji łacińskiej, a "syntezą" z tego stało się późniejsze odkrycie, że istnieje "deutschpreussiche Nation".

Napór wpływów zachodnioeuropejskich na Rosję, zwiększony od połowy XIX w., miał ten skutek, że powstała tam doktryna o "zgniłym Zachodzie", wspólna konserwatystom rosyjskim i rewolucjonistom.

Ciekawym przykładem kołobłędu są Rumuni. Chcą należeć do cywilizacji łacińskiej i szczepu romańskiego, ale z prawosławiem. Wyobraźmy sobie Hiszpana, Włocha, Francuza... prawosławnego!

W przeciwieństwie do filosemickiej Francji była Rosja państwem najbardziej antysemickim. W końcu całe imperium rosyjskie zamieniło się w państwo żydowskie i zabrało się do tworzenia dalszych takich państw na ziemiach ościennych. Lecz szczyt kołobłędu przypadł Niemcom: wytworzywszy państwowość jak najzacieklej antysemicko-hitlerowską- przejęli się sami na wskroś całą ideologią żydowską.

Mussolini obwieszczał odrodzenie cywilizacji rzymskiej, a zabierał się do wszystkiego typowo po bizantyńsku i przystał do obozu politycznego, zwalczającego cywilizację łacińską.

Czyż czasów tych nie można by nazwać "delirium maximum"?

Rozmaite mieszanki europejskie w tym zawsze były zgodne, że wykluczają etykę z życia publicznego. Sprzymierzały się też cywilizacje bizantyńska, turańska i żydowska i tworzyły rozmaite sojusze przeciwko cywilizacji łacińskiej.

W Europie wytworzył się istny zator cywilizacyjny, dzięki panowaniu mieszanek cywilizacyjnych.