Syntezy religii

Nieprzyjaciele idei narodowej, kosmopolici najwyższych stopni "planują" jedność polityczną i socjologiczną rodzaju ludzkiego przy strychulcowej jednostajności. Rzecz znamienna, że reformatorzy ci należą zarazem do wyznawców trzech monizmów: przyrodniczego, filozoficznego i prawniczego, a w ogóle stosują się do gromadnościowego szeregu pojęć naczelnych. Część kosmopolitów działa z motywów szlachetnych. Przyświeca im idea syntezy religii i cywilizacji. Upatrując w różnicach cywilizacji religijnych przeszkodę do jedności i braterstwa ludzkości całej, postanowili wykrzesać religie powszechne, jako syntezę istniejących obecnie. Są przekonani, że obniżając największe zapory do jedności ogólnoludzkiej, działają na rzecz ogólnoludzkiego braterstwa. Nie wiedzą, że są już starej daty, bo pochodzą z okresu diadochów. Na próżno jednak próbowano przerobić Zeusa na Serapisa, żeby mieć sztuczne religie uniwersalne. Potem w cesarstwie bizantyńskim obmyślano syntezę muzułmańsko-chrześcijańską, która atoli nie zainteresowała muzułmanów, a wywołała obrazoburstwo.

Najżyźniejsza jednak gleba dla syntez religijnych znalazła się w Indiach. Sam atoli umysł religijny wyrodził się już dawno w obłędy religijne, które stamtąd przenosiły się do Syrii i dalej na Zachód. Orient syberyjski odznaczał się rzezańcami, korybantami, a kult ten dotarł do Grecji i do Rzymu aż na tron cesarski. W średnich wiekach tam też powstali derwisze "wyjący" i całe klasztory "tańczących". Sam kult zboczeń umysłowych znany jest na obu półkulach, u kaboklów brazylijskich, w Azji centralnej, w Algierze. Z Azji turańskiej przedostał się do islamu, aż do Eurazji. W Rosji cieszy się wielkim poważaniem "jurodiwyj", tj. nawiedzony przez Boga wariat.

Jeżeli nie obłędem innego rodzaju, w każdym razie absurdem jest mniemanie, że można sporządzić syntezę religijną. Trzeba nie pojmować samej natury religii, ażeby przypuszczać, jako można kilka religii odpowiednio przykroić, ociosać, i z dobranych stosownie części utworzyć religię dla wszystkich.

Takie przyciosywanie i dobieranie dokonuje się od tysiąca blisko lat pośród prostaczków w Eurazji. Niezdatni rozumieć religii, a mający koło siebie dwie, zawsze czerpali trochę stąd, trochę zowąd i nieświadomie zgoła wytwarzali mechaniczną mieszaninę religijną. Nazywa się to po rosyjsku "dwojewierje".

Przejawia się ono w Rosji nie tylko w samej religii: znane jest we wszystkich dziedzinach życia prywatnego i publicznego. Ciężkie to rozszczepienie ducha pochodzi z Indii, gdzie do "dwojewierja" wiedzie teoria "awatarów". Personifikuje się pewien przymiot któregoś bożka, z czego powstaje szybko nowy bóg. Wytworzyło się to głównie przy kulcie Wisznu. Jednym z carów stał się nawet Chrystus, podobnież jak Budda.

Z Indii pochodzą też dawne próby syntezy religijnej pomiędzy braminizmem a islamem. Żyjący w XIV czy XV w. w Benares muzułmański mistyk i poeta, Kabir, uważany przez obie strony za świętego, atakował Koran i Wedy, usiłując wprowadzić jakiś monoteizm. Następuje założenie sekty Sikhów przez Nanaka, na przełomie XV i XVI wieku. Chodziło (już wówczas) o zlanie się islamu indyjskiego z braminizmem. Po rozmaitych kolejach, sekta urządziła się w połowie wieku XVIII po wojskowemu i stanowi dotychczas największe oparcie sił wojennych angielskich w Indiach.

Z chrześcijaństwem poszukiwał syntezy ostatni awatara Ramakriszna, w ostatniej ćwierci XIX wieku. Szerzył propagandę głównie wśród protestantów amerykańskich, katolików niemal całkiem nie tykając.

Indie zmierzały nieraz ku "trojewierju", pragnąc syntezy braminizmu, islamu i chrześcijaństwa. Na czele tych reformatorów kroczy cesarz Akbar (1542-1556), z dynastii "wielkiego mogoła", dbały o jedność religijną swych poddanych. Takim "trójwiercą" był też Ram Mahum Roy, wprowadzający w r. 1814 religię eklektyczną. W pierwszej ćwierci XX w. Sahdi Sungar Singh ochrzcił się w anglikanizmie i głosił mieszaninę religijną, np. trzy nieba. Prób takich było więcej, a jedynym skutkiem powiększanie olbrzymiej ilości religii w Indiach. Chulas Ahmada twierdził, że od r. 1876 otrzymał objawienia. Zrazu bronił islam przeciw chrześcijaństwu, lecz około r. 1890 obwieszczał się nowym mesjaszem, jedynym przyobiecanym i przez koran i przez ewangelię. W roku 1907 ogłosił się wcielonym kriszną. Sekta jego "ahmadiya", szerzyła się wielce za jego syna i rozporządzała około r. 1930jedenastu pismami. Według tej nauki Mahomet nie zakończył szeregu Proroków, do którego należy wraz z Zoroastrem, Buddą, Kriszną, Ramą i Jezusem. Jezus żył jeszcze, gdy Go składano do grobu; wyleczony przez uczniów, udał się do Kaszmiru i tam spokojnie dokonał żywota. Ghulam Ahmet był ciągiem dalszym ducha Jezusowego, mesjaszem chrześcijan i odnowicielem (mahdi) islamu. I lość wyznawców ahmedyzmu doszła podobno do miliona. W Londynie mają meczet od r. 1924.

Jakieś zamiłowanie do mieszanki religijnej wieje z tych Indii, gdzie czci się odciski w gruncie, jako ślad stopy Bramy, Buddy lub Mahometa. Islam popadł bardziej pod wpływy hinduskie, niż sam zmodyfikował pewne wyznania bram i ni styczne. Na nic nie zdały się wysiłki muzułmanów, by Hindusów zrobić monoteistami: przybył tylko nowy bóg, Mahomet, u niektórych też bóg Ali. Antagonizm zaś sunnitów i szyitów jest w Indiach znacznie większy niż między braminizmem a islamem.

Zachcianki syntezy udzieliły się Mongołom. Temudżyn obmyślił religię wspólną dla wszystkich swych poddanych, a więc rządową, a kultem "łani świetlanej", amalgamat buddyzmu, braminizmu, lamaizmu i nestorianizmu. Eksperyment zawiódł.

Eksperymenty "wielowierja" znajdą się i w Japonii. W r. 1918 Nusakodżeg, z garstką 150 uczniów założył na wyspie Kinsiu bractwo humanitarno-wegeteriańsko-pacyficzne, obchodzące pięć świąt rocznie: Nowy Rok, Narodzenie Buddy, Chrystusa Pana, Rodina i Tołstoja.

W Europie zagadnienie syntez religijnych pojawiło się dopiero w XVI w. skutkiem rozszczepienia się protestantyzmu. Siedemnaście dogmatyk dostarcza niemało pola do kombinowania syntez. Ani wojna 30-letnia nie zdołała ich zjednoczyć. Dopiero, gdy Hohenzollernom stawała się uciążliwa dwuwyznaniowość ich protestanckich poddanych, Fryderyk Wilhelm I rozkazał wyrzec się kalwińskiego dogmatu o predestynacji, wprowadzając natomiast kalwińskie urządzenia administracji kościelnej, z czego ostatecznie ulepiono w r. 1817 "Die Kirchenregimentliche Union", a w r. 1826 "Unionskirche" religie rządowe niemieckich państw i państewek protestanckich.

Syntezy protestantyzmu z prawosławiem próbowano na Rusi "Koronnej" pod koniec XVI w. Cerkiew jest autorytatywna, a protestantyzm głosi wolną interpretację Pisma Św. Pomysł był więc absurdalny. W sam raz na tej samej Rusi południowej zjawiło się nieco przedtem, pod wpływem polskim, poczucie narodowe (pierwsze we Wschodniej Słowiańszczyżnie), lecz skoro złączyło się z niefortunną syntezą religijną(akademia ostrogska), upadło wraz z nią, nie przetrwawszy ani połowy XVII w.

Prób ze strony katolickiej do odzyskania protestantów nie można uważać za dążenia do syntezy. Trwały te zachody długo, aż do Leibnitza i Bossueta, lecz działacze katoliccy nic przypuszczali nigdy "ustępstw" z dziedziny dogmatycznej, a dyskusje ograniczały się z ich strony do kwestii eklezjologicznych.

Nowy wylew zapatrywań starozakonnych stwierdzono z kilku stron równocześnie w kalwinizmie. Cromwell szukał porad politycznych w Starym Zakonie i rżnął przeciwników, jako "nowych Amalekitów". Ze strony żydowskiej są wpływy Eurazji: sekta "żidowstwujuszczich" w XV w. (wikłająca się z bogomilstwem) i sabatyści w gubernii permskiej. W Polsce szerzyła się tajemnicza sekta "birbaków", którzy czczą Chrystusa Pana. Przed dwudziestu laty szerzyła się na Śląsku Cieszyńskim wśród ewangelików jakaś sekta, obchodząca szabasy.

W ostatnim pokoleniu przedsięwzięto próbę syntezy buddyjsko-chrześ- cijańskiej. Jest to tzw. "antropozofia", założona w Niemczech przez Rudolfa Steinera w r. 1913, jako secesja od teozofii. Sekta ta twierdziła (nic wiadomo, czy przetrwała wojny), że są chrześcijanami, lecz wierzą w inkarnacje powrotne i w wędrówkę dusz, ujętą nieco odmiennie. Antropozofia posiadała własne budownictwo, rzeźbę, tańce (eurytmie), dramat, swoją medycynę, astronomię, pedagogię, ekonomię, socjologię, swój własny system społeczny. Zabierano się do wytworzenia nowej cywilizacji! Steiner uznawał trzech filozofów, jako wielkie filary cywilizacji: Arystotelesa, Św. Tomasza z Akwinu i Hoene-Wrońskiego. Ten jest "szczytowym zjawiskiem", ostatecznym dorobkiem filozofii i po nim dalszej filozofii w znaczeniu rozwojowym "być nie może". Wiadomo zaś, że ideałem Wrońskiego była synteza religii, a czerpał obficie z kabały.

Katolicy nigdy nie byli czynni przy tej robocie. Znają wybornie ideał jednej owczarni i jednego pasterza, lecz rozumieją to, jako powszechne nawrócenie się ludów na katolicyzm. Mogą się różnić tylko co do metod nawracania. Jeżeli czasem wezmą udział w jakim kongresie panreligijnym (kiedy on jest kompletny?!), pozostają obserwatorami. Przebieg wszystkich tych kongresów stwierdza, że są one chybione w samej zasadzie; żaden z nich nie wydał dotychczas najmniejszego owocu; a co uchwalono pięknego, pozostało na "papierze".

Pomiędzy religiami nie ma syntez i być nie może. A między cywilizacjami?