Odruchy i instynkty

Najprostszą postacią czynu jest odruch, albo ściślej się wyrażając, ruch odruchowy, gdyż odruch (refleks) w obszernym znaczeniu tego wyrazu może się ujawniać nie tylko w postaci ruchu, lecz także w wydzielaniu, oraz innych przejawach życia. Ponieważ tutaj wyłącznie nas interesuje ruch, czyn, przeto pod nazwą odruchu w ścisłym znaczeniu pojmować będziemy tylko ruchy odruchowe (reflektorne). Odruchem więc nazywamy ruch, który występuje stale bez udziału woli, na skutek działania podniety zewnętrznej lub wewnętrznej; innymi słowy, odruch jest to stała, mimowolna odpowiedź ruchowa ustroju żywego na działanie podniety, zależna wyłącznie od organizacji. Jeżeli szybko zbliżymy palec lub jakikolwiek przedmiot do gałki ocznej, to powieki mimo woli się zamykają; jeżeli oko oświetlimy nagle snopem promieni światła, to źrenica oka zwęża się. Otóż zamykanie powiek i zwężenie źrenicy w powyższych przykładach stanowią typowe odruchy, tj. stałe mimowolne oddziaływanie ruchowe na zastosowane podniety. W naszym ustroju wywołać możemy cały szereg podobnych odruchów, że tu wspomnę tylko kichanie, kaszel, mimowolne kurczenie nogi przy łechtaniu podeszwy itp.

Mówiliśmy, że odruchy zależą od organizacji. Fizjologia już dawno ustanowiła, że odruchy dochodzą do skutku wtedy, kiedy zachowany jest tzw. nerwowy łuk odruchowy, polegający na połączeniu dwóch neuronów: czuciowego i ruchowego. Podnieta działa przede wszystkim na obwodowe zakończenia neuronu czuciowego: podrażnienie, tym sposobem wywołane, przenosi się w kierunku dośrodkowym z biegiem nerwu czuciowego i dochodzi do jego połączenia z neuronem ruchowym. Następnie to samo podrażnienie przenosi się na neuron ruchowy i z biegiem jego włókien dosięga mięśni obwodowych, których skurcz powoduje. Mamy więc tu do czynienia z łukiem odruchowym o dwóch powiązanych ze sobą ramionach: dośrodkowym - czuciowym i odśrodkowym - ruchowym.

Doświadczenie poucza nas, że jeżeli ten łuk w którymkolwiek miejscu jest przerwany, odruch do skutku nie dochodzi. Tak się dzieje u wszystkich zwierząt wyższej organizacji. Przeciwnie, u zwierząt, stojących na bardzo niskim szczeblu organizacyjnym, np. u robaków, u żachw itp., przecięcie łuku nerwowego odruchowego, a nawet zupełne jego zniszczenie, nie powstrzymuje odruchów, jak to pokazały doświadczenia Loeba. Tutaj podrażnienie - po usunięciu łuku odruchowego - przenosi się z obwodu do elementów kurczliwych (mięśni) przez inne komórki ustroju, niezupełnie jeszcze zróżnicowane. U zwierząt wyższej organizacji komórki ulegają zupełnemu zróżnicowaniu, następuje, że tak powiem, zupełny podział ich pracy, wskutek czego przewodnictwo podrażnienia jest uskuteczniane wyłącznie przez elementy nerwowe, przez nerwowy łuk odruchowy. Toteż u nich zniszczenie lub przerwa łuku odruchowego znosi odruchy.

Z powyższych uwag wynika, że organizacja łuku odruchowego służy tylko do przewodnictwa podrażnienia z obwodu do elementów kurczliwych organizmu żywego i, sama przez się, nie stanowi właściwego źródła i istoty odruchu. Istota odruchu polega na zasadniczych właściwościach żywej materii, mianowicie na jej pobudliwości i na przewodnictwie podrażnienia. Stąd możliwe są także odruchy i bez udziału układu nerwowego. Na okoliczność tę zwrócił po raz pierwszy uwagę znany fizjolog amerykański Loeb, wykazując bliskie pokrewieństwo, a nawet zasadniczą tożsamość pomiędzy odruchami a tzw. tropizmami[1].

Pod nazwą tropizmu pojmujemy zmiany ruchowe, zachodzące u roślin pod wpływem pewnych podniet. Najciekawszym i najwcześniej zaobserwowanym zjawiskiem takim jest tzw. heliotropizm. Jeżeli roślinę ustawimy tak, że światło słoneczne będzie na nią padało tylko z jednej strony, to po pewnym czasie zauważyć możemy, iż wierzchołek łodygi zakrzywia się i zwraca w stronę padającego światła. Zjawisko to wyraźnie obserwować można zwłaszcza na roślinach młodych, szybko rosnących. Na tych samych roślinach, hodowanych na płynnych podłożach, można stwierdzić inne jeszcze zjawisko, mianowicie, że przy jednostronnym padaniu światła kierują swe korzenie w stronę przeciwną, zaciemnioną. Stąd mówimy, że łodyga posiada heliotropizm dodatni, korzenie zaś - heliotropizm ujemny.

Inne podobne zjawisko stanowi tzw. geotropizm. Jeżeli młodą roślinę położymy poziomo, to wkrótce stwierdzić możemy, że w dalszym ciągu korzeń zakrzywia się i rośnie w dół, łodyga zaś w gorę. Badania eksperymentalne wykazały, że podnietą, powodującą to zjawisko, jest siła ciążenia ziemi i stąd otrzymało ono nazwę geotropizmu. Korzenie roślin przy tym okazują geotropizm dodatni, łodyga zaś ujemny.

Tropizmy są bardzo rozpowszechnione w świecie organicznym; występują nie tylko w organizmach przytwierdzonych do miejsca (w roślinach), lecz także w ustrojach swobodnie poruszających się niższego rzędu, np. u wiciowców, wymoczków, owadów, raków itp. W tym ostatnim przypadku tropizmy ujawniają się w postaci ruchów, odbywających się przymusowo w pewnych oznaczonych kierunkach; niektórzy biologowie nadają im odrębne miano "taxis", co jest poniekąd zbyteczne, gdyż w istocie swej ruchy te nie różnią się niczym od typowych tropizmów, spotykanych u roślin. Zarówno tropizmy jak taksisy powstają jednakowym sposobem, wskutek jednostronnego działania podniety. Ażeby te zjawiska mogły powstać, muszą istnieć, zdaniem Loeba, dwa warunki: 1) powierzchnia ciała zwierzęcia lub rośliny musi zawierać elementy o swoistej pobudliwości i 2) budowa ciała musi być symetryczną. Jeżeli do tego dodamy, że symetryczne elementy powierzchni ciała mają pobudliwość jednakową, asymetryczne zaś różną, to możemy w dostateczny sposób wytłumaczyć wszystkie powyżej wspomniane przymusowe ruchy.

Podnieta działająca jednostronnie pobudza lub paraliżuje elementy pobudliwe z jednej strony ciała, wskutek czego następuje niejednakowy wzrost lub niejednakowy skurcz obydwóch stron ciała. Jeżeli podnieta ma działanie porażające pobudliwość, to elementy kurczliwe na stronie przeciwnej ciała w czynności swej przeważają; ustrój więc żywy wygina się w stronę przeciwną działaniu podniety i przez to również oddala się od źródła podrażnienia. Mówimy wtedy o tropizmie ujemnym. Jeżeli podnieta jednostronna pobudza elementy kurczliwe, to czynność ich wzmaga się i przeważa nad czynnością symetrycznych elementów strony przeciwnej. Następuje więc wyginanie się ciała w stronę działającej podniety, zbliżanie się do niej i ostatecznie mamy do czynienia z tropizmem dodatnim.

Biologowie w ostatnich kilku dziesiątkach lat odkryli i opisali cały szereg tropizmów, które ze względu na rodzaj działającej podniety nazwano: chemotropizmem (podniety chemiczne), termotropizmem (ciepło jako podnieta), galwanotropizmem (prąd galwaniczny jako podnieta), stereo albo tigmotropizmem (powierzchnia ciał stałych jako podnieta), chromotropizmem (barwa jako podnieta) itp. Wszystkie te tropizmy mogą być dodatnie i ujemne, co, jak już wiemy, zależy od sposobu działania podniet na elementy pobudliwe ustroju. Zjawiska powyższe zwróciły na siebie powszechną uwagę dlatego, że tłumaczą nam w dostateczny sposób wiele zagadkowych dotychczas zjawisk ruchowych u istot żywych. Mucha np. składa jaja tylko na pewnych podłożach, mianowicie na gnijącym mięsie, serze i tym podobnych organicznych substancjach, zawierających azot. Ma to ważne znaczenie dla zachowania gatunku, gdyż larwy muchy karmią się tymi substancjami i tylko przy ich obecności mogą się rozwijać. Zjawisko to może być łatwo wyjaśnione w następujący sposób: lotne związki chemiczne, wydzielane z gnijącego mięsa, działają na muchy samice chemotropicznie; zbliżają się one więc do mięsa i składają na nim odruchowo jaja.

Chemotropizm odgrywa także wielką rolę w zjawisku zapładniania. Eksperymenty botanika Pfeffera przekonywają nas o tym w sposób dostateczny. Pouczającym jest również prosty eksperyment dokonany i opisany przez Loeba[2] . "Motyla samiczkę rzadszego względnie gatunku, mówi ten autor, umieściłem w zupełnie zamkniętym pudełku od cygar. Zawiesiłem pudełko w pokoju, którego okno było otwarte, na połowie wysokości pomiędzy sufitem i podłogą. Z początku, jak okiem sięgnąć, nie widać było nigdzie ani jednego motyla tego gatunku. W niespełna pół godziny ukazał się motyl samczyk tego samego gatunku. Znalazłszy się na wysokości okna, zatrzymał się i zaczął się do niego zbliżać. Frunął do pokoju i, nie wzbijając się pod sufit, ani spadając na podłogę, zaczął krążyć na wysokości pudełka, przybliżył się i usiadł na nim. W ciągu kilku godzin przyleciały jeszcze dwa samczyki tego gatunku i siadły na pudełku. Motyle, kończy Loeb, muszą posiadać niesłychanie delikatną pobudliwość chemiczną, która przewyższa może nawet wrażliwość psów gończych".

Wspominaliśmy już poprzednio, że pomiędzy odruchem i tropizmem istnieje wielkie podobieństwo, że sprawy te w istocie swej stanowią ten sam przejaw życia, mianowicie odpowiadanie zmianami ruchowymi na zmiany, zachodzące w otoczeniu. Odpowiadanie zmianami na zmiany otoczenia stanowi ogólną cechę wszelkiej materii żywej; na tej własności oparł nawet Spencer swoją definicję życia. Nic więc dziwnego, że cechę powyższą spotykamy już na najniższych szczeblach organizacji i że w miarę rozwoju ulega ona coraz większemu doskonaleniu się. Tropizmy u roślin i u zwierząt niższej organizacji, jak np. u polipów, żachw, robaków, odbywają się względnie wolno, tymczasem reakcje odruchowe u zwierząt, wyżej stojących na drabinie rozwoju, ujawniają się najczęściej bardzo szybko, nieraz prawie momentalnie. Odruchy więc stanowią doskonalszą formę pierwotnych tropizmów. Ich doskonałość w porównaniu z tropizmami polega na tym, że przewodnictwo podrażnienia odbywa się tu przez łuk odruchowy, przez tkankę nerwową, specjalnie do przewodnictwa przystosowaną. Większa pobudliwość elementów tkanki nerwowej oraz szybsze po niej przewodnictwo podrażnienia sprawiają, że odruch stanowi doskonalsze przystosowanie ustroju do zmiennych warunków otoczenia. Toteż postępując po drabinie filogenetycznego rozwoju, widzimy najpierw czyste tropizmy bez udziału tkanki nerwowej, następnie tropizmy pomieszane z odruchami, a w końcu same tylko odruchy, które zastępują zupełnie tropizmy i bez udziału układu nerwowego nie mogą być dokonane.

Odruchy skombinowane stanowią tzw. instynkt. Pomiędzy odruchem i instynktem istnieje tylko różnica ilościowa, lecz nie jakościowa. "Kiedy w odruchu prostym, mówi Spencer[3] , jedno wrażenie prowadzi za sobą jeden tylko skurcz, a w postaciach więcej rozwiniętych czynności odruchowej pojedyncze wrażenie wywołuje kombinacje skurczów, to w tych postaciach, które odróżniamy pod nazwą instynktu, z kombinacji wrażeń powstaje cała kombinacja skurczów". Stąd autor ten instynktem nazywa czynność odruchową złożoną, skombinowaną. Takie ściśle obiektywne pojmowanie instynktu zyskuje w obecnym czasie coraz więcej zwolenników. Cytowany już przez nas fizjolog, Loeb tak się w tej sprawie wyraża: "Rozróżnianie odruchu od instynktu jest czysto konwencjonalne. W obydwóch przypadkach mamy do czynienia z odczynem na zewnętrzne podniety albo warunki. Mówimy o odruchu, gdy reaguje tylko oddzielny narząd lub grupa narządów, natomiast instynktem nazywamy reakcje całego zwierzęcia". Definicja jednak Spencera wymaga pewnego sprostowania. Nie zawsze instynkt powstaje jako oddziaływanie ruchów na kombinację wielu wrażeń, nieraz jedno wrażenie, jedna podnieta wystarcza, aby wywołać czynność instynktową. Toteż słuszniejszą niewątpliwie będzie definicja Minkiewicza[4] , który instynktem nazywa nie odruch złożony z wielu wrażeń i wielu odpowiednich reakcji ruchowych, lecz "łańcuch powiązanych ze sobą organicznie odruchów, tak, iż wywołanie jednego powoduje z nieprzepartą siłą wybuch następnych, o ile nic nie stoi na przeszkodzie czy to z zewnątrz, czy też wewnątrz organizmu, o ile ogół warunków jest normalny".

Sprawa instynktu od dawna budziła żywe zainteresowanie wśród przyrodników i filozofów. Próbowano wynajdywać pewne cechy czynności instynktownych, które miały je wybitnie odróżniać od wszelkich innych spraw ruchowych żywego ustroju. Zdaniem wielu uczonych badaczy, instynkty posiadają następujące charakterystyczne właściwości: 1) są wrodzone i dziedzicznie przekazywane, 2) są niezmienne, występujące zawsze w tej samej postaci u danego gatunku zwierząt, 3) stanowią pozbawioną świadomości reakcję ustroju i w końcu po 4) są celowe, służą dla zachowania bytu jednostki lub gatunku.

Postaramy się tutaj na zasadzie faktów rozpatrzyć kolejno powyżej podane charakterystyczne cechy instynktów.

Otóż w rzeczy samej ogromna ilość faktów przemawia za tym, że instynkty nie są czynnościami nabytymi w indywidualnym życiu, lecz wrodzonymi. Występują bowiem bardzo często już od pierwszych chwil życia osobnika. Zdolność np. orientowania się w przestrzeni i wykonywania skoordynowanych ruchów biegania, pływania, fruwania, występuje u większości zwierząt zaraz lub w krótkim czasie po urodzeniu. Kozica górska już w kilka minut po przyjściu na świat biega za matką sprawnie po skałach nad zawrotnymi przepaściami. Małe kaczę, świeżo z jaja wyklute, dąży do wody i pływa sprawnie. Spalding, którego ciekawym eksperymentom i obserwacjom zawdzięczamy wiele faktów w sprawie instynktów, opisuje następujące zdarzenie. Świeżo wyklutemu z jaja kurczęciu nałożono na oczy i głowę kapturek. Po trzech dniach kapturek był zdjęty; już po sześciu minutach kurczę śledziło oczami i głową przelatującą muchę, chwyciło ją i połknęło. Następnie z całą pewnością pobiegło do wołającej je kury, jakkolwiek były to pierwsze kroki w jego życiu i pierwsza kura, jaką widziało. Ptaki latające osiągają zdolność do lotu dopiero w pewnym czasie po wykluciu się z jaj. Dzieje się to tak dlatego tylko, że nie są jeszcze dostatecznie opierzone. Jak tylko ich organizacja dosięgnie dostatecznego stopnia rozwoju, już po kilku próbach dochodzą do normalnej sprawności w locie.

Znamy również wiele faktów, przemawiających za tym, że i inne instynkty są wrodzone. Spalding opisuje następujący fakt: rękę, którą przed chwilą głaskał psa, włożył do koszyka, gdzie były umieszczone trzy ślepe jeszcze kocięta; otóż kocięta zaczęły natychmiast jeżyć się i parskać, zupełnie w ten sam sposób, jak to czyni dorosły kot, broniący się od psa. Ten sam autor podaje fakt, że instynkt grzebania u kur jest także wrodzony i powstaje jako odruch, od podrażnienia ich nóg przez piasek. Jeżeli kurczęta, mówi ten autor, są hodowane zaraz po wykłuciu z jaj w pokoju i chodzą po podłodze czystej lub po dywanie, nie można u nich zauważyć żadnych ruchów grzebiących; nasypmy jednak piasku na podłogę lub dywan, a natychmiast kurczęta, chodząc po nim, wykonują właściwe im ruchy grzebania. Wiadomo również powszechnie, że ptaki wędrowne, wzięte z gniazda małymi pisklętami i hodowane w klatkach, przy nastaniu pory wędrówki zaczynają się niepokoić, rzucać i nieraz kaleczą się od uderzeń o druty klatki, chcąc się z niej wydostać. Stwierdzono także wielokrotnie, że wiewiórki, hodowane od maleńkości w klatkach, z nastaniem jesieni wykonują ruchy zakopywania orzechów zupełnie w ten sam sposób, jak to czyni dzika wiewiórka w lesie. Sam widziałem lisa, hodowanego od małego szczenięcia w klatce na podwórzu, który, gdy kura zbliżała się do klatki, drżał na całym ciele i przywarowywał, szykując się do porwania zdobyczy. Faktów podobnych moglibyśmy przytoczyć mnóstwo. Wszystkie one świadczą, że instynkty stanowią popędy wrodzone, gdyż ujawniają się w typowy sposób u zwierząt, które nigdy tych ruchów, właściwych ich gatunkowi, nie widziały i nie mogły ich nabyć przez naśladownictwo i ćwiczenia.

Nie zawsze jednak instynkty są wrodzone w stanie doskonałym, zupełnym. Dla ich udoskonalenia potrzebna jest nieraz długotrwała wprawa, ćwiczenia. Niewątpliwie chód u człowieka stanowi także instynkt wrodzony; świadczą o tym liczne fakty. Preyer i Binet zgodnie podają, że jeżeli trzytygodniowe dziecko wziąć pod pachy i prowadzić w ten sposób, żeby jego stopy dotykały się podłogi, to dziecko wykonywać będzie szereg skoordynowanych ruchów chodzenia. Jeżeli dziecko po urodzeniu nie chodzi, to nie dlatego, że chodu dopiero uczyć się potrzebuje, lecz dlatego, że rozwój jego organizacji nerwowej nie jest jeszcze w zupełności ukończony. Po pewnym czasie, gdy rozwój ten dochodzi do końca, zdolność chodzenia ujawnia się nawet i bez poprzedzającej nauki. Pewna matka opowiadała mi, że ze strachu przed możliwym upadkiem, do końca roku nie spuszczała dziecka z rąk i nie robiła żadnych prób ze staniem i chodzeniem. Była wiec niepomiernie zdziwiona, kiedy pewnego dnia dziecko, siedzące na dywanie przy krześle, wstało zaczęło chodzić. Rzecz prosta, że chód ten nie był jeszcze doskonały; ażeby to osiągnąć, potrzebna jest dalsza wprawa, ćwiczenie. Otóż to samo dzieje się z wieloma instynktami; są one wrodzone w sposób zaczątkowy, niedoskonały, dopiero dalsza wprawa kształci je i rozwija.

Potrzeba doskonalenia i rozwijania instynktów wywołała tak powszechne w świecie istot żyjących zabawy. Gross[5], który sprawie pochodzenia zabawy poświecił całe dzieło, tak się w tym przedmiocie wyraża: "Zwierzęta nie dlatego igrają, bawią się, że są młode i wesołe, jak to poprzednio sądzono, lecz raczej należy powiedzieć, że zwierzęta mają właśnie czas młodości, aby się mogły bawić, gdyż tylko tym sposobem jest dla nich możliwe swe odziedziczone, same przez się niedoskonałe jeszcze, instynkty przez doświadczenie tak udoskonalić, aby mogły dostosować się do przyszłych potrzeb życia". Młody tygrys, mówi dalej tenże autor, gdyby swej wczesnej młodości nie spędzał na zabawie, na wykonywaniu skoków, na chwytaniu i gonieniu przyniesionej przez rodziców, żywej jeszcze zdobyczy, to w czasie, kiedy rodzice przestaną go karmić, znalazłby się w bardzo ciężkich warunkach bytu. Posiadałby on, co prawda, odziedziczony popęd do podchodzenia cichaczem i następnie do rzucania się olbrzymim skokiem na zdobycz, ale wobec braku wprawy, instynkt w tym przypadku zawiódłby go i ofiara najprawdopodobniej zdołałaby umknąć.

W ogóle, należy powiedzieć, że im niższą jest organizacja istoty żywej, tym jej instynkty są więcej skończone, nie wymagające żadnego dalszego doskonalenia. W takiej skończonej, ściśle zdeterminowanej postaci występują instynkty zwłaszcza u owadów. Jako ilustrację tej ogólnej zasady podamy tutaj kilka wybitnych, odpowiednich przykładów. Istnieje owad zwany molem jukki (Pronubia juccaselle), którego życie jest instynktownie, w sposób najzupełniejszy przystosowane do życia i rozwoju rośliny "jucca". "Srebrzyste te owady, powiada Morgan[6], przypominające swoim zabarwieniem słomę, rozwijają się z poczwarkę akurat na czas, kiedy jukka zaczyna kwitnąć. Kwiaty tej rośliny rozwijają się i więdną w ciągu jednej nocy. Otóż podczas tej nocy samica mola zbiera pyłek kwiatowy z główek pręcików, tworzy z niego maleńką kulkę, którą podtrzymuje nad głową przy pomocy przednich swych nóżek. Ze zdobyczą tą przelatuje na drugi kwiatek, gdzie ostrym końcem odwłoka przebija ścianę słupka kwiatowego i składa w jego wnętrzu, pomiędzy zawiązkami nasion, swoje jajka. Następnie, dostawszy się na wierzchołek słupka, zatyka jego lejkowaty otwór przyniesioną kulką pyłu kwiatowego".

Dowiedziono, że te odwiedziny samiczki mola są konieczne dla gatunkowego rozwoju rośliny; zapładnianie bowiem zawiązków nasion w jej słupku kwiatowym, wskutek układu pręcików i krótkiego czasu kwitnięcia, nie jest możliwe bez pomocy, jaką roślinie owad udziela. I odwrotnie, kwiaty jukki są konieczne dla rozwoju gatunkowego mola, gdyż larwy, rozwijające się z jajek, karmią się wyłącznie jej nasionami. Zachodzi tutaj obustronna korzyść. W słupku znajduje się około 200 zawiązków nasion; samica mola składa 4 - 5 jajek, z których po kilku dniach rozwijają się gąsienice. Każda gąsienica spożywa około 20 nasion; pozostaje więc 100 nienaruszonych nasion, które najzupełniej wystarczają do dalszego rozwoju gatunkowego rośliny. "Ten dziwny, a przy tym tak skomplikowany i celowy instynkt samiczki mola, kończy Morgan, ujawnia się tylko raz w jej życiu, bez żadnego poprzedzającego doświadczenia i możliwości naśladownictwa, oraz bez żadnego przewidywania, co może wyniknąć z całego jej zabiegu. Samiczka bowiem nie wie i nie może nic wiedzieć, co się stanie z jej jajkami, jak również nie można jej przypisać wiedzy, jakim sposobem odbywa się zapładnianie kwiatów".

Weźmy inny jeszcze przykład. Niektóre gatunki os składają swe jaja na pająkach, gąsienicach, pewnych chrząszczach, obezwładnionych poprzednio przez nakłucie żądłem ośrodków ruchowych, bez pozbawienia życia ofiary. Tym sposobem nosiciel jajek osy żyje bez ruchu przez kilka dni, potrzebnych do wylęgania z jajek larw, które karmią się jego ciałem. Najciekawszym zjawiskiem w tej sprawie jest owo nakłucie obezwładniające, dokonywane jakby z dziwną znajomością anatomii.

Gatunek osy Scolia, która napada na gąsienicę Złotawca, kłuje ją tylko w jeden punkt, ale w tym punkcie są ześrodkowane zwoje ruchowe i tylko te zwoje. Osa Sphex, która obiera za ofiarę Świerszcza polnego, czyni tak, jak gdyby wiedziała, że Świerszcz ma trzy ośrodki nerwowe, kierujące ruchami trzech par jego nóg. Nakłuwa więc owad najpierw pod szyją, następnie poza przedtułowiem, a wreszcie u początku brzucha. Ammophila daje dziewięć kolejnych uderzeń żądła w dziewięć ośrodków nerwowych gąsienicy, aby wywołać jej paraliż bez śmierci. We wszystkich tych przypadkach instynkt działa bardzo dokładnie i celowo. Gdyby tę czynność powierzono jakiemuś uczonemu entomologowi, znającemu dokładnie budową anatomiczną, nie byłby w stanie dokonać jej równie dobrze, jak to czyni osa na mocy instynktu[7].

Jeszcze więcej skomplikowane instynkty spotykamy u mrówek. Mrówki żyją, jak wiadomo, społecznie, z wyraźnym już podziałem pracy; budują kunsztowne gmachy - mrowiska z labiryntem korytarzy, prowadzą regularne wojny, biorą jeńców, których zmuszają do pracy na własną korzyść, hodują mszyce tak, jak ludzie hodują zwierzęta domowe, aby z nich wyciągnąć odpowiednią korzyść, uprawiają pola pod grzybki, którymi się karmią itp. Spełniają więc rozmaite, bardzo skomplikowane działania, posiadające wszystkie pozory czynów dowolnych, powstających z rozumnego, celowego wyboru, a będących prawdopodobnie tylko wynikiem instynktu, automatyzmu odruchowego.

Ta doskonałość w rozwoju instynktów u owadów dała powód współczesnemu francuskiemu filozofowi, Bergsonowi, do wyprowadzenia daleko sięgających wniosków[8]. Autor ten twierdzi, że ewolucja życia zwierzęcego, poczynając od szkarłupni i mięczaków, poszła w dwóch odmiennych kierunkach, tworząc państwo owadów i państwo kręgowców: w pierwszym wzięły przewagę instynkty i rozwinęły się do możliwej doskonałości u owadów błonkoskrzydłych, które stoją na szczycie rozwoju, kroczącego w tym kierunku; w drugim przewagę uzyskał umysł, dosięgając największego swego rozwoju u człowieka. Człowiek i owady błonkoskrzydłe opanowały całą kulę ziemską i przystosowały się do rozmaitych warunków życia: pierwszy, dzięki swemu rozumowi, drugie zaś, dzięki swym instynktom. Te wnioski autor dalej uogólnia, snując swoje ciekawe pomysły co do przeciwstawności umysłu i instynktów, rozumu i instynktowej intuicji.

Nie wdając się tutaj w krytyczną ocenę tych pomysłów stwierdzamy tylko fakt, że owady posiadają instynkty najbardziej skomplikowane i zarazem odziedziczają je w postaci zupełnie zdeterminowanej, skończonej. Przeciwnie, zwierzęta wyższej organizacji, należące do działu kręgowców, odziedziczają instynkty niezupełnie rozwinięte, które swoją doskonałość i skończone ukształtowanie zawdzięczają dopiero doświadczeniu. Ich instynkty wyrażają się w postaci nieokreślonych, dokładnie niewyznaczonych popędów, których zupełne ukształtowanie zależy od warunków otoczenia, od doświadczenia stamtąd czerpanego. Cytowany juz przez nas wielokrotnie autor, znany badacz instynktów Spalding, podaje, że kurczęta, oddzielone już w pierwszym dniu od kury-matki i karmione osobiście przez niego, biegały stale za nim i słuchały jego głosu; ktokolwiek by widział, powiada ten autor, jak kurczęta takie biegały całymi godzinami za mną, jak na wydany przeze mnie przeciągły świst przybiegały i gromadziły się około mojej osoby, mógłby mnie posądzić o jakieś czarodziejstwo. Tymczasem był to naturalny rozwój ich nieokreślonego instynktu. Kurczęta przychodzą na świat z popędem biegania za jakimś żywym przedmiotem i posłuszeństwa dla jego głosu. Od warunków zaś otoczenia zależeć będzie, czy przedmiotem tym będzie kura-matka, czy też człowiek, opiekujący się nimi.

Warunki otoczenia i wynikające z nich doświadczenie sprawić mogą, że instynkt, ów pierwotny wrodzony popęd, zanika. Wiadomo, że dziecko rodzi się z popędem do ssania, jeżeli jednak od razu karmić je zaczniemy sztucznie, wlewając pokarm do ust łyżeczką, to po pewnym czasie popęd do ssania zanika i nie możemy już wdrożyć dziecka do tej czynności.

Ostatecznie na podstawie powyżej podanych, oraz wielu innych podobnych faktów, możemy wyprowadzić wniosek, że instynkty są niewątpliwie wrodzone, że takie pochodzenie stanowi najwybitniejszą ich własność. Przy tym dodać musimy, że nie są one wrodzone w sposób indywidualny, lecz ogólny, gatunkowy, tj. nie tylko są wrodzone, lecz zarazem są odziedziczane, stanowią własność całego gatunku, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. O tym świadczą fakty, że instynkty występują u wszystkich zwierząt, należących do danego gatunku, w sposób jednakowy i że ujawniają się przed wszelkim doświadczeniem. Ten ostatni wzgląd ma przy określaniu instynktu znaczenie najważniejsze. Jeżeli chodzi o określenie, czy jaka czynność jest instynktową lub nieinstynktową, nabytą, musimy zwracać przede wszystkim uwagę na czas jej występowania; mianowicie, jeżeli czynność ta ujawnia się przed wszelkim doświadczeniem i przez to da się wyłączyć wszelkie naśladownictwo i następstwo poprzedzającego doświadczenia, to zaliczyć ją musimy do instynktowych. Następnie ważnym, chociaż już tylko drugorzędnym probierzem instynktu, jest powszechne występowanie pewnej czynności u wszystkich osobników danego gatunku.

Zaliczam ten probierz do drugorzędnych, gdyż, jak już wspominaliśmy, warunki otoczenia mogą nieraz wywierać wpływ modyfikujący na czynności instynktowe, a z drugiej strony współżycie i naśladownictwo mogą nabytej przez doświadczenie czynności nadać charakter cechy powszechnej. Toteż nie należy nigdy opierać rozpoznania instynktu na ogólnym gatunkowym rozpowszechnieniem czynności. Wiadomo np., że dzieci płci męskiej i żeńskiej bawią się w odmienny sposób: chłopcy przekładają zabawę w konia, żołnierzy i piłkę, dziewczynki w lalki i gospodarstwo domowe. Niektórzy autorzy upatrują w tym wyraz odmiennego, wrodzonego instynktu; tymczasem jest rzeczą bardzo możliwą, że mamy tu do czynienia ze zwyczajem nabytym, opartym na naśladownictwie. Przynajmniej są fakty, które przemawiają za takim źródłem różnicy w zabawach chłopców i dziewcząt. Jeżeli chłopiec wychowuje się wyłącznie w towarzystwie dziewczynek, to przejmuje od nich zamiłowanie do zabawy w lalki i gospodarstwo domowe: odwrotnie, dziewczynka, wychowywania w towarzystwie chłopców, nabywa zamiłowania do zabaw chłopięcych.

O ile dziedziczność i wynikające stąd wrodzone usposobienie stanowi niewątpliwie cechę powszechną wszelkich czynności instynktowych, o tyle przeciwnie stałość, niezmienność jakiejkolwiek czynności nie może być niewątpliwą oznaką jej instynktowego pochodzenia. W rzeczy samej, spotykamy nieraz czynności, nabyte przez doświadczenie, wykonywane w sposób stały i niezmienny lub odwrotnie, czynności instynktowe, ulegające poważnym zmianom.

Faktów, dowodzących zmienności instynktów, posiadamy ilość wielką. Instynkt np. wędrowny jaskółek jest bardzo silny, jest nawet silniejszy od instynktu macierzyńskiego. Zdarza się bowiem nieraz, że z nastaniem pory wędrownej, na jesieni, jaskółki odlatują, porzucając w gniazdach na zgubę swe pisklęta, którymi zwykle bardzo troskliwie się opiekują. A jednak, jeżeli warunki otoczenia są tego rodzaju, że jaskółki mogą znaleźć pożywienie w tym samem miejscu, ich instynkt wędrowny zanika. Na niektórych wyspach z umiarkowanie ciepłym klimatem ptaki te nie odlatują na zimę, lecz są stałymi ich mieszkańcami. Darwin podaje również, że ptaki, zamieszkujące bezludne wyspy Oceanu Wielkiego, za pierwszym przybyciem tam człowieka, nie okazywały względem niego żadnej obawy, spokojnie siadały na jego głowie ramionach i dawały się chwytać. Po kilkunastu jednak pokoleniach, wskutek ciągłych prześladowań, na jakie ptaki te były narażone ze strony człowieka, ten instynkt ufności zaginął i ustąpił miejsca instynktowi obawy, przejawiającemu się nawet u bardzo młodych osobników, które spotykały po raz pierwszy swego prześladowcę. Ten sam autor zaznacza, że w Europie wszystkie większe ptaki są daleko dziksze, okazują większą obawę względem człowieka, aniżeli ptaki małe. Okoliczność powyższa tłumaczy się tym, że ptaki większe ulegały więcej prześladowaniu, aniżeli ptaki drobne.

Odwrotnie, wszystkie nasze zwierzęta domowe utraciły przez hodowlę i obcowanie z człowiekiem swoje pierwotne instynkty dzikości i obawy. Kaczki i gęsi utraciły instynkt wędrowny, który u tych ostatnich przejawia się w sposób nieznaczny na jesieni przez pewien niepokój i próby latania w powietrzu. Wiadomo również, że koty mają wrodzoną odrazę do psów; dowodzi tego choćby cytowany już przez nas eksperyment Spaldinga z głaskaniem maleńkich kociąt ręką, którą poprzednio głaskał psa. A jednak znane są powszechne fakty, że kot, wychowany z psem w ciągłym współżyciu, może pozbyć się swego instynktu odrazy i może nawet zawrzeć bardzo przyjacielskie z nim stosunki. Warunki otoczenia także sprawiły, że wróble, niegdyś mieszkańcy lasów, stały się nieodstępnymi towarzyszami naszych domów, a pies dziki, wróg człowieka, stał się jego nieodstępnym, wiernym przyjacielem.

Te i tym podobne fakty zmienności posłużyły wielu autorom do zaprzeczenia istnienia wszelkich instynktowych popędów i czynności. Próbowano nawet tłumaczyć wszystkie instynkty jako wynik osobistego doświadczenia i naśladownictwa. Znany przyrodnik angielski Wallace dowodził czegoś podobnego o dwóch instynktach u ptaków, mianowicie: o budowaniu gniazd i o śpiewie. Obie te czynności uważane są za wybitnie instynktowe, tymczasem, jak twierdzi Wallace, przy ich ujawnianiu się odgrywają ważną rolę doświadczenie i naśladownictwo. Każdy gatunek ptaków buduje w sposób właściwy gniazda, ale skądinąd znane są fakty, że budową tych gniazd zmienia się w miarę zmian w warunkach otoczenia, w miarę obecności materiału, z którego ptaki mogą przy budowie korzystać. Faktem również jest, że niektóre ptaki, hodowane w klatkach, nie budują gniazd, choćbyśmy im dostarczyli wszelkich potrzebnych do tego materiałów. Wiadomo także, że każdy gatunek ptaków śpiewających ma swój właściwy śpiew, ale z drugiej strony stwierdzono, że jeżeli trzymać będziemy w klatce od małego pisklęcia ptaka jednego gatunku wśród ptaków należących do innego gatunku, to ten przyswoi sobie ich sposób śpiewania. Są nawet ptaki, które w niewoli przestają zupełnie śpiewać. Z tego, jak sądzi Wallace, wynika, że zarówno budowa gniazd, jak śpiew ptaków są wyłącznie wynikiem ich współżycia i wzajemnego naśladownictwa.

Nie sądzę jednak, aby fakty, podane przez Wallace'a upoważniały do takiego wniosku. Pomiędzy instynktami, jak już wspominałem, należy odróżniać jedne, które są ściśle we wszystkich szczegółach przez organizację wyznaczone, zdeterminowane, oraz inne, które stanowią popędy dostatecznie niewyznaczone, nieokreślone. W tym ostatnim wypadku, istota żyjąca okazuje od urodzenia popęd do pewnej czynności, ale czynność ta nie jest ściśle wyznaczona i może przyjąć rozmaitą postać, stosownie do doświadczenia i warunków, w jakich istota ta przebywa. Otóż śpiew i budowa gniazd stanowią instynkty jego drugiego rodzaju. Ptak rodzi się z popędem i organizacją, uzdalniającą go do śpiewu i budowy gniazda, ale sposoby wykonywania tych czynności nie przez organizację ściśle wyznaczone; dlatego też pierwotny ich popęd zostaje uzupełniony przez doświadczenie i naśladownictwo. Spotykamy tu to samo, co przy uczeniu się języka u naszych dzieci. Dziecko rodzi się również z popędem i organizacją, uzdalniającą je do mówienia; gdzie tego instynktu nie ma, gdzie organizacja jest nieprawidłowa, jak to widzimy u idiotów lub głuchoniemych, tam dziecko mówić się nie nauczy. Ale w jakim języku dziecko następnie mówić będzie, to zależy już od otoczenia, od doświadczeń przyszłych i naśladownictwa. Toteż fakty, podane przez Wallace'a, nie dowodzą bynajmniej, że tzw. instynkty powstają w całości na drodze doświadczenia i naśladownictwa, lecz że przez te czynności mogą być zmodyfikowane.

Kończąc rzecz o zmienności instynktów, wspomnieć jeszcze musimy o ich zmianach stosownie do wieku, do okresu życia. Znany amerykański psycholog James[9] zauważył, że pewna dość znaczna liczba instynktów ujawnia się tylko w pewnych okresach życia. Otóż jeżeli w chwili ujawnienia się instynktu otoczenie i wynikające stąd doświadczenie sprzyja mu, to wytwarza się przyzwyczajenie i instynkt rozwija się, trwa dalej. Jeżeli zaś przeciwnie, instynkt nie spotyka doświadczenia współdziałającego, to zanika lub w każdym razie nie utrwala się mocno. Do takich okresowych, że tak powiem, instynktów należą: instynkt ssania u noworodków, instynkt zabaw ruchowych u dzieci podrastających, instynkt płciowy w wieku dojrzałym, instynkt miłości macierzyńskiej po urodzeniu dziecka itp. Instynkty te utrwalają się, jeżeli doświadczenie, czerpane z otoczenia, czyni im zadość, sprzyja im; zanikają zaś lub słabną, jeżeli dzieje się coś wręcz przeciwnego. Przytaczałem już fakt, że jeżeli noworodkowi w pierwszych dniach życia nie damy ssać, lecz będziemy go karmili sztucznie łyżeczką, to odzwyczai się od ssania i nie da się następnie nakłonić do tej czynności. Również instynkt biegania za kurą u kurczęcia może być powstrzymany przez kilkogodzinne odłączenie. James przytacza odpowiednie eksperymenty Spaldinga jego własnymi słowami: "Kurczę, które nie słyszy wołania matki w ciągu pierwszych 8 do 10 dni, nie zwraca następnie na nie żadnej uwagi. Przypominam sobie - mówi Spalding, - jedno kurczę, którego żadną miarą nie można było przywiązać do matki po 10 dniach odłączenia. Kura biegała za nim, starała się pozyskać je wszelkimi sposobami, ale kurczę uciekało od niej albo do domu, albo do pierwszego lepszego człowieka, którego na drodze spotykało. Nie dało się nakłonić do kury, nawet pod przymusem: pędzono je do matki kilkakrotnie, bijąc pręcikiem, sadzano na noc pod kurę - nic to nie pomogło, rano znowu kurczę od kury uciekało".

Ta sama okoliczność zachodzi, jeżeli instynkt do zabaw ruchowych nie będzie w swoim czasie wyzyskany. Mały chłopiec oddaje się im z całą namiętnością, kładzie w nie całą swą dusze, gdy jednak okoliczności tak się złożą, że chłopiec w swoim czasie nie będzie z nich korzystał, to później instynkt do nich przeminie i jako dorosły młodzieniec nie da się wciągnąć do zabaw ruchowych. To prawo instynktów przechodnich, ma, zdaniem Jamesa, wielkie znaczenie pedagogiczne: należy zawsze korzystać z okresu ujawniania się instynktów i albo nastręczać sposobność do ich rozwoju, albo przeciwnie, usuwać wszystko to, co by je podtrzymywało, pobudzało. Tak np. w okresie dojrzałości płciowej należałoby przestrzegać skromności i usuwać wszystkie złe przykłady i doświadczenia; tym bowiem sposobem najprędzej można powstrzymać nadmierny rozwój instynktu, wyuzdanie, które może mieć bardzo szkodliwy wpływ na zdrowie fizyczne i moralne człowieka.

Powstaje obecnie pytanie, jaki jest stosunek instynktu do świadomości. Od wieku XVII-go, tj. od czasów Descartesa, było rozpowszechnione mniemanie, że wszystkie instynkty urzeczywistniają się w sposób nieświadomy, że stanowią automatyczne mechanizmy, którym świadomość nie towarzyszy. Mniemanie to przetrwało do obecnych czasów i znalazło nawet swój wyraz w wielu definicjach instynktu. Zwolennicy tego poglądu określają instynkt jako czynność psychiczną niższego rzędu, nieuświadomioną, chociaż rozwijającą się celowo. Pogląd ten nie pozostał bez wyraźnej opozycji, która nabrała większego rozgłosu od czasu, kiedy zaczęto badać szczegółowo obyczaje mrówek i pszczół. Prace Hubera, Forela, Bethego i innych, rzuciły wiele światła na ten przedmiot, jakkolwiek go dostatecznie nie wyjaśniły i nie usunęły wszystkich nastręczających się tu wątpliwości. Powstała bowiem wybitna różnica zdań: co jedni autorzy uważali za wyraz świadomej inteligencji, to inni przypisywali nieświadomemu mechanizmowi odruchowemu.

Okazało się wkrótce, że cała trudność zagadnienia polega głównie na tym, żeby wynaleźć niewątpliwy probierz świadomości. Zjawisko świadomości znamy tylko z własnego, wewnętrznego doświadczenia, z samoobserwacji; o świadomości innych istot żyjących wnosimy na drodze analogii, która bynajmniej nie należy do zupełnie pewnych sposobów wnioskowania. Chodzi więc o to, żeby wynaleźć takie obiektywne objawy, które by niewątpliwie świadczyły o świadomym przebiegu procesów psychicznych.

Nim jednali przystąpimy do rozważań nad tym probierzem, musimy się przede wszystkim porozumieć w sprawie, co pojmujemy pod nazwą świadomości. Tutaj zastrzec się muszę, że zagadnienie powyższe traktuję wyłącznie ze stanowiska psychologicznego, nie wdając się wcale w dociekania metafizyczne nad istotą świadomości. Otóż ze stanowiska psychologii świadomość jest zjawiskiem, które towarzyszy naszym procesom psychicznym, mianowicie wrażeniom, spostrzeżeniom, myślom i uczuciom. Nie wszystkie te procesy mają za towarzysza zjawisko świadomości. Przede wszystkim zmiany, wywołane przez drobne, małego natężenia podniety, nie dochodzą do naszej świadomości. Że zmiany takie powstawać muszą, nie ulega żadnej wątpliwości wobec licznych faktów tzw. sumowania się drobnych podniet, faktów, znanych już od dawna w fizjologii i psychologii. Następnie wiemy również, że nawet zmiany, wywołane podnietami znacznego natężenia, mogą pozostać poza obrębem naszej świadomości, jeżeli tylko uwaga nasza jest skierowana na inny przedmiot. Pracując np. usilnie nad czymkolwiek i zwracając w tym kierunku całą uwagę, nie słyszymy ani głośnego ruchu wahadła w ściennym zegarze, ani hałasu dochodzącego z ulicy. Nie słyszymy, to znaczy me uświadamiamy sobie, gdyż odgłos hałasu ulicznego i ruchu zegarowego wahadła dochodzi w tym czasie niewątpliwie do naszego narządu słuchu i wywołuje w nim oraz w ośrodkach nerwowych odpowiednie zmiany, ale zmianom tym nie towarzyszy świadomość. Na koniec znane są również fakty, że przy częstym powtarzaniu się jakiejkolwiek czynności ruchowej lub psychicznej, towarzysząca im świadomość zanika. Znużony np. grajek na wieczorze tanecznym zasypia, nie przestając wygrywać zaczętego walca lub polki. Są to tzw. procesy zautomatyzowane, odbywające się bez udziału świadomości.

Powyższe fakty dowodzą, że świadomość nie jest powiązana nierozerwalnie z procesami psychicznymi, lecz tylko im towarzyszy. Przy tym wiąże się tylko z takimi procesami, które albo mają dość znaczny, odpowiedni stopień natężenia, albo budzą w nas żywe zainteresowanie, albo na koniec w swoim przebiegu napotykają na opór, który musi być przezwyciężony. Dodać tutaj jeszcze muszę, że samo zjawisko świadomości przedstawia rozmaite stopnie natężenia. Świadomość może być w jednym przypadku wyraźna, zupełna, w innym zaś zaciemniona, zamroczona w stopniu mniej lub więcej znacznym, jak np. przy zasypianiu, przy niezupełnym odurzeniu narkotykami itp.

Świadomość określić, zdefiniować nie jesteśmy w stanie, gdyż nie znamy wcale jej istoty. Możemy ją tylko w formie mniej lub więcej udatnej porównywać obrazowo ze światłem. Jak przy pomocy, przy towarzyszeniu światła, otrzymujemy wrażenia wzrokowe i orientujemy się wśród przedmiotów otoczenia, tak przy pomocy świadomości poznajemy nasze stany psychiczne i orientujemy się w nich. Światło świadomości oświetla raz tę, raz inną dziedzinę życia psychicznego, jest przy tym w swym natężeniu zmienne: czasem świeci jasno, czasem jarzy się tylko jak ogarek, a czasem znika zupełnie. Jak już wspominaliśmy, tylko własną świadomość możemy spostrzegać, świadomość zaś innych istot jest dla nas ukryta. Powstaje więc pytanie, na jakiej podstawie możemy wnosić o świadomości innych istot? Ażeby odpowiedzieć na to pytanie musimy rozpatrzyć uważnie, jakim procesom naszego własnego życia psychicznego towarzyszy zawsze świadomość. Jeżeli takie procesy znajdziemy, to stwierdzając ich obecność u innej istoty żyjącej, możemy wnosić, że istota ta posiada świadomość. Ponieważ procesy życia psychicznego są także ukryte, dostępne tylko dla samoobserwacji, przeto o ich obecności sądzić możemy tylko z zewnętrznych reakcji, które są koniecznym następstwem tych procesów, lub stale im towarzyszą. Oto ogólna zasada dla poszukiwania probierza świadomości.

Postępując w myśl tej zasady, musimy przede wszystkim ustanowić, jakim to procesom psychicznym towarzyszy zawsze świadomość. Psychologowie prawie ogólnie się zgadzają, że tylko przewidywanie, wybór, wnioskowanie, jako procesy, oparte na posługiwaniu się datami, czerpanymi z poprzedzających doświadczeń, zachowanych w pamięci, są i muszą być zawsze świadome. Jeżeli się na to zgodzimy, to dla ustanowienia probierza świadomości musimy jeszcze wynaleźć reakcję zewnętrzną, będącą stałym, koniecznym następstwem powyżej zaznaczonych procesów psychicznych. Otóż za takie konieczne reakcje świadomych czynności psychicznych wielu autorów uważa zdolność przystosowywania się do nowych warunków, która jest następstwem przewidywania, zdolność uczenia się, nabywania nowych reakcji, wykonywania wśród nowych, niezwykłych warunków rozmaitych prób itp. Bethe np. tak probierz świadomości formułuje: "Zwierzę, które w pierwszym dniu swego życia może już wykonywać wszystko to samo, co i w ostatnim, które niczego się nie uczy, które na bodźce zawsze reaguje jednakowo, nie posiada świadomości".

W podobny sposób wyraża się Ribot: "W każdym przypadku, mówi ten autor[10], gdzie spotykamy u zwierzęcia przystosowanie do nowych warunków, namysł, niezdecydowanie, próby, jest rzeczą niemożliwą, aby się nie wytwarzały stany świadomości". Loeb wiąże również świadomość z obecnością tzw. pamięci asocjacyjnej, przy pomocy której istota żyjąca kojarzy obecne swoje doznania z doświadczeniami poprzedzającymi. Podług tego autora ogólny probierz świadomości da się sformułować w sposób następujący[11]: "Jeżeli zwierzę jest podatne do tresury, jeżeli zdolne jest czego się nauczyć, wtedy obdarzone jest pamięcią asocjacyjną, wtedy może mieć świadomość".

Probierz powyższy nie jest tak łatwy do stosowania, jakby się to pozornie zdawać mogło. Powstaje tu bowiem nowa trudność, nowy szkopuł w ocenie samych reakcji wykonywanych przez zwierzę. Nie jest bynajmniej rzeczą łatwą ocenić, kiedy reakcja jest indywidualnym przystosowaniem, kiedy stanowi świadomą próbę, wybór, a kiedy wyraża tylko mechaniczny automatyczny wynik organizacji. Znany jest np. od dawna w fizjologii wielokrotnie powtarzany eksperyment, polegający na tym, że jeżeli na grzbiet żaby puścimy krople stężonego kwasu, drażniącego jej skórę, to żaba odruchowo ściera kwas łapą tylną, odpowiadającą stronie podrażnionej. Jeżeli zaś uniemożliwimy jej ten odruch przez odcięcie lub przytrzymanie łapy, to po daremnej próbie użycia kończyny, leżącej najbliżej miejsca podrażnionego, zwierzę ściera substancję drażniącą drugą wolną, nieuszkodzoną łapą. Mamy więc tutaj do czynienia z pozornym wyborem, próbą, przystosowaniem się do warunków, a jednak powyżej opisana czynność żaby należy do typowych odruchów, odbywających się nieświadomie. Dowiedziono bowiem, że żaba w ten sam sposób reaguje, jeżeli jest pozbawiona mózgu, uznawanego powszechnie za siedlisko świadomości.

Należy więc być bardzo ostrożnym w wyprowadzaniu wniosków, a przede wszystkim należy wystrzegać się przy ocenie reakcji antropomorfizmu, tj. przypisywania zwierzętom tych samych motywów, jakie kierują człowiekiem w podobnych czynnościach. Badacze życia i obyczajów pszczół i mrówek wpadali nieraz w podziw wobec ich umiejętności przystosowania się do rozmaitych warunków, stwierdzali w nich wyraźne objawy pamięci, zdolności wzajemnego porozumiewania się, miłości, nienawiści itp. Tymczasem Bethe, analizując szczegółowo te same fakty przy pomocy odpowiednich eksperymentów, wykazał, że można je dostatecznie wyjaśnić na drodze mechanicznej, przypuszczając tylko obecność pewnych, wynikających z organizacji tropizmów, a zwłaszcza chemotropizmu.

Minkiewicz[12] również na mocy pomysłowych eksperymentów dowodzi, że bardzo ciekawy instynkt maskowania się krabów morskich, wykazujący w szerokich rozmiarach zdolność względnie prędkiego przystosowania się do zmienionych warunków, da się sprowadzić w całości do chemotropizmu.

Wobec tego musimy przyznać, że powyżej podany probierz świadomości nie jest tak niewątpliwy, jak chcą niektórzy autorzy, że może częstokroć doprowadzić do wniosków błędnych. Znany entomolog francuski, Fabre, któremu nauka o instynktach zawdzięcza bardzo wiele cennych obserwacji, podaje pouczający przykład błędnego tłumaczenia zwyczajów owadów[13]. Błędu tego dopuścił się Erazm Darwin, poważny skądinąd przyrodnik i subtelny obserwator. W dziele swoim "Zoonomia" opisuje on następujący fakt. Przechadzając się pewnego dnia po ogrodzie, zauważył osę, która niosła dużą, złapaną przez siebie muchę. Mucha była martwą, miała obciętą głowę i nóżki, pozostał tylko tułów ze skrzydłami. Osa leciała pod wiatr, co jej sprawiało wielką trudność, tym bardziej, że skrzydła niesionej muchy od podmuchu wiatru rozkładały się i stawiały znaczny opór. Zdawało się obserwatorowi, że osa jakiś czas próbowała przezwyciężyć ten opór, aż w końcu zleciała na ziemię, obcięła obydwa skrzydła muchy i z samym tułowiem poleciała dalej. W tej czynności osy Darwin upatrywał dowód wysokiej jej inteligencji. Jego zdaniem, osa zauważyła, że skrzydła muchy wobec wiatru utrudniają jej lot, dlatego też postanowiła obciąć jej skrzydła: w tym celu spuściła się na ziemię i dokonała swego zamiaru.

Tymczasem szczegółowe obserwacje Fabre'a dowodzą, że mamy w tej czynności wyraz najzwyklejszego instynktu. Nasze zwykłe osy bardzo często łowią muchy, żują ich ciała i rozżutą miazgę zanoszą swoim larwom. Osa na pojmanej musze dokonuje od razu całego szeregu amputacji: obcina jej nóżki, skrzydła, głowę i sam tułów, jako przedstawiający wartość pokarmową, niesie do gniazda. Jest to naturalny bieg instynktu: prawdopodobnie więc musiał ktoś spłoszyć osę przy tej czynności i dlatego Darwin widział ją, niosącą tułów muchy ze skrzydłami. Odleciawszy jednak na pewną odległość, osa spuściła się na ziemię, ażeby dokończyć swych zwykłych instynktowych czynności. Ani wiatr, ani odpowiednie rozumowanie nie odgrywało tu żadnej roli.

Ostatecznie wobec powyżej wskazanych wątpliwości przyznać musimy, że rozstrzygnięcie sprawy świadomości instynktów w sposób jednoznaczny jest przy obecnym stenie naszej wiedzy niemożliwe. Toteż wielu nowoczesnych autorów, jak Ziegler[14], Gross, Minkiewicz, sądzi, że pojęcie świadomości powinno być wyłączone z definicji instynktu, gdyż wnioski o tym, czy instynkty są świadome lub nieświadome, nie mogą być na podstawach ściśle naukowych wyprowadzone, a nawet, jak twierdzi Minkiewicz, samo postawienie takiego pytania jest zasadniczo, z punktu widzenia teorii poznania błędne.

Pozostaje nam jeszcze do omówienia sprawa celowości instynktów. Nie ulega wątpliwości, że zarówno odruchy, jak instynkty stanowią celowe urządzenia istot żywych. Odruch zwężenia źrenicy, wskutek podziałania na oko silnych promieni światła, chroni niewątpliwie siatkówkę od przedrażnienia. Odruchowe zamykanie powiek, przy przybliżeniu jakichkolwiek przedmiotów do oka, spełnia również czynność celową, ochronną; chroni bowiem oko od uszkodzenia itd. To samo możemy powiedzieć o instynktach. Instynkt płciowy i macierzyński zabezpiecza byt gatunku; tę samą rolę spełnia instynkt składania jaj na odpowiednich podłożach u owadów, instynkt opieki, jaki okazują pszczoły robotnice królowej-matce i składanym przez nią jajkom. W podobny sposób instynktowa ucieczka przed wrogiem, instynkty zaspakajania głodu, pragnienia itp. zabezpieczają byt osobnika. Fakty, przemawiające za tym, że niektóre instynkty nie zawsze są celowe dla osobnika gatunku korzystne, a nawet nieraz w pewnych okolicznościach mogą być także szkodliwe, nie mówią nic przeciw ogólnemu prawu celowości instynktów. Instynkty i odruchy stanowią wyraz przystosowania się ustroju do pewnych tylko okoliczności, do najczęściej w otoczeniu spotykanych podniet. Wobec podniet niezwykłych, wobec okoliczności radykalnie zmienionych, przystosowania te mogą nie wystarczać i chybiają celu.

Celowość instynktów musi być w ten sam sposób wyjaśniana jak celowość organizacji morfologicznej, gdyż instynkty znajdują się w dość ścisłym związku z organizacją i są właściwie jej wynikiem. Sprawa więc celowości instynktów łączy się ściśle z zagadnieniem o ich powstawaniu, o ich genezie. Geneza instynktów nie jest jeszcze dziś wyjaśniona w sposób jednoznaczny. Darwin powstanie instynktów wyjaśniał przede wszystkim przez dobór naturalny. W myśl jego teorii selekcyjnej zawiązki instynktów powstają pierwotnie jako pewne zboczenia, wariacje organizacji i funkcji, które w razie, gdy z jakichkolwiek względów okazują się dla istoty żywej w walce o byt korzystne, rozwijają się dalej i kształtują na mocy doboru naturalnego. Darwin uznawał jeszcze inny sposób powstawania instynktów, mianowicie przez odziedziczenie przyzwyczajeń, doświadczeń nabytych. Jeżeli pewna czynność, która powstała na mocy doświadczenia okazała się następnie dla bytu osobnika i gatunku korzystną, to stale wykonywana utrwalała się i zostawała przekazywana potomstwu dziedzicznie. W teorii Darwina oba te poglądy godziły się najzupełniej; zdaniem tego autora, jedne instynkty powstają z indywidualnych, przypadkowych zboczeń na drodze powolnego doboru naturalnego, inne zaś są wynikiem odziedziczenia przyzwyczajeń nabytych.

Później jednak pod wpływem poglądów Weissmanna , który dowodził niemożliwości dziedziczenia cech nabytych, oba te sposoby powstawania instynktów wyraźnie przeciwstawiły się sobie i wystąpiły jako dwie odrębne, wzajemnie zwalczające się teorie. Zwolennicy czysto selekcyjnej teorii, znani pod nazwą neo-darwinistów, z Weissmannem na czele dowodzili, że wszystkie instynkty powstać mogły tylko ze zboczeń przypadkowych na drodze doboru naturalnego, zwolennicy zaś drugiej teorii, znanej pod nazwą neo-lamarckizmu (od nazwiska francuskiego zoologa Lamarcka, który pierwszy na początku XIX-go w. uzasadniał teorie ewolucyjną na podstawie dziedziczenia cech nabytych), uważają wszystkie instynkty jako zautomatyzowane, odziedziczone przyzwyczajenia. Wundt[15], który należy do zwolenników tego ostatniego poglądu, podaje następującą definicję instynktu: "Instynktami nazywamy ruchy, które powstały pierwotnie z pojedynczych lub złożonych aktów woli, a następnie bądź w czasie życia indywidualnego, bądź w przebiegu rozwoju gatunkowego uległy zupełnemu lub częściowemu zmechanizowaniu". Ribot nazywa instynkty wprost "sumą przyzwyczajeń dziedzicznych" (une somme d'habitudes héréditaires)[16]. W ogóle zaznaczyć należy, że za teorią, upatrującą genezę instynktów w nabytych doświadczeniach, przekazywanych dziedzicznie, wypowiadają się przeważnie psychologowie, przyrodnicy zaś przechylają się na stronę teorii Weissmanna.

Argumenty, jakimi posługują się neo-darwiniści, dadzą się sprowadzić do następujących punktów: 1) Przede wszystkim nie ma niewątpliwego dowodu, że cechy nabyte mogą być dziedziczone, a w każdym razie okoliczność ta zdarza się rzadko, nie jest w stanie wytłumaczyć powstawania na tej drodze wszystkich instynktów. 2) Następnie instynkty występują i to najwyraźniej, już na najniższych szczeblach organizacji biologicznej, gdzie o aktach woli i świadomym doświadczeniu nie może być mowy. 3) Na koniec niektóre instynkty wyłączają wszelką możliwość dziedziczenia. Tak ciekawe np. i niezmiernie skomplikowane instynkty mrówek i pszczół robotnic, nie mogą być wyjaśnione na drodze dziedziczenia cech nabytych, gdyż robotnice te są pozbawione życia płciowego i nie dają potomstwa.

Neo-lamarckiści zaś w obronie swej teorii posługują się przeważnie faktami. Powołują się oni na fakt, zaznaczony przez Darwina, że instynkt obawy przed człowiekiem wytworzył się u ptaków na wyspach Oceanu Spokojnego wyłącznie na drodze nabytego doświadczenia. Jeden z dawniejszych autorów angielskich Knight[17], jeszcze na początku XIX-go wieku zwracał uwagę, że tresura psów myśliwskich pozostawia wyraźne ślady w instynktach, przekazywanych dziedzicznie. Młody wyżeł np., pochodzący z rasy, tresowanej do polowania na kuropatwy, gdy wyprowadzony po raz pierwszy w pole, poczuje bliską ich obecność, zatrzymuje się nagle, wykazuje niepokój i nie rusza się naprzód. Naturalny instynkt psa skłania go do gonienia, prześladowania spotykanych w polu zwierząt i ptaków, tymczasem tutaj widzimy coś przeciwnego, nowy instynkt, wynikający z tresury jego przodków i przekazany mu dziedzicznie.

Są zresztą instynkty, które na innej drodze nie dadzą się wytłumaczyć. Znana jest powszechnie u ludzi instynktowa obawa ciemności, jaskiń, ciemnej głębi gęstych lasów. Tej wrodzonej zwykle obawy niczym innym wyjaśnić nie możemy, jak tylko doświadczeniem, nabytym przez naszych przodków i przekazanym nam dziedzicznie. W zaraniu życia cywilizacyjnego wrogowie człowieka, mianowicie dzikie zwierzęta i nieprzyjacielskie szczepy sąsiednie, kryli się w ciemnościach nocy, w jaskiniach, w gęstych lasach i tam napadali go znienacka. Stąd człowiek nauczył się unikać i bać ciemności; doświadczenie to, przekazywane dziedzicznie pozostało w nas, jakkolwiek spółczesne życie usunęło przyczynę tej obawy.

Rozważając argumenty jednej i drugiej strony, musimy się ostatecznie zgodzić, że sprawy powstawania instynktów i wyjaśnienia ich charakteru celowego nie możemy rozstrzygnąć w sposób wyłączny, w myśl jednej z powyższych teorii. Nie pozostaje więc nic innego, jak zająć pierwotne stanowisko Darwina i przyznać, że jedne instynkty powstają przez dobór naturalny z indywidualnych zboczeń w organizacji i funkcji, inne zaś mogą być nabytkiem doświadczenia przodków, dziedzicznie przekazywanym.

Na tym kończymy nasze ogólne uwagi o instynktach. Pozostaje nam jeszcze do rozpatrzenia jeden punkt, mianowicie znaczenie instynktów dla czynów człowieka. Bardzo dawno, bo już od czasów Descartesa, powstało mniemanie, że ze względu na instynkty pomiędzy zwierzętami i człowiekiem, istnieje wyraźne przeciwieństwo. Zwierzę działa tylko na mocy swych instynktów, człowiek zaś tylko przy pomocy rozumu - takie było ogólne mniemanie, podzielane nawet przez wybitnych przyrodników. Jeszcze Cuvier, znakomity przyrodnik francuski, na początku XIX-go w. obstawał za tym, że instynkt i inteligencja znajdują się w odwrotnym do siebie stosunku: gdzie spotykamy więcej instynktów, tam mniej jest inteligencji, i odwrotnie. Nawet Darwin był zdania, że być może, iż człowiek posiada mniej instynktów, niż zwierzęta i że czym wyżej stoi zwierzę na drabinę rozwoju, tym jego instynkty są mniej liczne i mniej rozwinięte.

Dopiero współczesna psychologia, upatrując w instynktach wrodzone impulsy, popędy mniej lub więcej zdeterminowane, obaliła ten pogląd. James[18] wprost twierdzi, że człowiek posiada nie tylko wszystkie te instynkty, jakie są u zwierząt, ale i wiele innych, których u zwierząt nie ma. Właśnie wskutek tego bogactwa najrozmaitszych instynktów popędy człowieka krzyżują się, wchodzą z sobą w kolizję i wywołują akty woli. U istot żywych niższej organizacji instynkty są względnie nieliczne, nie spotykają więc przeciwwagi w innych popędach i przejawiają się w czynnościach ściśle zdeterminowanych, zawsze jednakowych. W miarę, jak ilość popędów wzrasta, następuje coraz częściej wzajemne ich starcie, co ostatecznie prowadzi do tego, że jedne popędy zostają powstrzymane, inne przeciwnie - wzmocnione. Stąd wynika, że u zwierząt wyższej organizacji czynności instynktowe są zmienne; ta ich zmienność w końcowym rozwoju prowadzi do wytworzenia aktów woli.

Komplikacja instynktów idzie w parze z coraz większą komplikacją w budowie ośrodkowego układu nerwowego. Na najniższym szczeblu rozwoju spotykamy budowę tę względnie prostą, złożoną z szeregu zwojów segmentarnych, powiązanych ze sobą pęczkami włókien. Każdy zwój z wychodzącymi z niego włóknami nerwowymi stanowi układ prosty neuronów czuciowych i ruchowych w postaci łuku odruchowego. Połączenie pojedynczych zwojów ze sobą czyni możliwym występowanie czynności instynktowych, które, jak już wiemy, nie stanowią niczego innego, tylko złożone skomplikowane odruchy. Na wyższych szczeblach znajdujemy coraz większą komplikację.

Pomiędzy neurony czuciowy i ruchowy łuku odruchowego włączone zostają coraz liczniejsze neurony pośredniczące, które sprawiają, że podrażnienie, wywołane w pierwotnym neuronie czuciowym, nie przechodzi bezpośrednio na odpowiedni neuron ruchowy, lecz krąży po drogach ubocznych i po nich może przechodzić na inne, oddalone neurony ruchowe. Przy takim urządzeniu, które odpowiada istnieniu mózgu i rdzenia kręgowego, stają się już możliwe komplikacje w popędach, zmienność i doskonalenie się instynktownych czynności. Oraz wybór oddziaływania ruchowego w postaci mniej lub więcej wyraźnego świadomego aktu woli.

Zarówno komplikacja instynktów, jak odpowiadająca jej komplikacja w organizacji układu nerwowego stanowią wyraz coraz dokładniejszego przystosowania się istot żywych do warunków otoczenia. Istota żywa, reagująca wyłącznie w sposób instynktowy na zmiany, zachodzące w otoczeniu, jest przystosowana w sposób dostateczny tylko do podniet stale powtarzających się. Toteż istota taka utrzymać swój byt może tylko w jednostajnym, mało zmiennym środowisku, albo przy niewielkiej skali życia i niezmiennych jego potrzebach. Jeżeli zaś potrzeby życia wykraczają poza skalę, wyznaczoną przez instynkty, lub jeżeli w środowisku następują poważniejsze, głębsze zmiany, instynkty wrodzone zawodzą i cały gatunek jest narażony na zgubę. Ażeby istota żywa w takich warunkach mogła utrzymać się przy życiu, musiały wytworzyć się w niej zamiast stałych reakcji instynktowych reakcje zmienne, dowolne, przystosowane każdorazowo do zmian w podnietach otoczenia. Dlatego też dalszy rozwój poszedł właśnie w tym kierunku; powstały najpierw coraz liczniejsze instynkty, coraz mniej zdeterminowane i powstała możliwość ich wzajemnej konkurencji, co ostatecznie doprowadziło do czynów dowolnych.