REALIZM NATURALNY

1. Filozof zabierający się do poszukiwania punktu wyjścia swoich dociekań ma przed sobą następujący dylemat. Albo należy poszukiwać elementów doświadczenia, przy pomocy których można by konstruować obrazy zjawisk bardziej złożonych, albo trzeba, się oprzeć na zjawiskach złożonych, które są najlepiej znane, i przy ich pomocy starać się zrozumieć zjawiska pozostałe. Rozstrzygnięcie tego dylematu jest niemożliwym. Pomimo wszystkich zarzutów, jakie w ciągu historii kierowano przeciw reprezentantom obu punktów wyjścia, okazało się, że żaden z nich nie jest zasadniczo wyższy, każdy natomiast ma swoje dobre i złe strony. Psychologistom zarzucano, że ze swoich elementów wrażeniowych nie potrafią skonstruować złożonych zjawisk bez reszty, zarzut ten jednak nie mógł być wzięty serio, gdyż od żadnej nauki nie można żądać, żeby tworzyła nowe przedmioty. Chodzi wyłącznie o pewne obrazy przedmiotów, które mogłyby nam ułatwić orientowanie się w świecie rzeczywistym. Takie obrazy udało się psychologistom skonstruować w bardzo wielu wypadkach, musimy więc zgodzić się, że ceł swój w zasadzie osiągnęli. Z drugiej strony krytyka psychologistyczna starała się ośmieszyć filozofię popularną zarzucając jej, że zaczyna swoje dociekania od szeregu przesądów zamaskowanych pod postacią pojęć pierwotnych. To, co mówiliśmy poprzednio o pojęciach pierwotnych, wskazuje jasno na iluzoryczność tego zarzutu. Pojęcia pierwotne oparte są na kryteriach działających zupełnie niedwuznacznie w granicach doświadczeń życia codziennego, poza tymi granicami mogą być ustalone przy pomocy dodatkowych reguł konwencjonalnych. Są to zatem utwory umysłowe tego samego rodzaju jak te, na których opiera się logika formalna, a za nią wszystkie nauki ścisłe, nie ma więc powodu uważać je za nieprzydatne do budowy obrazu świata rzeczywistego. Niesprawiedliwe odnoszenie się filozofów do pojęć popularnych, które w życiu praktycznym okazały się tak bardzo użyteczne, wywołało zupełnie słuszną niechęć ludzi czynu do filozofii oficjalnej, powodując rozwinięcie się tego, co nazwaliśmy popularnym poglądem na świat. Jest to doktryna tak ściśle związana z życiem i tak silnie zakorzeniona w umysłach, że niełatwo wyodrębnić ją jako samodzielną całość, tym bardziej że na ogół nie występuje w formie czystej, ulegając wpływowi poglądów zaczerpniętych dorywczo z różnych systemów filozoficznych. Dokładna analiza filozofii popularnej byłaby zadaniem niezmiernie interesującym, nie należy jednak do naszego programu. Filozofia popularna nie stanowi systemu naukowego i zawodzi z chwilą, kiedy zabierzemy się do ścisłego formułowania zagadnień. "Wychodzi wówczas na jaw chwiejność zakresu pojęć pierwotnych i płynność kryteriów zdrowego rozsądku (common sense). Jest natomiast rzeczą niewątpliwą, że metoda filozofii popularnej może być w wielu wypadkach wydoskonaloną do tego stopnia, że staje się przydatną dla celów naukowych. Bardzo interesującym przykładem tego faktu są rezultaty doktryny znanej pod nazwą rachunku prawdopodobieństwa. Pojęcia tego rachunku zaczerpnięte są z życia praktycznego i ustalone przy pomocy konwencji formalnych dobranych w ten sposób, żeby rezultaty obliczeń były zgodne z doświadczeniem[1]. Niezwykła doniosłość naukowa tych rezultatów nie tylko w fizyce, lecz także w naukach biologicznych i w socjologii jest najlepszą gwarancją wartości metody przy pomocy której zostały otrzymane. Innym przykładem przystosowania pojęcia pierwotnego, należącego do sfery par excellence praktycznej, do celów naukowych jest historia pojęcia siły. Do dziś dnia, jak wspomniałem, wielu filozofów nie może się uspokoić z powodu tego, co nazywają antropomorficznym pochodzeniem tego pojęcia, kusząc się daremnie o wykrycie tajemnicy aksjomatów Newtona. Po tym, co mówiliśmy o stosunku pojęć pierwotnych do pojęć naukowych, zbytecznym jest dodawać, że mamy tu do czynienia z grubym nieporozumieniem. Poszukiwanie pojęć prostych nie jest postulatem nauki, ale jednego z wielu sposobów naszego pojmowania tejże.

Nie da się zaprzeczyć, że metoda psychologistyczna dała nauce niezwykle piękne rezultaty, że tylko wspomnę wielką teorię względności Einsteina - ale ograniczenie nauki do tej tylko metody byłoby zasadniczym błędem, właśnie tej samej kategorii co przekonanie, że jest jedna tylko rzeczywistość elementów wrażeniowych.

2. Muszę się przyznać, że nie jest mi wiadomym, czy były jakieś próby zbudowania systemu filozofii opartego na realizmie naturalnym. Nie ulega wątpliwości, że system Arystotelesa zawiera wiele poglądów wskazujących na pokrewieństwo jego doktryny z realizmem naturalnym, doktryna ta wypaczona jednak została przez ideologię platońską, która wyprowadza nas daleko poza naturalne, a nawet zgoła poza naukowe myślenie.

Tomasz Reid, któremu zawdzięczamy pojęcie common sense i zasadę bezpośredniego poznania rzeczy i jego następca William Hamilton zajęci byli przede wszystkim dogmatycznym uzasadnieniem punktu wyjścia realizmu naturalnego i nie wyszli daleko poza granice tego niewdzięcznego zadania. Naiwny realizm Macha i Avenariusa zbliża się w swoim punkcie wyjścia do realizmu naturalnego, przekształca się jednak rychło w typowy psychologizm. Zasadniczy zwrot do realizmu naturalnego w ostatnich dziesiątkach lat zawdzięczamy pragmatyzmowi, który jednak nie wyszedł poza metafizyczne ogólniki. Przyczyną tego stanu rzeczy było prawdopodobnie niezmierne ubóstwo materiału pojęć należących do filozofii popularnej, z jakim filozofowie ci musieli walczyć. Dopiero logika formalna z jednej, a prace fenomenologów ze szkoły Husserla[3] z drugiej strony dostarczyły materiału pojęciowego do zbudowania systemu realizmu naturalnego. Podnieść należy również badania prowadzone w tym samym kierunku przez szkołę lwowską[4]i szkołę prof. Meinonga w Grazu.

Pomimo to zadanie to pozostało niezmiernie trudnym i nie zaprzeczam, że na razie nie czuję się dość silnym, żeby się do niego zabrać. Ograniczę się do kilku myśli, na których opieram przekonanie, że zadanie to da się rozwiązać.

3. Zaczynam od problematu zasadniczego, a mianowicie od istnienia rzeczy. Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że rzeczy są przedmiotami widzialnymi Nie oznacza to wcale, że rzeczy muszą być takie, jak nam się w danej chwili przedstawiają. Przeciwnie, założyć musimy, że w widzeniu rzeczy mogą zachodzić zmiany o wiele częstsze i gwałtowniejsze niż zmiany zachodzące w samych rzeczach. Zjawisko to wytłumaczyć można jedynie w ten sposób, że prócz widzenia normalnego, które zapoznaje nas z własnościami rzeczy, przyjmiemy istnienie widzenia anormalnego, które może być wywołane czy to odległością, czy to oświetleniem, czy wreszcie pewnym osobliwym odniesieniem się do zjawiska, które powoduje, że zamiast rzeczy widzimy ich obrazy mniej lub więcej wierne. Odróżnienie widzenia normalnego od anormalnego dokonuje się na ogół przy pomocy kryteriów bezpośrednich. Można to łatwo spostrzec na następujących przykładach:

I. Zwracam uwagę na ołówek, który trzymam w ręku, i konstatuję, że jest to walec koloru czerwonego. Równocześnie stwierdzam, że widzenie moje jest normalne i ze proces widzenia polega na pewnym bezpośrednim stosunku mnie do danego ołówka.

II. Przypuśćmy teraz, że światło w mieszkaniu przygasa. Barwa ołówka staje się ciemnobrunatną, kontury jego zacierają się, nie na tyle jednak, żebym nie mógł odróżnić walcowatej jego formy. Warunki widzenia nie są normalne, skutkiem czego poznaję mniej dokładnie własności ołówka, mimo to jestem pewny, że mam przed sobą ten sam ołówek.

III. Zanurzam ołówek częściowo w wodzie i konstatuję, że część widziana pod powierzchnią wody tworzy kąt rozwarty z częścią widzianą w powietrzu. Widzenie jest znowu anormalne, skutkiem czego informuje mnie fałszywie o kształcie ołówka. Pomimo tego mam do czynienia z tym samym ołówkiem, a raczej z tą jego częścią, która znajduje się nad powierzchnią wody. Część znajdująca się pod powierzchnią wody jest niewidzialna - dostrzegam tylko jej obraz, który lokalizuję w ten sposób, że wytwarza się złudzenie, jakoby ołówek załamał się skutkiem zanurzenia w wodzie.

IV. Stawiam ołówek tuż przed oczami i wpatruję się w niego, skutkiem czego następuje zjawisko pozornego rozdwojenia się przedmiotu. Widzenie jest stanowczo anormalne. Każdy z widzianych przedmiotów mogę doprowadzić do zniknięcia, skupiając uwagę na pozostałym i przesuwając rękę trzymającą ołówek w tę stronę, po której znajduje się przedmiot badany. Dochodzę zatem do przekonania, że żaden z widzianych przedmiotów nie jest ołówkiem, ale obydwa są obrazami tegoż.

Obrazy te mogę badać przez kolejne przesuwanie ich i zestawianie z innymi przedmiotami. Mogę w ten sposób przekonać się, że są to utwory przepuszczające w pewnych warunkach światło, mogę bowiem widzieć przedmioty znajdujące się poza nimi. Mogę nawet zaobserwować moment, kiedy taki przeźroczysty obraz nakrywa się ołówkiem, w ten sposób, że widzenie ołówka staje się nagle normalnym. Bezpośrednio przed taką redukcją mogę mieć do czynienia z dwoma przedmiotami, z których jeden jest stanowczo ołówkiem, a drugi jego obrazem.

V. Postanawiam przypatrzyć się ołówkowi bardziej szczegółowo, tak np., żebym mógł go dokładnie odmalować. Konstatuję wówczas przede wszystkim, że to, co widzę, nie jest bynajmniej walec czerwony, ale szereg plam różnobarwnych, posiadających bardzo zawiłe kształty. Poruszając ołówkiem stwierdzam, że kształt widziany zmienia się, a z nim zarazem zmienia się rozłożenie barw. Oddalając się dostatecznie daleko od ołówka stwierdzam, że zmienia się także jego wielkość. Równocześnie stwierdzam, że widzenie moje nie jest normalne. Mam do czynienia z tym, co można by nazwać wpatrywaniem się w przedmiot, które dostarcza mi szeregu spostrzeżeń, ale nie pozwoli mi poznać własności przedmiotu. Widzenie takie uzyskałem sztucznie na podstawie szeregu wysiłków i wmówień. Przypominam sobie doskonale czas, kiedy w czasie lekcji szkolnej dowiedziałem się po raz pierwszy że drzewo, które pokazano mi przez okno, wywołuje we mnie wrażenie wzrokowe. Byłem w niezmiernym kłopocie, nie mogąc na żaden sposób dociec, o czym właściwie jest mowa. Zakłopotanie moje pochodziło niewątpliwie stąd, że znałem z doświadczenia jedynie widzenie normalne, skutkiem czego wiedziałem, co to są drzewa, ale nie znałem wcale wrażeń, które one mają wywoływać. W podobnym położeniu znajdowała się jedna ze znajomych pań, która konary drzew malowała jednym brunatno - szarym kolorem, a kiedy profesor malarstwa zwracał jej uwagę na grę barwnych świateł i cieni przechodzących od tonów bladoróżowych do złotawej zieleni, zauważyła, że to wszystko blaga, bo ona wie i widzi, że kora drzew jest szarobrunatna.

Na podstawie powyższych doświadczeń dochodzimy do następujących wniosków.

1) Widzenie normalne jest bezpośrednim poznaniem własności rzeczy.

2) W widzeniu anormalnym mamy do czynienia w zupełności lub częściowo z wrażeniami wzrokowymi, tj. z obrazami rzeczy lub ich części.

Kryteria służące do odróżnienia widzenia normalnego od anormalnego zawodzą niekiedy, wywołując tzw. złudzenie wzrokowe. W takich sytuacjach odwołujemy się do pomocy innych zmysłów, a osobliwie zmysłu dotyku, do informacji u osób trzecich, do aparatu fotograficznego, wreszcie do pewnych ogólnych praw uzyskanych na podstawie poprzednich doświadczeń. Jeśli wszystkie te czynniki zawodzą, możemy dany wypadek zaliczyć w drodze dowolnej decyzji do widzenia normalnego lub anormalnego.

Rzeczywistość elementów wrażeniowych jest z punktu widzenia realizmu naturalnego rezultatem widzenia anormalnego i dlatego uważana jest za sztuczny produkt naszego umysłu. Z twierdzeniem tym łatwo można się spotkać u ludzi czynu, nie znających z praktyki rzeczywistości elementów wrażeniowych. Spotykamy je również w książce Macha o analizie czuć.

4. Wytłumaczenie roli zmysłów w poznaniu świata zewnętrznego było od najdawniejszych czasów piętą achillesową wszystkich prób zbudowania systemów realistycznych, skutkiem nieporozumienia co do terminu "wytłumaczenie naukowe". Filozofowie starszej szkoły sądzili, że rzeczą realizmu naturalnego jest odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zmysły prowadzą nas do poznania własności rzeczy i popadali skutkiem tego w najniefortunniejsze spekulacje metafizyczne. Dopiero rozwój nauk ścisłych doprowadził szkołę psychologiczną do wniosku, że jeśli fizyk nie pragnie wytłumaczyć, dlaczego ciała przyciągają się wzajemnie, ale ogranicza się do przyjęcia prawa Newtona i porównywania jego konsekwencji ze zjawiskami zachodzącymi w świecie materialnym, niesłuszną rzeczą byłoby wymagać od filozofa zastanowienia się nad tym, dlaczego zmysły informują nas o własnościach rzeczy, zamiast poszukiwania praw, które by pozwoliły w każdym poszczególnym wypadku zestawić procesy zachodzące w organach zmysłowych z tymi danymi bezpośrednimi, których nam te procesy dostarczają. Jeśli rezultat ten zastosujemy do realizmu naturalnego, zobaczymy natychmiast, że wszystkie rezultaty metody psychologicznej mogą być przetłumaczone na język popularny, zamiast bowiem mówić o związkach zachodzących pomiędzy różnymi elementami wrażeniowymi, możemy zająć się związkami zachodzącymi pomiędzy różnymi zdarzeniami w świecie rzeczy. Tak np. spostrzeżenie ołówka jest zdarzeniem polegającym na tym, że pomiędzy ołówkiem a mną zachodzi pewien związek, zależny od tego, czy mam oczy otwarte, czy nie, a więc zależny od funkcjonowania moich oczu. Interpretacja taka nie jest z punktu widzenia ścisłości naukowej ani gorsza, ani lepsza od psychologistycznej, według której spostrzeżenie ołówka jest skombinowaniem szeregu elementów wrażeniowych i wyobrażeniowych, z których jedne obejmujemy nazwą ołówka, inne nazwą mnie samego, inne wreszcie nazwą mojego oka. I jedna, i druga interpretacja pozwoli nam w równym stopniu orientować się w świecie rzeczywistym - różnica pomiędzy nimi polegać będzie tylko na tym, że zjawisko, które według pierwszej będzie elementarnym (widzenie normalne), według drugiej przedstawi się jako niezmiernie złożone (elementy wrażeniowe: wyobrażenia, stany uczuciowe itd.).

5. Pojęcie rzeczy jest, jak każde pojęcie pierwotne realizmu naturalnego, z grubsza tylko określone. Możemy na ogół bez trudności rozstrzygnąć, czy dany przedmiot jest rzeczą czy nie, trudniej natomiast jest orzec, jakie warunki muszą być spełnione, aby rzecz przestała istnieć. Trudność ta spowodowała wcześnie powstanie hipotezy atomistycznej, która jednak nie wydaje mi się jedynym wyjściem z sytuacji. Nie ma co prawda mowy o podaniu ogólnych warunków istnienia rzeczy, posiadamy jednak kryteria bezpośrednie, które w ważniejszych wypadkach pozwolą nam tę sprawę rozstrzygnąć. W wypadkach wątpliwych odwołujemy się do konwencji znanych dobrze teoretykom prawa. Zwróćmy uwagę na następujące przykłady. Ołówek, który spisałem do połowy, nie przestał istnieć, lecz klucz, którego głowę zatopiłem, stał się bez wątpienia innym przedmiotem. Ubranie, które dałem przefarbować, jabłka, które ugotowałem, są tymi samymi przedmiotami, jakkolwiek niektóre własności ich zmieniły się zasadniczo, natomiast rozczyn gipsowy, który stężał na powietrzu, kwiat, z którego obleciały płatki, stały się niewątpliwie innymi przedmiotami. Jeśli list podrę na kawałki i rozrzucę je na wszystkie strony, nie mogę powiedzieć, że list przestał istnieć, skoro istnieje przynajmniej teoretyczna możliwość zebrania kawałków i sklejenia ich w jedną całość. Choćby nawet pewna liczba kawałków uległa zniszczeniu, list będzie wprawdzie zdefektowany, ale nie poprzestanie istnieć. Granica pomiędzy przedmiotem zdefektowanym a fragmentem przedmiotu jest na ogół bardzo trudna do ustalenia. Tak np. Wenus Milońska bez wątpienia nie jest fragmentem, ale cóż powiedzieć o Nice Pajoniosa? Problemy połączone ze zmienianiem części przedmiotów są jeszcze bardziej skomplikowane. Są one bardzo ważne dla amatorów antyków. Tak np. nie mogę do dziś dnia dociec, czy pierścionek, w którym oprawę miedzianą zastąpiłem podobną oprawą ze złota, jest jeszcze tym samym przedmiotem.

Teoria rzeczy byłaby użyteczną dla wielu działów nauki, a w szczególności dla tzw. historii naturalnej, historii powszechnej, historii literatury i sztuki, jest prawie niezbędną dla ludzi zajmujących się restauracją antyków, autorów monografii itd., najwybitniej zarysowuje się jednak jej znaczenie w przemyśle, o czym łatwo można się przekonać, przysłuchując się dyskusjom fachowców nad wartością wyrobów różnych firm.

Stosunek teorii rzeczy do fizyki jest prosty. Fizyka operuje fikcjami dobranymi w ten sposób, że pozwalają przewidywać wyniki doświadczeń, które sami przygotowujemy, nie wystarcza jednak na ogół do przewidzenia zjawisk, które napotykamy w ciągu życia. Tak np. fizyka pozwoli człowiekowi genialnemu dojść do zbudowania samochodu, ale jest bezsilna wobec zagadnienia, w jakiej fabryce należy kupić samochód, jeśli chce się zdobyć rekord szybkości; tak samo rzecz się ma z samolotami, działami motorowymi, czołgami itp. Jeśli zważymy, że od decyzji w tych sprawach zależeć może wynik wojny światowej, musimy przyznać, że rola teorii rzeczy w przewidywaniu zjawisk może być niejednokrotnie co najmniej równorzędna z rolą fizyki. Ponieważ pojęcia fizyki, jako fikcje względnie dowolnie przyjęte, nie mają wartości poznawczej w stosunku do świata rzeczy, można fizykę uważać jedynie za naukę pomocniczą, która służy do uzupełnienia teorii rzeczy i rozszerzenia jej zakresu, nie przyczynia się jednak wiele do zrozumienia zdarzeń zachodzących w świecie rzeczy, których nie da się pomyśleć bez kryteriów bezpośrednich. Kryteria takie wyrabiają się jedynie w drodze przyzwyczajenia. Przykład: Mechanik mający dość niedokładne pojęcie o termodynamice zna się doskonale na funkcjonowaniu motoru benzynowego.

Wbrew pozorom system naturalny nie może zawierać pojęcia rzeczywistej przestrzeni ani rzeczywistego czasu z tego powodu, że pojęcia te są puste, mamy bowiem tylko rzeczy przestrzenne i zdarzenia, w których orientować się możemy przy pomocy przestrzeni abstrakcyjnej (wszystko jedno czy to jest przestrzeń Euklidesa, czy inna) i czasu abstrakcyjnego (wszystko jedno czy to jest czas Einsteina, czy czas klasyczny). Problemat skończoności względnie nieskończoności świata i czasu trwania świata sprowadza się do pytania, czy każdemu punktowi przestrzeni abstrakcyjnej i czasu abstrakcyjnego można podporządkować jakąś rzecz, która się w nim znajduje, i jako taki musi pozostać nie rozwiązany z powodu ograniczenia naszych doświadczeń.

Pojęcie zdarzenia zawiera niewątpliwie jeszcze więcej nieokreśloności niż pojęcie rzeczy. Przykładami zdarzeń łatwych do określenia są eksperymenty fizyczne, których sami dokonujemy. Zdefiniowanie zdarzenia bardziej skomplikowanego, np. bitwy pod Warszawą lub powstania Polski, napotyka wielkie trudności, o których dobrze wiadomo filozofom historii[5]

Pomimo to pojęcie zdarzenia posiada wszystkie zasadnicze cechy, które czynią je użytecznym w systemie naukowym, gdyż: 1) nie jest puste, 2) może być w drodze konwencji określone w zupełności w wypadkach, w których zawodzą kryteria bezpośrednie.

To samo odnosi się do pojęcia przyczyny. Pojęcie to, wyrugowane zarówno z fizyki, jak z systemów psychologistycznych przez pojęcie warunków wyznaczających zjawisko, wraca w teorii rzeczy jako konieczny element systemu[6].

Definitywne rozstrzygnięcie, czy dany układ rzeczy jest przyczyną innego układu, czy nie sprowadza się do kryteriów bezpośrednich, jest możliwe tylko w niektórych wypadkach, a mianowicie, dopóki mamy do czynienia z eksperymentami dokonywanymi przy pomocy znanych nam aparatów. Tak np. zegarmistrz, który usunął ziarnko piasku hamujące ruch zegarka i skonstatował, że zegarek zaczął iść, wie na pewno, że obecność ziarnka piasku wewnątrz zegarka była przyczyną tego, że zegarek się nie poruszał, a usunięcie tegoż ziarnka stało się przyczyną ruchu zegarka. W zagadnieniach należących do historii naturalnej i medycyny ustalenie przyczyny jest na ogół rzeczą znacznie trudniejszą, w dziedzinie historii staje się niejednokrotnie zagadnieniem zupełnie nieoznaczonym. Skutkiem tego oczekiwać należy, że z czasem powstaną równoległe systemy historii, wykluczające wzajemną dyskusję, podobnie jak to widzimy np. w geometrii.

6. Pojęcie duszy nie należy do systemu naturalnego. Ja jestem rzeczą, podobnie jak przedmioty mego otoczenia, z tą tylko różnicą, że posiadam pewne dodatkowe własności, a mianowicie te, że myślę, chcę, czuję, działam itp. Własności te posiadają w równym stopniu inni ludzie, a do pewnego stopnia także zwierzęta. Nauka o tych własnościach ludzi i zwierząt stanowi właściwą realizmowi naturalnemu psychologię. Początków jej szukać można w charakterach Teofrasta i La Bruyere'a, w aforyzmach De la Rochefoucaulda i Vauvenargues'a. Dzisiaj właściwą jej podstawę stanowi metoda ankiety i pokrewne jej metody statystyczne. Psychologia introspekcyjna nie odgrywa w systemie naturalnym ważniejszej roli. Pochodzi to stąd, że zagłębienie się we własne życie psychiczne prowadzi szybko do podkopania wiary w zasady realizmu naturalnego, wysuwając na pierwszy plan rzeczywistość elementów wrażeniowych. Ludzie obracający się w rzeczywistości rzeczy mają instynktową niechęć do introspekcji, lekceważąc stany psychiczne jako zjawiska wprawdzie rzeczywiste, ale drugorzędne i mało interesujące[7]. Skutkiem tego nie dochodzi też w systemie naturalnym do właściwego znaczenia ta okoliczność, że moje stany psychiczne poznaję bezpośrednio, podczas gdy o stanach psychicznych innych ludzi dowiaduję się tylko przy ich pomocy, i to niedokładnie. Dla realizmu naturalnego uczucia moje są w równym stopniu rzeczywiste, jak cierpienia i radości moich znajomych, mieszkańców Ziemi Ognistej lub nawet mieszkańców Marsa, jeśli tacy istnieją; podobnie jak stół, na którym piszę teraz, jest w równym stopniu rzeczywisty, jak konstelacja Herkulesa lub atomy atmosfery ziemskiej, pod warunkiem, że założymy ich istnienie. Wyższy stopień rzeczywistości rzeczy w stosunku do stanów psychicznych jest skutkiem ciągłości i względnie większej trwałości świata rzeczy. W związku z tą kwestią dobrze jest zaznaczyć, że odróżnienie stopni rzeczywistości zależnie od trwałości przedmiotów nie może być w systemie popularnym doprowadzone do ostatecznej konsekwencji, pociąga bowiem za sobą przyznanie cechy rzeczywistości utworom matematycznym (sądom, stosunkom, zbiorom itp.), co zostało przez naszą teorię rzeczywistości a priori wykluczone.

Pojęcie wolnej woli należy do realizmu naturalnego (jako synonim pojęcia chcenia), jak to zaznaczyłem poprzednio. Wynikający stąd indeterminizm prowadzi do sprzeczności, nie z prawami fizyki, ale z fizykalnym poglądem na świat, który jest obrazem innej zupełnie rzeczywistości. Próba godzenia indeterminizmu z systemem fizykalnym przez powoływanie się na nieokreśloność praw fizyki (ze względu na ich statystyczny charakter) nie wytrzymuje krytyki, co zresztą czują poniekąd niektórzy autorzy, usiłujący uzyskać tego rodzaju rezultat (Borel). Pomijam tutaj bogatą literaturę tego przedmiotu, bardzo modnego w pierwszych latach XX w. Zawzięta, nieraz bardzo głęboko sięgająca dyskusja prowadzona przez wybitnych filozofów[8] nie dała i dać nie mogła pozytywnego wyniku. Rozstrzygnięcie tej sprawy uzyskać można było dopiero przy pomocy teorii wielu rzeczywistości.

L. Chwistek, Wielość rzeczywistości, w: Pisma filozoficzne i logiczne, t. I, Warszawa 1961, s. 50-73